wtorek, 30 września 2014

Ulubieńcy września 2014

Witajcie, 
tym razem jak co miesiąc przyszedł czas na ulubieńców poprzedniego miesiąca. Tym razem będzie bardziej kosmetycznie;]

Nie da się ukryć, że jesień zawitała u nas na dobre i będzie już tylko chłodniej. Dlatego też wiele z nas bardziej dba o naszą skórę. Ja  póki co przerzuciłam się już na łagodne mycie. 


W ciągu ostatniego miesiąca do mycia najchętniej używałam: 

  • Dove, Pure & Sensitive, który delikatnie myje i nie wysusza skóry. Nie uczula i nie podrażnia, zatem zostanie pewnie ze mną na długo, a jak się skończy kupię inną wersję zapachową. Moim zdaniem zapach jest bardzo typowy dla Dove. O dziwo powoli przekonuję się to tej firmy, bo do tej pory omijałam ją szerokim łukiem z powodu jakichś dziwnych uprzedzeń...
  • Soap&Glory, kremowy żel pod prysznic z balsamem. I muszę przyznać, że ta firma sama mnie dopadła, bo informacja o tym, że kosmetyki tejże firmy są dostępne w naszym kraju przyszła do mnie na pocztę, dzięki czemu mogę się cieszyć tym produktem:). Nie używałam go cały miesiąc, bo jak pewnie pamiętacie przyszedł on do mnie stosunkowo niedawno, ale od kiedy go mam używam codziennie...pięknie pachnie i ładnie pielęgnuje skórę. Na pewno chciałabym się zaopatrzyć jeszcze w balsam, ale póki co nie mogę sobie na niego pozwolić:(... A o tym gdzie zdobyć Soap&Glory pisałam >>>TU<<<. Już chyba nie muszę wspominać, że żel bardzo ładnie pachnie;]. Wiele dziewczyn skarżyło się, że nie utrzymuje się na skórze, a na mojej jednak zostaje subtelny zapach;]. Czasem nawet rezygnuję z balsamu do ciała, żeby jeszcze móc sobie poniuchać jakby co;)





Malinowe masełko do ciała podbiło moje serce nie tylko działaniem, ale także zapachem, bo kojarzy on się z Mambą. Cieszę się, że mogłam wypróbować miniaturkę, bo nie dość, że fajny kosmetyk, to jeszcze można go zabrać np. na weekendowy wyjazd;]. Aha - masełko jest z Balneokosmetyków, jakby ktoś był ciekaw;]




W zeszłym miesiącu nie raz uratował mi życie suchy szampon z Batiste... jest niezastąpiony między innymi w momentach, kiedy włosy się zaczynają przetłuszczać, a Ty masz ciężki tydzień i musisz się wyrwać z pracy do lekarza, a chcesz wyglądać jak człowiek. 




Jestem mega bladziochem i dobór podkładu jest dla mnie udręką. Jednak chyba znalazłam ideał. Jak tak dalej pójdzie zostanę wierną fanką Revlon Photoready - to jest pierwszy podkład, który idealnie pasuje do koloru mojej skóry, nie odznacza się i nie robi efektu maski. No i jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast numerku 001 idealnym okazał się 003;]. 


Ostatnim kosmetycznym ulubieńcem jest duo róż + bronzer z firmy E.L.F. Długo leżał w moich kosmetykach, bo oba produkty są dość dobrze napigmentowane, a ja mam ciężką rękę, więc trochę mi zeszło zaprzyjaźnienie się z powyższym duetem. W ciągu ostatnich tygodni przeprosiłam się z tym kosmetykiem i jak robię makijaż to najczęściej używam tego właśnie zestawu. Zaskakuje mnie jego wydajność, bo już kolejny miesiąc namiętnie używam tego bronzera i różu, a zużycie jest minimalne. Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany, to ok. rok temu kupiłam to duo w sklepie Kosmetykomania >>>KLIK<<<.



