piątek, 31 października 2014

Październik 2014 w zdjęciach.

Nie wiem czy zauważyliście, ale nie było września w zdjęciach. A to dlatego, że okazał się być strasznie nudnym miesiącem...



Jesień na początku października była przepiękna i bardzo klimatyczna. 


Niestety musiałam zmienić pielęgnację twarzy, ale póki co jest ok. 


Taka niespodzianka...balsam z Soap&Glory:)




Jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w zeszłym miesiącu. 


Niestety bardzo słabe masło do ciała recenzja >>>TU<<<


Nowości od Yankee Candle:)


Warsztaty z nowych technologii w animacji kultury czy co tam aktualnie animujemy;]


Oj szkolenie było bardzo długie;]


Moja pierwsza zupa dyniowa. Przepis już niebawem;] 


Dwie książki, które rozpierdzieliły mój harmonogram czytelniczy. 


Idealny zestaw na deszczowe popołudnie. Recenzja "Rippera" już w przyszłym tygodniu.



 W mojej kosmetyczce znalazło się masło kokosowe...już od dawna chciałam je wypróbować. Pierwsze wrażenie? Pachnie jak kokosanki - myślicie, że się sprawdzi?




Nadeszły mroźniejsze dni...




Oj tak...zima nadchodzi...


Miłego dnia:)

czwartek, 30 października 2014

Ulubieńcy października 2014

Witajcie, 
w moim spokojnym życiu czas nie biegnie tak szybko i nieubłaganie jak co u niektórych, jednak w tym miesiącu ze zdumieniem zobaczyłam, że pora na ulubieńców.

Zatem zaczynajmy:)


Książką miesiąca jest zdecydowanie "Więzień Labiryntu", o którym pisałam >>>TU<<<


Bardzo polubiłam też krem pod oczy z Oeparol Essence. Recenzja już niedługo:) 


Balsam do ciała z Soap&Glory skradł moje serce nie tylko działaniem, ale też zapachem:)


Balsam do ust z Nivea - niezastąpiony już od kilku lat nawilżacz ust. 


SallyHansen nr 510 - ulubieniec końca miesiąca. 


Od lat też używam wygładzająco - odżywczego kremu do rąk z Nivei. Bardzo byłoby mi smutno, jakby go wycofali:(. 


Pomidorki suszone. Uwielbiamm:) I przy okazji dzięki dziewczynom za podpowiedź ze szpinakiem i serem do ostatniej sałatki. 
Jest pyszna! 

Nie ma zbyt wielu ulubieńców w tym miesiącu, ale nie dokupuje sobie zbyt wielu rzeczy, bo staram się wykorzystać to co mam. Jednak mam nadzieję, że coś Wam się spodobało. 

środa, 29 października 2014

Kącik kulinarny #5 Szybka przekąska - makaron z suszonymi pomidorami

Dzisiaj na chwilę odchodzimy od kuchni z "Gry o tron", ale mam nadzieję, że nie na długo;]. A to głównie dlatego, że w moim życiu zdarzają się dni, w których cierpię na niedoczas. Wtedy muszę bardzo skracać wszelakie codzienne czynności, by móc sprostać podjętym zobowiązaniom. Wtedy proste i szybkie jedzenie jest dla mnie zbawieniem. 

Jedną z rzeczy, którą lubię wtedy robić jest makaron z suszonymi pomidorami, które można dostać w Biedrze i w Lidlu. Jak na razie mnie najbardziej posmakowały pomidory z kaparami z Lidla. Aha...jak coś pomidorów szukajcie na półkach z konserwami lub różnymi warzywami w słoikach. 

Ale do rzeczy. 
To makaron z pomidorkami jest banalnie prosty i możecie go przygotować w ekspresowym tempie. 

Otóż  ulubiony makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W tym  czasie odcedzamy pomidorki i kroimy je na mniejsze kawałeczki (ja zawsze wykorzystuje jeden słoik). 

Pokrojone pomidorki mieszamy razem z dodatkami, które są w słoiczku (kapary, żurawina czy z czym tam jeszcze je mieszają...) oraz makaronem. Proporcje zależą od Was;]. Ja bardzo lubię suszone pomidory, więc nie biorę dużo makaronu. Zwykle mniej więcej na pół miseczki. 


Wiem, że nie jest to skomplikowane, ale często mnie ratuje w nagłych sytuacjach. Przy okazji jest sycące. 



Macie jakieś inne pomysły na suszone pomidory?

wtorek, 28 października 2014

"Cały, cały świat, jeden wąski most..." czyli kilka słów o niezwykłych warsztatach.

Kiedy w ubiegły weekend wybierałam się na warsztaty prowadzone przez pracowników Teatru NN w Lublinie nie spodziewałam się tego jak bardzo pierwsza część nada kierunek mojemu myśleniu w tym co robię na co dzień, a druga bardzo mnie poruszy i sprawi, że kilka razy w ciągu szkolenia pojawią się łzy wzruszenia. 

Pierwsza część, która odbyła się w sobotę dotyczyła wykorzystania nowych technologii w tym animacji kulturowej/społecznej. To własnie z tej części warsztatów pochodzi większość linków, które Wam wrzuciłam w poprzedniej garści linków i będzie ich jeszcze kilka w następnej notce z serii;]. Ta część warsztatów bardzo dużo mi uświadomiła i niewątpliwie w dalszej perspektywie przyniesie kilka owoców;]. Oj było bardzo inspirująco!;)

Jednak nic nie przebije niedzielnych warsztatów przeprowadzonych z Panem Witkiem, który wplótł w nie nie tylko teatr, ale także książkę i historię żydowską. Nie tylko zmotywował nas do działania na zajęciach, ale mnie osobiście wzruszał do łez opowiadanymi historiami i przygotowanymi materiałami. Kiedy prosił nas o wypowiedź nie raz najlepszym podsumowaniem było nasze milczenie i zaduma. Moim zdaniem to bardzo trudne tak zmotywować ponad 20 osób do aktywności i wzruszyć ich tak bardzo, że niektórym z nich odejmuje mowę i przysparza o świeczki w oczach. Myślę, że każdy z nas nie tylko wyszedł poruszony z tych warsztatów, ale wyniósł coś dla siebie. W moim przypadku te dwa dni okazały się bezcenne, bo nie tylko były bardzo adekwatne do tego co robię na co dzień, ale jeszcze idealnie wbiły się w tematykę, którą dopiero zaczęłam się interesować. Te dwa dni były bardzo inspirujące i motywujące do działania, więc nie żałuję, że na nich byłam - wręcz poszłabym jeszcze raz. 

Na koniec zdradzę Wam, że słowa Rabina Nachmana z Bacławia: 

"Cały, cały świat
jeden wąski most,
jeden wąski most,
jeden wąski most.

Ale ważne, ważne jest to
by się nie bać,
by się nie bać wcale.

Ale ważne, ważne jest to
by się nie bać, nie."

będą mi towarzyszyć jeszcze długo, a ja będę chciała nie tylko odwiedzić Lublin, by przejść się śladami tamtejszych Żydów, ale na pewno będę bacznie przyglądać się Bramie Grodzkiej i temu co robi Teatr NN. 

poniedziałek, 27 października 2014

S. Collins "W pierścieniu ognia" kilka słów

Witajcie, 
dzisiaj chciałabym Was zaprosić na kolejną recenzję książki, Ostatnio coraz chętniej sięgam po pozycję z gatunku dystopii typu "Więzień Labiryntu" i "Igrzyska śmierci". Zachęcona początkiem tej drugiej serii zabrałam się za jej drugi tom. A mianowicie "W pierścieniu ognia". 
Niestety musicie mi wybaczyć jakość, bo książkę oddałam do biblioteki zanim zdążyłam zrobić jakieś sensowne zdjęcie. 

W tej części poznajemy losy Katniss i Peety po Głodowych Igrzyskach. Oboje wracają do Dwunastego Dystryktu i zamieszkują w wiosce zwycięzców. Jednak sprawy się komplikują, gdyż władzom nie spodobała się postawa Katniss na Igrzyskach. Bardziej skomplikowane staje się również jej życie osobiste. Katniss trudno jest się odnaleźć we własnych uczuciach, gdyż zdążyła polubić Peetę, ale przecież jest jeszcze jeden bardzo bliski przyjaciel - Gale. Dodatkowo dwójka naszych głównych bohaterów musi wziąć udział w Turnee Zwycięzców, które odbywa się po każdych Igrzyskach. Dlatego też Peeta i Katniss odwiedzają każdy dystrykt, a ta podróż uświadamia im, że ludzie są skłonni zbuntować się przeciw Kapitolowi. 
Dziewczyna nieoczekiwanie staje się symbolem buntu, który niesie powiew zmian i śmierci. 