Na początku miesiąca zakochałam się z Wedlowskiej białej czekoladzie karmelove z wafelkami. Szkoda, że muszę ograniczać słodycze:((




Natomiast wosk, który skradł moje serce w ubiegłum miesiącu do Cranberry Pear od YC. Jakimś cudem jeszcze zachowały się jakieś resztki, ale zapewne szybko się ulotnią. 

Jeżeli chodzi o filmy, które obejrzałam mogę Wam polecić "Bezcenny dar", który mimo tego, że jest nieco naiwny pozwala uporać się z jesienną chandrą, rozśmiesza i daje do myślenia;]. A mała Emily po prostu wymiata;). 

Jak widzicie nie było tego dużo i z ulubieńców dominowały kosmetyczne rzeczy. Ciekawa jestem jak będzie w październiku...

xoxo 
Natalia

niedziela, 28 września 2014

Yrsa Sigurdardóttir, "Niechciani", recenzja

"Niechciani" to moje kolejne spotkanie z twórczością Yrsy Sigurdardóttir.

Tym razem autorka przenosi nas do Krókur, gdzie w latach 70. ubiegłego wieku, małżeństwo prowadzi dom wychowawczy. Już od początku czuć, że coś w tym miejscu jest nie tak, a za chwilę wydarzy się coś strasznego. Yrsa powoli odkrywa nam tajemnice bohaterów i buduje napięcie. Równolegle w teraźniejszości śledzimy losy Ódinna, który po śmierci byłej żony zajął się córką.

Pewnego dnia Ódinn dostaje w pracy projekt, który ma się zakończyć raportem o działalności wyżej wspomnianego domu wychowawczego. w pewnym momencie losy bohaterów zaczynają się przeplatać a atmosfera staje się coraz gęstsza. Yrsa powoli odkrywa przed nami mroczne wydarzenia oraz ciemne strony charakteru poszczególnych bohaterów. Poza tym opisując teraźniejsze wydarzenia autorka ukazuje nam losy niektórych postaci z Krókur i osób, które są z nimi związane. Jednak nie odkrywa tego przed nami od razu. 

Sądząc z okładki i tego co jest na niej napisane liczyłam na mroczną i trzymającą w napięciu historię. Jednak dostałam nie to czego oczekiwałam, bo ta książka nie jest tak mocna jak ją malują. Jak wspomniałam wcześniej autorka bardzo sprawnie buduje napięcie - ciągle czuć, że coś się wydarzy. I chociaż wydarzenia opisywane przez Yrsę Sigurdardóttir są mroczne i wprowadzają nas w najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy to jednak odnosi się wrażenie, że gdzieś już to wszystko było. Kiedy dochodzi się do końca czuję się lekki zawód, bo mimo to, że zakończenie z lekka budzi strach to nie, aż w takim stopniu jak tego byśmy oczekiwali. Fakt, że bohaterowie zadziwiają nas w kilku miejscach i nawet zdarza im się budzić grozę sprawia, że nie besztam tej książki całkowicie z błotem, bo ma dobre momenty. Poza tym autorka po mistrzowsku łączy wątki, książka jest spójna i łatwo się czyta. Nie wiem jednak czy to wszystko jest warte tego całego zamieszania, bo uważam tą powieść za całkiem przeciętną - czyli taką, która jest ok, ale szału nie robi. 

"Niechciani" podobno mają być lepsi od książki "Pamiętam Cię", jednak to ta druga książka bardziej mnie wciągnęła i czytałam ją z większym napięciem. Z opisów na okładce atakują nas wypowiedzi zachwalające książkę, co (jak już pisałam wcześniej) spowodowało, że pochodziłam do niej z wielkim entuzjazmem. Jednak niestety okazało się, ze "Niechciani" są dobrą, aczkolwiek nie porywającą historią, którą spokojnie można czytać w samotne wieczory (no chyba, że na prawdę macie bardzo słabe nerwy). Osobiście mam nadzieję, że ta historia jest tylko lekkim spadkiem formy pani Yrsy i następna powieść będzie dużo lepsza. 

piątek, 26 września 2014

Multifunkcyjne serum do rzęs od Eveline; kilka słów

Witajcie, 
dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o multifunkcyjnym serum do rzęs z Eveline z olejkiem arganowym. Według producenta jest to innowacyjny produkt, które łączy ze sobą właściwości serum odbudowującego, aktywatora wzrostu rzęs oraz bazy pod tusz. 

Tego kosmetyku możemy używać na dwa sposoby:
  1. W charakterze bazy pod tusz, nanosząc serum na oczyszczone i suche rzęsy przed wykonaniem makijażu. 
  2. W charakterze serum odbudowującego, nanosząc preparat codziennie przed snem na suche i oczyszczone rzęsy. 
Producent deklaruje, że powyższy kosmetyk ma:
  • podwoić objętość rzęs, 
  • wydłużyć i wzmocnić rzęsy, 
  • odżywiać i regenerować
  • przyspieszać wzrost 
  • zapobiegać wypadaniu. 
Jeżeli chodzi o działanie tego serum to po ok. 2 miesiącach stosowania go na moich rzęsach zauważyłam, że są gęstsze i mniej wypadają. Jeżeli chodzi o resztę zapewnień producenta ciężko jest mi się cokolwiek odnieść, bo nigdy nie mogłam narzekać na swoje rzęsy, gdyż odkąd pamiętam miałam je w dość dobrej formie. 

Produkt jest całkiem wygodny w stosowaniu, ze względu na wygodną szczoteczkę i wystarczą dwa pociągnięcia, żeby nałożyć serum na rzęsy. Poza tym nie podrażniał mi oczu oraz nie uczulił. 

Jeżeli tylko będę miała okazję na pewno będę do niego wracać i mogę go polecić ze spokojnym sumieniem;] 
Miłego dnia;)

środa, 24 września 2014

Kącik kulinarny #1 Kulinarne plany

Witajcie,
przełom września i października to idealny czas, żeby zacząć nowy cykl na blogu. Chciałabym, żeby to był cykl kulinarny, bo wierzę w to, że będzie on stanowić dla mnie motywację do rozwoju w tym kierunku. Nie jestem nie wiadomo jak doświadczoną kucharką. Nie mam też wykształcenia w tym kierunku. Jednak ostatnio moja styczność z gotowaniem jest wzmożona. Chciałabym, żeby ten cykl był zapisem moich doświadczeń z tej dziedziny i liczę na to, że nie będzie on tylko i wyłącznie pasmem bolesnych klęsk. 

Co zaplanowałam sobie w ramach tego cyklu? 

  • kuchnia dla zabieganych, czyli szybko, dobrze i w miarę możliwości tanio (może jakiś zabłąkany student tu trafi;p),
  • kuchnia inspirowana książkami (mam tu na myśli głównie "Grę o tron", ale chciałabym zrobić też coś z "Ani z Zielonego Wzgórza" - chociaż kuchni z Zielonego Wzgórza się nieco boję,
  • kuchnie świata - chciałabym zahaczyć nie tylko o kuchnie polską, ale też włoską, angielską i francuską. 
Przygotowania do tego cyklu poczyniłam już ciut wcześniej, żeby mieć kilka przepisów na zapas, więc mam nadzieję, że notki z tego cyklu będą się tu pojawiać w miarę regularnie, a ja się nie zniechęcę. 

Skąd będę czerpać inspirację? Otóż mam w swojej biblioteczce kilka książek kucharskich, więc będę chciała się nimi posłużyć (w końcu!). Poza tym od czego jest internet?;p. W każdym bądź razie 3majcie za mnie kciuki i do zobaczenia z pierwszym przepisem za tydzień;)


wtorek, 23 września 2014

Soap & Glory oraz Urban Decay dostępne już w Polsce;)

Witajcie;)

Dzisiaj chciałabym Wam napisać słów kilka o moim ostatnim odkryciu sklepowym;].Otóż ostatnio znalazłam sklep Glam Beauty (http://glambeauty.pl/), a właściwie to on znalazł mnie, ale to długa i nudna historia, więc nie będę nią Was katować;]. Powyższy sklep w asortymencie ma kosmetyki z Anglii, które do tej pory w Polsce nie były dostępne. Chodzi mi przede wszystkim o Urban Decay oraz Soap & Glory. Piszę o tym, bo być może jest wśród Was ktoś, kto chciałby sobie coś wypróbować, a nie ma dostępu do wyżej wspomnianych kosmetyków;). 