"W pierścieniu ognia" jest tomem bardzo podobnym do "Igrzysk śmierci", gdyż dwoje trybutów z dwunastki w pewnym momencie wraca na głodowe igrzyska. Jednak tym razem są one niezwykłe, bo w szranki stają zawodowcy z każdego dystryktu. Zatem zamiast roli mentora znów przypada im rola trybutów.

W tej części tak jak i w poprzedniej nie zabraknie emocji. Jednak "W pierścieniu ognia" różni się od poprzedniej części tym, że bliżej poznajemy Katniss. Główna bohaterka staje się bardziej emocjonalna, a dzięki temu bliższa nam (bo bardziej ludzka). Poza tym w Panem budzi się rewolucja, a władza Kapitolu jest coraz bardziej niepewna. W powietrzu czuć, że zaraz coś się wydarzy, bo ludzie są już na skraju wytrzymałości. Jednak kiedy docieramy do ostatniej kropki w książce ze zdziwieniem zauważamy, że autorka zostawia nas z wieloma znakami zapytania w miejscu, w którym chcemy czytać dalej. I w momencie, kiedy nie mamy pod ręką ostatniego tomu tejże trylogii robi się mało przyjemnie:(.

W każdym bądź razie będę zdeterminowana, aby dorwać gdzieś "Kosogłosa" - tym bardziej, że R. już za mną chodzi i mówi mi, żebym się z tym uporała przed premierą...cóż nie wiem jak ja to zrobię z moją książkową kolejką, ale czegóż się nie robi z miłości? 

niedziela, 26 października 2014

Garść linków #2

Hey:)

Jako, że ostatnia notka z garścią linków spotkała się z pozytywnym odzewem przychodzę do Was z kolejną dawką. Mam dla Was sporo ciekawych propozycji i artykułów, które mnie zainteresowały. Mam nadzieję, że również ktoś z Was znajdzie coś dla siebie:)


Kultura:

Tematy społeczne:
Prawo - czyli coś dla blogerów, liderów inicjatyw społecznych i osób prowadzących projekty:)
To na razie na tyle, ale już szykuję Wam kolejną dawkę linków, tylko mam w tyle głowy kilka stron, które jeszcze muszę sprawdzić;]. 

Miłego dnia:)

sobota, 25 października 2014

Icon - alternatywa dla tych, którzy boją się wiertła?

Witajcie,
ostatnio postanowiłam się wziąć za leczenie moich zębów, bo niektóre, niemalże błagają o wizytę u dentysty. Niestety bardzo źle znoszę wiercenie dlatego też każda wizyta jest dla mnie niesamowitą męczarnią.
         Jednak buszując ostatnio w necie znalazłam coś, co takiego dentystycznego mięczaka jak ja napełniło nadzieją na to, że i moje wizyty u dentysty obędą się kiedyś bez wiertła. Pamiętajcie, że nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale chciałabym Wam napisać kilka słów o metodzie leczenia, która mnie po prostu zainteresowała.
Otóż podobno lekarze stomatolodzy wykonują leczenie próchnicy metodą Icon, która ma być małoinwazyjnym podejściem do leczenia próchnicy, które jak zrozumiałam wypełnia lukę między profilaktyką, a tradycyjnym leczeniem.

Na czym polega ten sposób leczenia próchnicy?

Otóż z informacji, do których dotarłam wynika, że metoda leczenia próchnicy Icon jest przeznaczona do początkowych zmian próchnicznych w zębach. Cała procedura leczenia jednego zęba podobno trwa ok. 15 minut i polega na usunięciu zewnętrznej warstwy szkliwa, a następnie aplikacji na 2 min. żelu, który zawiera 15%  kwas solny w celu odsłonięcia „podpowierzchniowych” porów.  W ten sposób przygotowany ząb jest następnie osuszany etanolem, aby dentysta mógł nałożyć na niego żywicę Icon o wysokiej płynności. W efekcie ta żywica zastosowana przez lekarza ma nam wypełnić pory zmiany próchnicowej i następnie stwardnieć. Podobno zapobiega to dalszej penetracji zęba przez kwasy kariogenne (tu nie jestem pewna na ile zrozumiałam znalezione informacje, ale chodzi o kwasy zawarte w pewnej grupie produktów spożywczych, które mają negatywny wpływ na zdrowie naszych zębów) i co za tym idzie przedłuża jego życie.
Obok tego, że dzięki metodzie Icon obywamy się bez borowania, to jeszcze zabieg może być przeprowadzony podczas jednej wizyty (co w sumie przy małych ubytkach i tak ogranicza się do jednej wizyty u lekarza). Jednakże dodatkowo technika nie wymaga znieczulenia, a wyleczona powierzchnia ma wyglądać jak zdrowe szkliwo. Czyli jeżeli dobrze zrozumiałam to wyleczony ząb nie będzie się różnił od tych zdrowych. Wiem, wiem - obecnie mamy takie wypełnienia, które nie wyróżniają się zbytnio na zębach...ale jeżeli coś może się wyróżniać jeszcze mniej, to czemu nie?
Niestety metoda Icon nie może być stosowana w przypadkach zaawansowanego rozwoju próchnicy, szczególnie w przypadku próchnicy, która przybrała postać dziury w zębie. Jak się domyślacie w tym przypadku niestety czeka nas borowanie:/.

No dobrze, ale ile to kosztuje i gdzie wykonują te zabieg?

Otóż  jeżeli wierzyć informacjom znalezionym przeze mnie w Internecie to terapię próchnicy  z wykorzystaniem żywicy Icon lekarze stomatolodzy wykonują w Polsce od 2009 r. Jak na razie nie jest to zbyt powszechna metoda (chociaż mam nadzieję, że z czasem będzie).
W poznańskiej klinice Thomas Lowerton Polska za wyleczenie jednego ubytku powyższą metodą podobno zapłacimy 200 zł, a w przychodni Ferreus w Warszawie wyleczenie jednego ubytku preparatem Icon zapłacimy 400 zł.
Jak widać ta metoda tania nie jest i wydaje mi się, że jeżeli już stosują ją dentyści z dużych miast (przynajmniej jak na razie). Jednak normalnie idąc do dentysty też pewnie nie zapłacimy wiele mniej. 

Mam nadzieję, że o tym sposobie leczenia zębów usłyszę jeszcze nie raz. Poza tym w końcu jest nadzieja na to, że osoby, którym robi się niedobrze już na samą myśl o borowaniu będą miały jakąś alternatywę w leczeniu swojego uzębienia. Jednak mimo wszystko mam co do tej metody mieszane uczucia ze względu na to, że to jest coś co nie jest jeszcze mi zbyt dobrze znane, ale z drugiej strony skoro już stosują to lekarze o musi być bezpieczne. Swoją drogą mam nadzieję, że w miarę rozwoju stomatologii ta metoda będzie nie tylko bardziej popularna niż teraz, ale także pojawią się różne inne alternatywne do borowania opcje leczenia zębów.

piątek, 24 października 2014

nearly naked oraz vibrant spice od Avon

Każda firma ma lepsze i gorsze kosmetyki. Tak samo jest z Avon, dlatego też długo "chodziłam" koło tych produktów, o których Wam wspomnę niżej. 

Był taki czas kiedy przyczajałam się na poczwórne cienie, z wyżej wspomnianej firmy, ponieważ niesamowicie kusiły kolorami, ale nie byłam pewna czy oby na pewno warto je zakupić. Jednak przyszedł taki czas, kiedy skusiłam się na paletkę nearly naked (czarne pudełeczko) i vibrant spice (brązowe pudełeczko).

Pierwszą rzeczą, która bardzo mi się spodobała to delikatny stopień napigmentowania pozwalający na budowanie koloru. Poza tym ich stopień napigmentowania sprawa, że ciężko jest zrobić sobie krzywdę tymi cieniami, dlatego też są świetne dla osób, które dopiero zaczynają się bawić w malowanie oczu. 

Dodatkowym plusem jest ich wydajność. Paletkę nearly naked męczę już regularnie drugi miesiąc i dopiero nedawno pojawiły się delikatne wgłębienia;). Codo vibrant spice to używam jej np. do jakichś wieczornych wyjść.

Poza tym te cienie są dość poręczne i idealnie nadają się na wyjazd, albo do torebki jak wiemy, że w ciągu dnia będziemy musiały zrobić szybki makijaż. 

Do każdej paletki dołączona jest pacynka, ale ja maluję się pędzlami, więc są mi one zupełnie niepotrzebne, dlatego gdzieś zaginęły w akcji;)

Dostępność: konsultantki Avon
Cena: ok. 21 zł. po promocji. 

środa, 22 października 2014

Kącik kulinarny #5 Cytrynowe ciastka Sansy odsłona druga

Witajcie, wszyscy fani "Gry o tron" 
dobrze wiedzą, że ciastka cytrynowe były bardzo lubiane przez Sansę (swoją drogą to najbardziej irytująca mnie postać z całej tej historii).

Kiedyś wrzuciłam na bloga przepis na cytrynowe ciastka wg. Pauliny Wnuk, który znajdziecie >>>TU<<&lt;


Tym razem inspirowałam się przepisem z "Uczty lodu i ognia" na elżbietańskie ciastka cytrynowe. Te plasujące się gdzieś pomiędzy miękkim ciastem a chrupiącymi herbatnikami są bardzo łatwe w przygotowaniu. 

Składniki: 

  • 2,5 szklanki mąki plus nieco więcej w razie potrzeby, 
  • 2 szklanki cukru, 
  • 6 łyżek masła 
  • starta skórka z dwóch cytryn 
  • jajko, 
  • żółtka z 2 jajek.
Rozgrzej piekarnik do temperatury 175* C i nasmaruj tłuszczem blachę do pieczenia. 

W dużej misce wymieszaj mąkę z cukrem. Dodaj masło, skórkę cytrynową, jajko oraz 2 żółtka. Dokładnie połącz, dosypując więcej mąki, jeżeli będzie taka potrzeba, aż ciasto przestanie się lepić i łatwo będzie formować je rękami. 

Uformuj kulki o śrecnicy ok. 2,5 cm i ułóż na blasze do pieczenia co najmniej 5 cm od siebie, ponieważ w trakcie pieczenia będą osiadać i staną się szersze. 

Piecz 15 minut, aż ciasteczka lekko się zezłocą. Po zakończeniu pieczenia zostaw je na chwilę w piekarniku, zanim wyjmiesz je z blachy do całkowitego ostygnięcia. 

Co zmieniłam w przepisie? 

Osobiście nie mogłam oprzeć się dodaniu szczypty proszku do pieczenia. Nie miałam też co zrobić z białkami z jajek więc je ubiłam na pianę i dodałam do ciasta;]. Jeżeli chodzi o polewę to rozpuściłam 100g białej czekolady wymieszałam z sokiem z połowy cytryny.

Ciastka same w sobie są słodkie, więc robiąc je następnym razem na pewno dodam dużo mniej cukru, jednak są osoby, którym smakowały, albo tylko tak mówią, żeby zrobić mi przyjemność. 

wtorek, 21 października 2014

Tove Alsterdal, "Grobowiec z ciszy", recenzja

Dzisiaj mam dla Was kilka słów o "Grobowcu z ciszy" autorstwa Tove Alsterdal, którego opis brzmiał niesamowicie kusząco. Albowiem powyższa książka miała być wciągającym kryminałem połączonym z mroczną sagą rodzinną. 


Otóż Katrine wraca po latach do Sztokholmu, żeby zająć się chorą matką. Jednakże w pewnym momencie okazuje się, że kobieta jest właścicielką domu we wsi za kołem polarnym, który ktoś chcę kupić za wysoką kwotę. To jest początkiem podróży w poszukiwaniu swoich korzeni, która zaprowadza młodą kobietę do Rosji, gdzie poznaje historię swojej rodziny, skrywaną przez dziesięciolecia. 

Pojawienie się Kariny w rodzinnej wiosce swojej matki ma zbudzić uśpione demony.

Dochodzi do serii brutalnych morderstw, a ona sama zostaje wplątana w rozgrywkę, w której stawką jest jej życie.

Skuszona obietnicą kryminału z mroczną historią rodzinną w tle bez wahania sięgnęłam po tą powieść. Tym bardziej, że miała być antidotum na stres. Jednak mimo wszystko męczyłam się z nią ponad tydzień, co rzadko mi się zdarza przy powieściach tej objętości.

Męczyłam się tak długo nie dlatego, że nie miałam czasu, ale głównie dlatego, że ta książka mnie mocno rozczarowała. Nie mogę powiedzieć, że "Grobowiec z ciszy" jest złą powieścią, jednak zawiera bardzo przeciętną opowieść. Fabuła toczy się niespiesznie, tak jak życie w małym miasteczku za kołem polarnym. Wątek kryminalny majaczy gdzieś w tle mimo to, że powieść szumnie została nazwana kryminałem. Niestety mam wrażenie, że ten wątek był mocno naciągany, a autorka na siłę wtrąciła go do powieści i ot tak prześliznęła się po nim na odwal się. W końcu Rosja, aż prosi się o to, żeby wtrącić coś o przestępczości zorganizowanej, ale ta mafia była po prostu nijaka:/. W tejże powieści jest to zrobione tak nieudolnie, że, aż żal... Poza tym nie było żadnych spektakularnych zwrotów akcji oraz trzymania w napięciu, a głupota głównej bohaterki, aż zaskakiwała. Może jestem jakaś dziwna, ale sytuacja, gdy Karina wchodzi do opuszczonej kamienicy na jakimś rosyjskim zadupiu i to bez większego zastanowienia mnie zadziwia. W końcu to Rosja...miejsce, które nie kojarzy się z najbezpieczniejszym zakątkiem na ziemi, a w szczególności jeżeli chodzi o jakieś opuszczone miejscówy, w których można spotkać każdego. Poza tym oczywiście nasza główna bohaterka po ucieczce z wyżej wspomnianej kamienicy znajduje naprzeciwko kawiarenkę, w której oczywiście może dogadać się po angielsku... Sorry, ale nie wierzę, żeby w biednej wiosce zabitej dechami w Rosji, ktoś miał pieniądze na studia czy naukę angielskiego...może i tak, ale czy oby na pewno mówi w tym języku płynnie? Przecież nawet w naszym kraju wielu studentów ma ten język na bardzo podstawowym poziomie. 

Po powrocie Karny z Rosji sprawy nie mają się dobrze. Sytuacja w wiosce miała być zapewne mroczna i sprawiać, że ciary przechodzą nam po plecach. Jednak fabuła nawet jeżeli chodzi o to jest do bólu przewidywalna i irytująca. Już po przeczytaniu 3/4 książki mniej więcej wiedziałam jak się skończy, a przynajmniej wiedziałam kto jest mordercą i kto chce kupić dom matki Kariny.

Całą sytuację nieco ratuje tylko wątek dotyczący potrzeby poszukiwania swoich korzeni. Człowiek, który nie zna swoich przodków często po prostu nie wie kim jest i jest w stanie zrobić wiele, żeby się tego dowiedzieć..Jednak niestety ten wątek nie ratuje całej książki. A szkoda:/. Na szczęście teraz sięgnęłam po bardziej sprawdzoną przeze mnie autorkę i czyta się na prawdę migusiem;). 

niedziela, 19 października 2014

10 ważnych dla mnie książek

Nie wiem czy znacie ten ból jak nie możecie sięgnąć po książkę, bo macie dużo spraw na głowie, albo najzwyczajniej w świecie jesteście tak zestresowani, że nie możecie skupić się na czytaniu. Ja właśnie w ciągu ostatniego tygodnia, albo nie mam weny do czytania, albo byłam zajęta i nie mam jak sięgnąć po coś do czytania, a poza tym miałam dość stresujący koniec tygodnia.

Dlatego też w bólach skończyłam czytać "Grobowiec z ciszy" i za jego recenzję biorę się najpóźniej jutro. Jednak jeszcze dziś chciałabym Wam napisać o 10 książkach, które miały znaczący wpływ na mnie jako na czytelnika. 