Ci z Was, którzy śledzą mnie na Facebooku wiedzą, ze wczoraj dostałam przesyłkę z tajemniczą zawartością, która była nie tylko dobrze i bezpiecznie zapakowana, ale po tym jak już ją wyjęłam z tych wszystkich wiórek i folii moim oczom ukazało się to: 


Czyż nie uroczo zapakowane? Niczym gigantyczny cukieras, albo opakowanie ciastek z odpustu, które kojarzą mi się z dzieciństwem :D.


Przesyłkę miałam dostać już w piątek, ale niestety kurier nawalił i zawitał do mnie wczoraj:/ I właśnie tu czuję się zobowiązana do napisania kilku słów więcej. Otóż to, że nie dostałam numeru paczki dzięki któremu mogłabym ją śledzić dość mocno mnie zaniepokoiło. Napisałam więc maila do sklepu i prosiłam o informację zwrotną z wyjaśnieniem sytuacji, co nie dość, że nastąpiło bardzo sprawnie, to również późniejszy kontakt również taki był:). Co nie jest takie oczywiste, bo bywam upierdliwym klientem, który lubi być dobrze poinformowany i czasem zadaje dużo pytań. Jednak zawsze dostawałam szybką i dość konkretną informację zwrotną. Nie muszę dodawać, że dzięki takiej obsłudze nie tylko czułam się spokojna, ale także zadbana jako klient.

Dlatego też od dzisiaj mogę się cieszyć poniższym produktem:



Dajcie znać czy znacie kosmetyki Soap & Glory, a jeżeli tak to napiszcie czy miałyście powyższy żel i jak się Wam sprawdzał;]. Tymczasem za jakiś czas pewnie sama Wam dam znać co myślę o tym kosmetyku;]

Mam nadzieję, że Glam Beauty będzie się rozwijać i poszerzać swój asortyment;). 

Miłego dnia wszystkim;))

sobota, 20 września 2014

L. Di Fulvio "Dziewczyna, która sięgnęła nieba", recenzja

Ostatnio bardzo często w ręce wpadają mi książki, które łączą w sobie kilka gatunków. Tak też było z „Dziewczyną, która sięgnęła nieba” autorstwa L. Di Fulvio. W książce znajdziemy bowiem chociażby elementy powieści historycznej i romansu. 

Autor zabiera nas głównie do średniowiecznej Wenecji i jej okolice, gdzie przeplatają się losy kilku bohaterów. Akcja powieści rozgrywa się w roku 1515. Poznajemy Mercuria, który jest mistrzem drobnych oszustw. Chłopak jest sprytny, szybki, zręczny, całkiem inteligentny, a stosując wymyślne sztuczki charakteryzacji, potrafi zmienić się nie do poznania. Rzymski rynsztok stał się dla niego domem, a ulica nauczyła go swoich praw - aby przeżyć, trzeba myśleć tylko o sobie. Jednakże pewnego dnia Mercurio jest zmuszony do ucieczki, gdyż jest przekonany, że zabił pewnego kupca, którego niedawno okradł. 


Chłopak nowe życie zaczyna w Wenecji, gdzie poznaje Giudittę, która przybyła na lagunę z ojcem, w nadziei, że będzie to miejsce wolne od nasilających się prześladowań ludności żydowskiej. Między tym dwojgiem rodzi się uczucie, które będzie wystawione na wiele prób, od zazdrości młodej Benedetty (towarzyszki podróży Mercuria) poprzez niechęć ojca Giditty do chłopaka, po powstanie getta. Mercurio będzie zmuszony zapomnieć o tym czego nauczyła go rzymska ulica i jeżeli będzie chciał zmienić swoje życie musi przyswoić sobie to, że nie może myśleć tylko o sobie. Jednak ta lekcja będzie dla chłopaka bardzo trudna i bolesna.