1.
Kiedy sięgam pamięcią wstecz, to jako pierwszą przeczytaną samodzielnie książkę kojarzę "Dzieci z Bullerbyn" autorstwa Astrid Lindgren. Pamiętam, że była to moja lektura szkolna, a ja byłam wtedy chora i przeczytałam ją po prostu dla zabicia czasu. Pamiętam, że po jej skończeniu byłam z siebie bardzo dumna i postanowiłam sięgnąć po jeszcze inne książki...dużo książek;]. 

2.
Godzina pąsowej róży Marii Kruger jest dla mnie ważna dlatego, że dostałam ją na urodziny od mojego szkolnego kolegi. To była jedna z pierwszych książek, które dostałam na urodziny, w dodatku od kogoś, kogo bardzo lubiłam. I o dziwo trafiono w mój gust:)

3.
Małego księcia A. de Saint-Exupery'ego przeczytałam zanim przerabialiśmy ją w szkole. Dla mnie to piękna opowieść o przyjaźni i miłości, w której zawsze odkrywa się coś nowego. Pewnie jeszcze nie raz będę do niej wracać. 

4.
Saga o Ludziach Lodu Margit Sandemo wywarła na mnie wrażenie w czasach liceum. Pamiętam, że zaczytywałyśmy się w tych książkach razem z koleżanką, mimo to, że byłyśmy w klasie humanistycznej i miałyśmy w ciul innych książek do czytania. Ale jakoś dziwnym trafem na to zawsze znajdowałam czas, chociażby dlatego, że pobudzały moją wyobraźnię;] To było moje pierwsze spotkanie z literaturą skandynawską. 

5.
Bajki rozebrane K. Miller i T. Cichockiej polecił mi znajomy psycholog. Jest to genialny cykl wywiadów o tym co mówią o nas baśnie z psychologicznego punktu widzenia. Na podstawie mojej ulubionej baśni nie tylko sporo się dowiedziałam o sobie, ale też znaczenie wielu symboli się u mnie sprawdziło. 

Na pewno wrócę za jakiś czas do Bajek... ciekawa jestem jak je odbiorę tym razem;]. 

6. 
Kiedyś literatura wiktoriańska była dla mnie przekleństwem. Nienawidziłam wszystkiego z tej epoki, a teraz jestem w niej zakochana;). A to dzięki Wichrowym wzgórzom, Emily Bronte, które wprowadziły mnie w mroczny i niezwykły świat. Poza tym ta książka zapoczątkowała moją miłość do twórczości sióstr Bronte:). 

7. 
W kraju niewidzialnych kobiet Qanty A. Ahmed jest kolejną książką, którą dostałam na urodziny i którą bardzo chciałam przeczytać. Ta książka rzuciła nowe światło na mentalność Muzłumanek i życie w Arabii Saudyjskiej. Teraz nie tylko bardziej podziwiam te kobiety, które często muszą bardo kombinować i walczyć o w miarę normalne życie. Poza tym bardziej doceniam to gdzie się urodziłam;]. 

8.
Miasteczko Salem S. Kinga czytałam już może ze dwa lub trzy razy i to właśnie dzięki tej książce polubiłam Kinga, wampiry i horrory;). Kiedy czytałam ją pierwszym razem nie mogłam spać, późnej już nie wydawała mi się, aż taka straszna, ale i tak ją lubiłam;]

9. 
Przedostatnią książką, o której chciałabym Wam wspomnieć jest Pachnidło Patricka Suskinda. Kiedy na licencjacie miałam już absolutorium, ale jeszcze byłam przed obroną pomyślałam, że jako człowiek, który już prawie ma wyższe wykształcenie powinnam więcej czytać. To była pierwsza książka, która nie była mi potrzebna do zaliczenia kolosa lub egzaminu. I właściwie to od niej zaczęło się moje regularne sięganie po książki, po które teraz sięgam bardzo często. 

10. 
Ostatnia na liście jest biografia Josefa Mengele zatytułowana Josef Mengele. Lekarz z Auschwitz autorstwa Ulricha Wolkein'a. 

Niestety jestem już z rocznika, który szedł do gimnazjum i historia od ok. początku XX wieku była traktowana bardzo po macoszemu:/ Jednak teraz staram się nadrabiać różnymi powieściami historycznym. Powyższa powieść wywarła na mnie ogromne wrażenie. Tak jak młodość Josefa Mengele i jego okres życia po Auschwitz nie były tak bardzo obrzydliwe jak jego okres w Oświęcimiu. 

Jego biografia jest pierwszą książką, w której pewne rzeczy były napisane wprost i to bez owijania w bawełnę. Do tej pory nawet we wspomnieniach ofiar tego sadysty znajdowałam tylko ogólne informację takie jak to, że prowadził barania na bliźniakach, karłach i cyganach. Jednak co dokładnie robił, tego już nie mówiono. A w jego biografii znalazłam mnóstwo opisów jego eksperymentów na wspomnienie, których nadal mam mdłości i tego jakim był człowiekiem. 

Josef Mengele. Lekarz z Auschwitz to książka dla ludzi o silnym żołądku i mocnych nerwach. Ja podczas jej czytania w pewnym momencie nie wytrzymałam i musiałam pójść zwymiotować. 

W każdym bądź razie nie żałuję, że sięgnęłam po tą książkę, bo dużo wniosła w moje myślenie nie tylko o Oświęcimiu, ale także o wojnie i okresie powojennym. 


Z mojej strony na dzisiaj to tyle. Pewnie jeszcze dziś wezmę się za pisanie notek na zapas, w razie jakby wyskoczyły mi sytuacje, które uniemożliwią mi regularne pisanie;].

piątek, 17 października 2014

Stos wrzesień/październik 2014

Witajcie, 
ostatni czas jest dla mnie dość stresujący, a kiedy doświadczam silnego stresu nie potrafię skupić się na robieniu czegoś bardziej konstruktywnego i ograniczam się do kilku niezbędnych rzeczy. Jednak to temat na inny wpis.

Dzisiaj chciałabym Wam się pochwalić tym co udało mi się dopaść w ostatnim czasie. Z dzisiejszych stosów większość rzeczy dostałam lub znalazłam w bibliotece. 

A więc zaczynajmy:

Stos własny, z którego wytelepałam kasę na jedną książkę, na której bardzo mi zależało. A reszta dotarła do mnie inną drogą niż droga kupna;]


Zatem startujemy od góry:

  1. T. Alsterdal "Grobowiec z ciszy" recenzja niebawem
  2. J. Dashner "Więzień Labiryntu" recenzja
  3. J. Dashner, "Próby Ognia" - tą część przeczytam jak tylko uporam się ze stosikiem z biblioteki, który prezentuje się tak:



Od góry:
  1. Jon Ronson "Czy jesteś psychopatą?",
  2. A. Berest i in. "Bądź paryżanką, gdziekolwiek jesteś" - nie ukrywam, że sięgnęłam po nią pod wpływem recenzji;]
  3. Klaus - Rudiger Mai "Tajemne religie" - nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa
  4.  M. Introvigne "Satanizm, historia, mity" - sięgnęłam również z ciekawości. 
Natomiast za ten stosik wezmę się jak tylko skończę "W pierścieniu ognia". Swoją drogą zadziwia mnie jak polubiłam dystopię jako nurt w literaturze...

Jak już będę w stanie normalnie funkcjonować, co nastąpi prawdopodobnie po weekendzie, kiedy przewali się kilka rzeczy, to będę chciała napisać kilka zaległych notek. M. in.:
  • recenzję "Grobowca ciszy"
  • o pokonywaniu nieśmiałości, 
  • o radzeniu sobie ze stresem, 
  • o 10 ważnych dla mnie książkach, które wywarły wpływ na moje czytelnictwo lub zmieniły moje myślenie/wyobrażenia na pewien temat. 
Poza tym mam jeszcze kilka pomysłów i jeden nowy cykl...chociaż jeszcze nie wiem czy się za niego zabiorę;]. 

W każdym bądź razie 3majcie za mnie kciuki...mam nadzieję, że dam sobie radę lepiej niż przypuszczam;]. 

miłego wieczoru
Natalia


P.S. Po drodze z pracy odebrałam z poczty kolejny egzemplarz recenzencki...wrzucę Wam info na FP (https://www.facebook.com/pages/M%C3%B3j-Portret/136063976509773?ref=bookmarks) jak tylko będę miała siłę i czas na wrzuceniu czegoś na FanPage. 

środa, 15 października 2014

Kącik kulinarny #4: Średniowieczne placuszki z jabłkami; przepis


"Jon zajadał placki z jabłkami i krwawą kiszkę, kiedy tuż obok niego opadł na ławkę Samwell Tarly. 
- Wzywają mnie do septu - wyznał Sam podekscytowanym szeptem. - Zabierają mnie. Będę bratem, tak jak wy wszyscy. Dasz wiarę?" 
G. R. R. Martin "Gra o tron"

Dzisiaj czas na pierwszy przepis z Uczty Pieśni i Ognia:), o której pisałam Wam ostatnio. Mam nadzieję, że się cieszycie;p. Przepis będzie na (jakby ktoś nie zorientował się po przepisie) średniowieczne placuszki z jabłkami.

Te smażone smakołyki wyewoluowały na dzisiejsze pączki. Są miękkie, odrobinę gumowate i wypełnione orzechowo - jabłkowym nadzieniem.

Z przepisu wychodzi ok 24 placki. 
Czas przygotowania: 20 min. + 1,5 godz na wyrastanie ciasta + Smażenie: 30 min. 

Składniki:
  • 1 i 1/4 szklanki mleka.
  • 2 i 1/4 łyżeczki suszonych drożdży,
  • roztrzepane żółtka z 2 jajek, 
  • 3-4 szklanki niepszesianej mąki,
  • 4 średnie jabłka, obrane, wydrążone i pokrojone w kostkę, 
  • 4 łyżki miodu, 
  • 1/4 (4 łyżki) miękkiego masła, 
  • 1 łyżka miękkiego cynamonu, 
  • 1/2 szklanki posiekanych orzechów, 
  • łyżka Poudre Fortee*
  • szczypta soli, 
  • olej do smażenia
  • opcjonalnie cukier puder do posypania.


Rozgrzej odrobinę mleka, wsyp drożdże i odczekaj 5 minut, aż się spienią. Dodaj roztrzepane żółtka, 3 szklanki mąki, sól i masło. Wymieszaj dokładnie, aby uzyskać jednolitą masę, nieprzylegającą do ścian miski. W razie potrzeby dodaj mąki. 

Posyp mąką blat lub deskę i zagniataj ciasto przez kilka minut, na przemian naciskając mocno podstawą dłoni i zbierając ciasto w kulkę. W trakcie wyrabiania możesz dosypać mąki, jeżeli to konieczne. Na ok. godzinę odstaw ciasto pod czystą ścierką do wyrośnięcia. 

W tym czasie wymieszaj w średnim rondlu jabłka, miód, przyprawy i orzechy (ja odpuściłam sobie orzechy, bo ich nie lubię w tego typu daniach). Podgrzewaj na niewielkim ogniu, żeby miód całkowicie się wchłonął. Odstaw do przestygnięcia. 

Na blacie posypanym mąką rozwałkuj ciasto na placek o grubości ok. 1/2 cm. Podziel je na dwie części, jeżeli brakuje ci miejsca. Za pomocą okrągłej formy o średnicy 5 cm. wykrój krążki z ciasta. Pozostałe skrawki ponownie zagnieść, rozwałkować i wykroić z nich kolejne krążki, dopóki ciasto się nie skończy. 

Pędzlem lub palcami zwilż brzegi każdego krążka wodą. Na połowie z nich połóż łyżeczkę nadzienia i przykryj drugim krążkiem. Ściśnij razem krawędzie i pozwól ciastu wyrastać przez kolejne 20 min. 

*A teraz o co chodzi z tym Poudre Forte. Otóż jest to kombinacja przypraw popularna w kuchni średniowiecznej. Jej zapach przypomina świąteczne wypieki: goździkowy, ale z pikantnym akcentem. 

Składniki: 
  • łyżeczka mielonego czarnego pieprzu
  • łyżeczka mielonego cynamonu,
  • łyżeczka mielonych goździków, 
  • łyżeczka mielonego imbiru, 
  • łyżeczka pieprzu długiego lub rajskich ziaren (opcjonalnie)
  • łyżeczka mielonego kwiatu muszkatułowego (można zastąpić mniejszą ilością gałki muszkatułowej, która jest ostrzejsza). 
Przyprawy wymieszać i przechowywać w szczelnym pojemniku. 


Ciasto przypomina smakiem ciasto na pączki lub faworki. Jednak nadzienie daje im dość specyficzny smak, który nie każdemu może odpowiadać. Jednak pewnie jeszcze nie raz będą gościć w mojej kuchni, chociaż spodziewam się, że będą ewoluować.
xoxo
Natalia

wtorek, 14 października 2014

LOVE 2mix ORGANIC, masło do ciała papaja i mango, krótka opinia,

Witajcie, dzisiaj mam da Was krótką opinię o maśle do ciała z  LOVE 2mix ORGANIC, mango i papaja.

Jeżeli chodzi o mazidło do ciała, to skusiła mnie obietnica maksymalnego nawilżenia, co w przypadku mojej skóry jest bardzo ważne.

Organiczny olej z mango ma doskonale nawilżać i zmiękczać skórę oraz sprawiać, że staje się ona zdrowa i piękna. Natomiast organiczny olej papaja ma chronić przed przedwczesnym starzeniem się skory oraz poprawiać aktywność skóry (cokolwiek by to nie oznaczało;p).

Po pierwszym użyciu miałam nadzieję, że ten produkt bardzo się u mnie sprawdzi. Zbita konsystencja była obietnicą nie tylko mocnego nawilżenia, ale także sporej wydajności. Na tą drugą może i nie mogę za bardzo narzekać, ale co do nawilżenia jest ono po prostu przeciętne - bardzo przeciętne. W przypadku suchej skóry ten kosmetyk ujdzie jeszcze w ciągu lata i w czasie wcześniej jesieni. Jednak kiedy zaczyna się sezon grzewczy po prostu zaczyna zawodzić - a przynajmniej w moim przypadku. Nie radzi sobie z przesuszeniami, przez co nakładałam grubszą warstwę masła na newralgiczne miejsca, co negatywnie przełożyło się na wydajność. 

Cóż więc Wam mogę rzec? 

Szału nie ma, więc tyłka nie urywa. Powyższy produkt jest czymś zupełnie przeciętnym, co krzywdy nie robi, ale też nie nawilża za bardzo:/ 

poniedziałek, 13 października 2014

Uciekaj, albo giń... czyli o "Więźniu Labiryntu" słów kilka

Nie ukrywam, że znowu mnie poniosło;p. Nie mogłam się oprzeć sięgnięciu po tą powieść, tym bardziej, że czytałam o niej na dwóch moich ulubionych blogach książkowych;]. Nie mały wpływ na sięgnięcie po tą książkę miały porównania do "Igrzysk śmierci"

~*~

Jak już pewnie zdążyliście się domyśleć chodzi o "Więźnia Labiryntu" autorstwa Jamesa Dashnera.

Zapewne wielu z Was wie, że fabuła rozpoczyna się w momencie, kiedy nastoletni Thomas ląduje w Strefie otoczonej przerażającym labiryntem, który każdej nocy zmienia swój układ. Nie wie kim jest, ani gdzie się znalazł, a jedyne co pamięta to swoje imię. 

Podobnie jak Thomas, żaden z chłopców nie wie dlaczego się znalazł w tym miejscu i jakie życie wiódł przed Labiryntem. Wydostanie się na zewnątrz wcale nie jest takie łatwe, albowiem, jak już wspomniałam wcześniej mury Labiryntu zmieniają się co noc. Szczęśliwie jego wrota zamykają się co noc, ponieważ nikt, kto został w jego korytarzach po ich zamknięciu nie przeżył, ze względu na morderczych Bóldożerców. 

Świat Strefy i Labiryntu wciągnął mnie już od pierwszych stron. Owszem wiedziałam już o czym jest książka i jak się skończy, bo widziałam już film. Jednak ekranizacja "Więźnia Labiryntu" jest zaledwie luźną interpretacją wydarzeń z książki, którą niewiele łączy z powieścią. Albowiem książka ma w sobie więcej magnetyzmu, który może sprawić, że czytelnik podczas jej lektury przestanie myśleć nawet o jedzeniu i spaniu. A to z tego względu, że w "Więźniu Labiryntu" znajdziemy mnóstwo zwrotów akcji, które nie pozwalają na nudę, a to wszystko jest okraszone prostym, ale jednak dość niezwykłym językiem. Na łamach powieści znajdziemy takie wyrażenia jak klump, zawrzyj twarzostan czy luzuj poślady, które urozmaicają język/styl* zastosowany przez autora. Przez Bóldożerców i inne klumpy tłumacz miał zapewne nie lada orzech do zgryzienia, co moim zdaniem świetnie mu wyszło. Wiem, że jednych ten język drażni, a inni go lubią. Ja zdecydowanie jestem za klumpami i innymi wyrażeniami. Poza tym w filmie wiele wydarzeń zostało zupełnie inaczej ujętych, przez co odbiorca znający książkę może czuć się oszukany. Rozumiem, że ekranizacja nie zawsze misi być identyczna z książką, bo czasem ciężko jest ująć w filmie całość - zwłaszcza jeżeli książka jest długa. Jednak jeżeli chodzi o ekranizację "Więźnia Labiryntu" moim zdaniem to jest jakaś porażka - chociaż dla kogoś kto nie zna książki to film jest całkiem ok.

Jednakże wracając do książki to osobiście byłam pod wrażeniem tego jak ci chłopcy sobie radzili w Strefie - nie tylko dlatego, że stworzyli społeczność (wraz z przywódcą, podziałem na role, planem dnia, prawami i ich egzekwowaniem, itd), ale także jak potrafią sobie radzić z zaistniałą sytuacją oraz również przez to, że nie tracą wiary w to, że wydostaną się z Labiryntu, który stał się ich więzieniem. 

Jeżeli widzieliście film zanim przeczytaliście "Więźnia Labiryntu", to tym bardziej powinniście ją przeczytać, bo książkowa historia znacznie różni się od tej filmowej. W ekranizacji zabrakło tego języka, który dodawał niezwykłości tej historii, a bohaterom jakby zabrakło jaj. Poza tym jak już wspomniałam pewne wątki znacznie się różnią - chociażby to jak doszło do znalezienia wyjścia z labiryntu i jak zostało ono odkryte, śmierć Alby'ego oraz relacje Thomasa z Teresą. Dodatkowo już sam koniec jest inny i wiele tłumaczy. Zresztą książka zawiera jakby pełniejszą i bardziej jasną dla odbiorcy historię. 

Kończąc czytać "Więźnia Labiryntu" już wiedziałam, że będę chciała sięgnąć pod dalsze części tejże trylogii, bo James Dashner po mistrzowsku buduje napięcie i pozostawia po sobie niedosyt, który sprawia, że chce się poznać dalsze wydarzenia zapoczątkowane w pierwszym tomie. I jak dobrze pójdzie "Próby ognia" dorwę już dziś. 

Po przeczytaniu książki już wiem dlaczego Anita z kanału Book Reviews tak bardzo była niezadowolona z ekranizacji "Więźnia...". Film nie dorasta książce do stóp. 

Tą książkę po prostu należy przeczytać!

niedziela, 12 października 2014

Serum do twarzy z Skin Love, recenzja

Ostatnio skończyło mi się serum do twarzy z Skin Love. (Od razu Wam mówię, że zdjęcie zrobiłam nieco wcześniej dlatego w buteleczce jeszcze cokolwiek jest.)

Gdzie kupiłam: drogeria WISP
Cena: 19,90 zł, 
Pojemność: 10 ml

Producent zapewnia nas, że dostajemy w ręce skoncentrowany preparat (który ma być luksusowy;p) do intensywnej pielęgnacji skóry twarzy, szyi i dekoltu. Bogactwo zawarte w specjalnie dobranych aktywnych składnikach widocznie poprawia stan nawilżenia oraz ujędrnienia. Natomiast specjalna formuła gwarantuje skuteczną regenerację oraz stymulację skóry pozostawiając ją elastyczną, aksamitnie gładką i odżywioną. Efekty mają być widoczne już po pierwszej aplikacji. 

Serum zawiera: olej arganowy, olej migdałowy, olej sojowy, witaminę E i oliwę z oliwek.

Sposób stosowania:

Delikatnie nanieść na twarz, szyję i dekolt. Stosować 2 razy w tygodniu lub intensywniej jako kurację pod krem na noc, albo samodzielnie. 

Moim zdaniem:

Jeżeli chodzi o moją opinię to mam bardzo mieszane uczucia, ponieważ w moim przypadku jest to produkt, do którego zarówno nie zapałałam wielką miłością, ale na swój sposób mi się sprawdził.

Pierwsze co rzuca się w oczy to, to, że konsystencja tego produktu jest dosyć rzadka, przez co już po pierwszym użyciu zauważamy, że kosmetyk będzie mało wydajny. Ja jeżeli chciałam odczuć jakiekolwiek efekty musiałam nabierać produkt dwa razy do pipetki (czy jakkolwiek inaczej nazywa się ta pompka;)). Ilość, którą widzicie na zdjęciu wystarcza na ok. 3 razy (na mniej jeżeli chcecie nałożyć preparat również na dekolt), 

Natomiast jeżeli chodzi o działanie to jest ono zadowalające. Może nie powala, ale jednak czasem to serum uratowało mi zadek...a właściwie skórę twarzy;). W moim przypadku bardzo dobrze sprawdzało się kiedy stosowałam peeling lub oczyszczającą maseczkę do twarzy, bo zapewniał dodatkowe nawilżenie. Poza tym ten kosmetyk wzmacniał działanie kremów z Bielendy, które niestety okazały się bardzo słabe, o czym pisałam kilka notek temu. Jak wspomniałam wcześniej to serum nie jest wydajne, więc skończyło się błyskawicznie. 

Reasumując:

Moim zdaniem powyższe serum ma bardzo delikatne działanie i mnie nie zapchało, nie podrażniło oraz nic mnie po nim nie wysypało. Myślę, że bardziej może się sprawdzić chociażby przy cerze normalnej lub mieszanej. Jednak przy mojej (suchej, wrażliwej i naczynkowej) jest nieco zbyt słabe
. Ja potrzebuje jednak czegoś bardziej intensywniejszego, dlatego też szukam dalej;].

Etykiety

"Gra o tron" (10) [przygotuj się na wielkie wyjście] (2) 30dniwege (4) 52 książki (214) 52 książki 2016 (39) 52 książki 2017 (1) 52potrawy 2015 (7) AA (2) agroturystyka (1) akcja (1) akcja Nakrętka (1) akcje (2) akcje czytelnicze (1) akcje kulturowe (1) Allverne (1) Allverne Nature's Essences (1) Anew (3) Anew Revitalist (2) Anne Bronte (1) antykoncepcja (1) Aromatella (1) aromaterapia (17) asertywność (1) audiobooki (6) Aussie (3) autobiografia/biografia (2) Avon (37) B.app (4) babeczki (2) Baikal Herbals (1) bajki (1) bajki dla dzieci i dorosłych (1) Bakalland (1) Balneokosmetyki (1) balsam do rąk (1) balsam do włosów (2) Bandi (1) BarryM (3) Barwa (2) Barwy Harmonii (1) Basilur (1) baśnie (1) Batiste (1) batony (1) bądź offline (1) BeBeuty (1) BeGlossy (5) Belgia (18) belgijskie przysmaki (4) belgijskie słodycze (5) belgijskie smakołyki (3) Bell (4) beutybox (3) Bielenda (3) BingoSpa (11) biografie (1) Biosilk (4) Biovax (6) biżuteria (1) błyszczyki (2) Bomb Cosmetics (3) Boże Narodzenie (3) brow bar (1) Bruksela (15) buble (6) buble kosmetyczne (8) buble książkowe (2) buty (1) Buziak Style (1) C.R. Zafon (3) Calvin Klein (1) Carmex (2) Cettua (1) Charlotta Link (1) Charlotte Bronte (1) chcę mieć (2) Chiny (1) chleby (1) Chocolissimo (2) choinka (1) chwile ulotne (3) ciasta (5) ciekawe pomoce naukowe (1) ciekawostki (1) cienie (4) cienie do powiek (5) cienie w kamieniu (2) cienie w kremie (1) ciocią być (1) codzienno (1) codzienność (91) codzienność psychologia społeczna (1) Combos (1) coś dobrego (9) coś na długie wieczory (3) coś słodkiego (7) couching (2) Crispy Waffles (1) cukinia (1) cykl o wolontariacie (7) czarna komedia (3) czas wolny (56) czekolada (8) czekolada do picia (4) czerwiec (1) czytanie (15) czytelnicze podsumowania (19) czytnik e-booków (1) Debby (1) Decubal (1) Decunal basic (1) demakijaż (6) depilacja (3) Dermacos (1) deser (6) deser na ciepłe dni (1) dipy (1) dla dorosłych (1) dla dzieci (10) do książki;) (1) dobre bo polskie (2) dobrostan zwierząt (1) dodatki (1) dodatki do domu (2) dodatki do potraw (1) domowa piekarnia (1) domowe Spa (3) domowe sposoby na przeziębienie/chorobę (2) Dove (2) Dr Konopka's (4) Dr. Konopka's (1) dramat (2) dynia (3) dysgrafia (1) Dziady (1) dzieciństwo (2) dziecko (1) Dzień Ojca (3) e-book (9) E. A. Poe (1) E.L.F (3) eliksir do włosów (2) Elisabeth Arden (4) Elseve (1) emulsja po opalaniu (1) Enilome Hertly Beuty (1) Eric - Emmanuel Schmitt (7) erotyka (2) Etja (1) etyka (3) etyka a to co jemy (1) Eveline (25) Evree (2) Fa (2) fantastyka (12) Farmona (3) feminizm (1) Feniks (1) Festiwal Conrada (1) festiwale (3) filiżanki (1) film (2) film azjatycki (1) filmowe podsumowania (6) filmowy weekend (2) fiszki (2) Floslek (15) FM (4) FM Group (3) Garnier (7) garść linków (10) Gliss Kur (3) Golden Rose (1) gotowanie (2) Green Pharmacy (12) Gregory Funaro (1) grupa literacka (1) gry planszowe (1) Grycan (2) Halloween (1) handel ludźmi (2) haul (4) Head&Shoulders (1) Hean (5) herbaty (1) higiena osobista (2) Himalaya Herbals (1) Holika Holika (1) home decor (2) homoseksualizm (2) hormony (1) horror (2) impreza (3) Inglot (1) inicjatywy kulturalne i społeczne (4) inspiracja (5) inspiracje (9) inspiracje dla nauczycieli (1) inspiracje dla rodziców (1) inspiracje na prezenty (1) inspirujący ludzie (2) Isana (1) ITS SKIN (2) Iwostin (4) ja w kuchni;] (3) jak radzić sobie ze stresem (5) jak sobie radzić ze stresem (2) jak zacząć nowe życie? (1) James Dashner (1) Jarosław Wasik (2) jedz jabłka (2) jedzenie (2) jesienna pielęgnacja (4) jesień (5) Joanna (1) kakao (2) kalendarium (1) Kallos (2) Kamil Janicki (1) kartka z kalendarza (52) kartka z kalendarza. (1) kawa (1) Kącik czytelniczy (1) kącik kulinarny (21) kącik samouka (1) Kindle (1) kino (1) klasyka (5) klasyka którą warto znać (3) kobieta w kulturze (2) koktajle (1) Kolastyna (2) kolorówka (6) kominek (2) koncerty (1) konkurs (1) konkursy (4) kontrowersyjne (1) konturowanie twarzy (1) korektor do brwi (1) korektory rozświetlające (1) kosmetyki (17) kosmetyki dla mężczyzn (3) kosmetyki dla wegan i wegetarian (1) kosmetyki do golenia (2) kosmetyki do kąpieli (2) kosmetyki do makijażu (14) kosmetyki do twarzy (5) kosmetyki do ust (2) kosmetyki do włosów (1) kosmetyki kolorowe (14) kosmetyki koreańskie (6) kosmetyki organiczne (1) kosmetyki po goleniu (1) kosmetyki rosyjskie (2) kosmetyki używane na wyjeździe (4) kosmetyki wegańskie (2) Kraków (1) krążki chlebowe (1) krem d rąk (1) krem do ciała (1) krem do opalania (1) krem do rąk (3) krem do twarzy (6) krem na dzień (2) krem o twarzy (1) krem pod oczy (2) kremy bb (1) Kringle Candle (6) Kroniki wampirów (1) kryminalistyka (1) kryminał (16) kryminały (2) kryminologia (2) książka dla smakoszy (1) książka na lato (2) książka na wakacje (1) książki (34) książki dla dzieci (16) książki dla młodzieży (8) książki edukacyjne (1) książki historyczne (4) książki kreatywne (1) książki kucharskie (2) książki motywacyjne (1) książki na jesień (1) książki na zimę (1) książki o których nie zapomnisz (1) książki polskich autorów godne polecenia (1) kuchenne inspiracje (2) kuchnia (1) kuchnia dla studentów (1) kuchnia dla studentów. (1) kuchnia dla zabieganych (2) kuchnia polska (1) kuchnia włoska (1) kultura (10) kultura polska (13) kupuj lokalnie (1) kuracja do włosów (1) L'biotica (2) L'Oreal (2) lakiery do paznokci (5) lampki (1) lato (1) Libster Blog Awards (1) Lioele (1) Lipton (1) Lirene (3) lista życzeń (2) literatura (12) literatura amerykańska (6) literatura erotyczna (4) literatura faktu (8) literatura francuska (3) literatura grozy (2) literatura historyczna (7) literatura hiszpańska (3) literatura izraelska (1) literatura japońska (1) literatura klasyczna (2) literatura kobieca (5) literatura koreańska (3) literatura młodzieżowa (17) literatura niemiecka (1) literatura obyczajowa (1) literatura piękna (10) literatura polska (38) literatura portugalska (1) literatura skandynawska (8) literatura światowa (18) literatura wojenna (3) literatura współczesna (73) literatura współczesna. (2) literatura współeczesna. (2) literatura XIX w. (17) Livioon (3) Loesje (1) Lotus (1) Lovley (1) Luxury Paris (9) łatwe przepisy (22) Łazienki Królewskie (1) Łuk Tryumfalny (1) Make - Up Trendy (1) make-up (3) Makeup Revolution (2) makijaż (8) maluszek (1) manga (1) Marek Grechuta (2) maseczki do twarzy (10) maska do włosów (8) masła do ciała (6) materiały do nauki języka niemieckiego (2) materiały do nauki matematyki (1) materiały do zajęć z dziećmi (1) MaxFactor (3) Maybelline (3) metoda nauki języka obcego (1) męskim okiem (3) mgiełka do ciała (2) mgiełki do ciała (1) Michał Bajor (6) miejsca relaksacyjne (1) miesiąc w zdjęciach (10) mieszanki bakaliowe (1) Międzynarodowy Festiwal Kryminału (1) migawki z życia (3) Miodowy Kłos (1) mleczko do ciała (2) mleko roślinne (1) młodzieżowa (1) moda (1) Models Own (1) moim zdaniem (1) moja dziupla (1) moje ulubione książki (42) motywacyjnie (1) Mount Blanc (1) możesz pomóc (1) Muza (1) muzyka (12) muzyka która mnie relaksuje (8) muzyka niszowa (4) na faktach (2) na obiad (3) na śniadanie (3) Nabla (1) nadzieja (1) nagrody (1) Natura Syberica (1) nauka języka angielskiego (2) nauka języka niemieckiego (2) nauka języka obcego (3) niania (5) nie polecam (1) nie samą książką człowiek żyje (1) niecodzienność (21) Nike (1) Nivea (10) No36 (1) NoniCare (1) nostalgicznie (1) notki o słodyczach (1) notki pomocowe (2) nowoczesne formy książek (2) nowości (6) nowości kosmetyczne (1) nowości na które czekam (1) nowy etap (3) o filmach (1) o Islamie (2) o jedzeniu (1) o Kościele (1) obejrzane spektakle (1) ocalić od zapomnienia (1) ochrona przeciwsłoneczna (1) oczyszczanie twarzy (4) odżywki do paznokci (5) odżywki do włosów (6) Oeparol (1) ogłoszenia parafialne (10) okołodziecięce (5) olej arganowy (1) olej kokosowy (2) olej migdałowy (1) olej pielęgnacyjny (1) olejek do ciała (2) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (9) olejek łopianowy (6) olejek macadamia (1) olejki do twarzy (2) olejki zapachowe (4) olejowanie włosów (1) Olga Rudnicka (4) One Lovely Blog Award (1) opieka nad dzieckiem (1) oponki (1) Organic Shop (2) Organic Therapy (2) Organique (1) Oriflame (5) Oriflame. (1) Oscar Wilde (1) ozdoby świąteczne (1) Pachnąca Szafa (2) paczka:) (1) Paese (1) paletki cieni (1) paletki ze Sleeka (3) palety cieni (1) Palmers (1) Palmolive (2) Pantene (3) Pantene Pro - V (1) Pantne (1) pasja (14) pasja. (1) pasty do kanapek (1) paznokcie (3) pedagogika (3) peeling do ciała (4) peeling do skóry głowy (1) peeling do twarzy (5) perełki muzyczne i taneczne (2) Perfecta (1) Pharmaceris (3) pianka do golenia (1) pieczenie (2) pielęgnacja (5) pielęgnacja ciała (36) pielęgnacja dłoni (9) pielęgnacja paznokci (1) pielęgnacja pędzli (1) pielęgnacja rąk (6) pielęgnacja skóry wokół oczu (1) pielęgnacja specjalna (34) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja szyi i dekoltu (1) pielęgnacja twarzy (82) pielęgnacja ust (3) pielęgnacja włosów (42) pielęgnacja zimowa (5) piosenka artystyczna (1) Plaisirs Nature (Yves Rocher) (1) Planet Spa (2) plany (2) plany czytelnicze (1) plastry do twarzy (2) plastry na niedoskonałości (1) plastry na nos (2) Playboy (1) płyn micelarny (2) pochód książek męczących (1) początek (1) początki:) (3) podaj dalej (1) podkład (4) podkład do twarzy (1) podkłady (2) podróże małe i duże (8) podsumowania (7) podsumowania czytelnicze (1) podsumowania miesiąca (8) podsumowanie miesiąca (18) podsumowanie roku (1) Poetycka Dolina (1) poezja (3) poezja śpiewana (2) pokonaj stres (3) polecane książki na jesień i zimę (1) Polska (2) połącz kropki (1) pomadki do ust (2) pomaganie (4) popularnonaukowe (1) poradniki (4) poranna pielęgnacja (2) powieść wiktoriańska (1) powieść współczesna (2) praca (3) Pretty (2) prezent na Dzień Matki (1) prezenty (1) prezenty dla mamy (1) prezenty dla siostry (1) prezenty dla taty (2) projekt denko (4) projekt ślub (3) promocje (1) proste przepisy (13) prosto z natury (1) przegląd miesiąca w zdjęciach (5) przekąski (4) przekąski do pracy lub szkoły (1) przekąski na podróż (1) przemysłowa hodowla zwierząt (2) przemyśl to! (2) przemyślenia (6) przepis na wieczór (1) przepisy (30) Przepisy Babci Agafii (1) przepisy inspirowane "Grą o tron" (1) przepisy inspirowane książkami (1) przygotowania do ślubu (1) przyjemność (2) przysmaki (1) przystawki (1) psychologia (8) publikacje naukowe (1) R. P. Evans (3) Radical (1) recenzja filmu (1) recenzja kosmetyków (5) recenzja książek (5) recenzje filmów (3) recenzje filmów. Jonny Deep (1) recenzje gadżetów (1) recenzje gościnne (1) recenzje kosmetykow (1) recenzje kosmetyków (145) recenzje kosmetyków. (1) recenzje książek (279) recenzje książki (3) recenzje mangi/komiksów (3) recenzje olejków zapachowych (1) recenzje płyt (4) recenzje seriali (2) recenzje świeczek/wosków zapachowych (13) refleksyjnie (1) Regenerum (1) Regent House (2) relaks (7) relax (3) reportaże (3) Resibo (4) Revlon (2) Rimmel (2) Rival de Loop (2) rodzina (1) romans (3) romans historyczny (4) rosyjskie kosmetyki (2) rozdanie (1) rozwój zawodowy (2) ruch (1) Rzeszów (1) s-f (1) sala weselna (1) sałatka (2) samorozwój (2) Sandomierz (1) Sarah - Kate Lynch (1) Scottish Fine Soaps Company (1) Scrummy (1) sentymentalnie (8) seriale (1) serum do paznokci (1) serum do rzęs (2) serum do twarzy (3) serum do włosów (1) seryjni mordercy (2) Sesa (2) ShinyBox (2) silent disco (1) Skin Love (1) Skin79 (6) Sleek (6) słodycze (7) słodycze świata (2) słodycze wegańskie (1) słone przekąski (1) smaki (1) smaki dzieciństwa (3) snuff moves (1) Soap & Glory (3) Soap&Glory (2) sosy (1) spacerniak kulturowy (6) specjalna pielęgnacja (2) sport (1) sposób na... (3) spotkania blogerek (1) spotkania promujące książki (1) spotkanie blogerek (1) stalking (2) Stalowa Wola (4) Stalowi Czytacze (2) stalowowolskie spotkanie blogerów (1) Stara Mydlarnia (4) Stephen King (4) stosik (45) stosik biblioteczny (4) styl życia (11) Sylveco (3) szaliki (1) szampon do pędzli (1) szampony (4) Szlachetna Paczka (5) szminki (2) szukanie pracy (1) szybie przekąski (1) szybkie przepisy (18) ślub (1) ślub konkordatowy (1) Świat Książki (1) światełka (1) świeczki/woski zapachowe (23) Święta (6) święta. (1) tagi (9) tania kuchnia (1) targi książki (1) tarta (1) tbr (3) teatr (3) Teekane (1) tematy społeczne (1) terapia sztuką (2) terroryzm (1) Tess Gerritsen (3) The Balm (2) thriller/sensacja/kryminał (33) Tisane (2) tłusty czwartek (2) Tołpa (2) toniki do twarzy (1) tradycja (4) tradycja polska (4) trening antystresowy (1) trudne sprawy (1) trudności z pisaniem i nauką pisania (1) tusze do rzęs (1) tydzień w zdjęciach (24) Uczta Lodu i Ognia (1) ulga po opalaniu (1) Ultra Doux (2) ulubieńcy kosmetyczni (9) ulubieńcy miesiąca (8) ulubieńcy niekosmetyczni (6) ulubiona muzyka (2) ulubione (4) ulubione kosmetyki (4) ulubione książki (36) ulubione przekąski (1) ulubione przepisy (3) ulubione słodycze (1) ulubione zapachy (4) Unique (1) Urban Decay (1) Uriage (1) urlop (1) uśmiech (1) uzależnienia. psychologia (1) Vichy (1) Victoria's Secret (2) wakacje (1) walka z wągrami (1) wampiry (5) Warszawa (3) warsztaty (1) warsztaty kreatywnego pisania (1) weekend z książką (8) weganizm (4) wege (14) wegetarianizm (12) wieczorna pielęgnacja (2) Wielkanoc (1) wierzenia (2) wieś (2) wizyta u ginekologa (2) wolontariat (24) wspieraj lokalną gospodarkę (1) wspomnienia (1) współpraca (2) wychowanie dziecka (3) wydarzenia (8) wydawnictwa (1) wyjazd (2) wyniki konkursu (2) wyniki rozdania (1) wyróżnienia (1) wyzwania (2) wzmacnianie włosów (1) wzruszające (1) Yanke Candle (1) Yankee Candle (17) Yasumi (1) Yves Rocher (4) z baśnią w tle (1) zabawy dla dzieci (1) zakupy (3) zakupy kosmetyczne (4) zakupy ubraniowe (1) zamknięte klatki (1) zapachy (18) zapachy dla domu (2) zapachy dla kobiet (12) zapachy dla mężczyzn (2) zapachy na jesień (1) zapachy na lato (5) zapachy na wiosnę (3) zapachy od Avon (5) zapachy od Calvin Klein (1) zapachy uniwersalne (1) zapiski okularnicy (1) zapowiedzi recenzji (1) zapuszczanie włosów (1) zarządzanie stresem (2) zdjęcia (3) zdobycze kosmetyczne (1) zdrowe słodycze (1) zdrowie (5) zdrowie kobiety (7) zestawy kosmetyków (1) Ziaja (6) zimowa pielęgnacja (4) zmiany (2) Zoeva (1) zrozumieć kobietę (3) zrób sobie stop klatkę (2) zupy (2) zupy-krem (2) zwyczaje polskie (2) żel do twarzy (3) żel pod prysznic (2) żele do mycia twarzy (3) żele do mycia/produkty do kąpieli (3) żelki (1) życie (4) życie na emigracji (2) życzenia (8)