W "Dziewczynie, która sięgnęła nieba" to Mercurio jest główną postacią, która pod wpływem wielu sytuacji i spotykanych ludzi bardzo się zmienia. Ten chłopak nie tylko poznaje czym jest miłość, ale odkrywa to kim chce być w życiu i co jest dla niego ważne. Jednak w powieści spotykamy wiele innych całkiem fajnie rozbudowanych postaci, dzięki którym poczułam się zmuszona do poczynienia pewnych refleksji. Albowiem mamy tu chociażby mnicha fanatyka, który zaślepiony swoją ambicją, nienawiścią i kompleksami oraz w imię źle pojętej służby Bogu próbuje wpłynąć na jeszcze większe prześladowanie Żydów i wzbudzić w ludziach jak największą nienawiść do tego narodu. Ten człowiek w imię swojej źle pojętej misji jest w stanie posunąć się do kłamstw i wielu intryg. Spotykamy też wcześniej wspomnianą Benedettę, która zauroczona swoim towarzyszem niedoli jest w stanie zrobić wiele rzeczy, aby nie dopuścić do rozwoju uczucia między chłopakiem a Giudittą. Jest też kupiec, który zaślepiony rządzą zemsty nieudolnie usiłuje odnaleźć się w nowym życiu i kilka innych postaci, które na pewno dadzą Wam do myślenia i wzbudzą wiele emocji. Autor z każdą kolejną stroną książki powoli odkrywa przed nami to co siedzi w najgłębszych zakamarkach stworzonych przez siebie bohaterów. Pod koniec historii często odkrywa przed nami fakty, które zmieniają nasze spojrzenie na daną postać, co czyni tą historię jeszcze ciekawszą.


Czytając "Dziewczynę, która sięgnęła nieba" jesteśmy świadkami ludzkich słabości, poszukiwań własnego miejsca na ziemi oraz samego siebie, ale także tego jaką moc ma na nas miłość, nienawiść i przebaczenie. W książce dostajemy dużo więcej, ponieważ wachlarz postaci i wydarzeń, które autor stworzył dostarcza nam wiele emocji i wrażeń. Jedne postacie mocno działają nam na nerwy, a inne wzbudzają sympatię. Jakbym chciała Wam napisać o wszystkim, na co zwróciłam uwagę to nie dość, że wyszłaby przydługa notka, to jeszcze mogłabym zdradzić za dużo szczegółów z fabuły co odebrałoby Wam przyjemność czytania. 


Mimo całego swojego uroku powyższa książka ma dla mnie przede wsztstkim dwie wady. Po pierwsze Giuditta - to dla mnie jedyna papierowa i bardzo mdła postać, której nie jestem w stanie polubić. Każdy z bohaterów jest jakiś i wzbudza emocje - jedni nas bardzo denerwują, a innych kupujemy w 100%. Jednak ta dziewczyna jest dla mnie mdła jak flaki z olejem. A to ze względu na to, że każda postać w tejże historii próbowała coś ze sobą zrobić, jakoś sobie radzić i walczyć o siebie tak jak umiała. Natomiast w przypadku Giuditty miałam wrażenie, że ta dziewczyna poddaje się biegowi wydarzeń i biernie godzi się na wszystko co ją spotyka. Nawet jej miłość do Mercuria wydaje się jakaś taka...płaska. Miałam wrażenie, że ta dziewczyna zakochała się w nim tylko przez to, że był przystojny i stanął w jej obronie. Ot taka wydmuszka, stanowiącą tło do poczynań głównego bohatera. 


Kolejną rzeczą, która mi przeszkadzała to, to, że miałam poczucie, iż autor w pewnych momentach na siłę przedłuża książkę pewnymi opisami, które jak dla mnie są bardzo zbędne. Odniosłam wrażenie, że pisarz spodziewa się wielkiego sukcesu powieści, która niebawem zostanie zekranizowana i stworzył idealną książkę pod scenariusz. Mamy tu bowiem zbyt rozbudowane opisy strojów, miejsc i sytuacji, które bardzo mnie nużyły, a które moim zdaniem stanowią idealne wskazówki dla reżyserów i scenarzystów. Moim zdaniem w wielu miejscach można było dużo krócej i ciekawiej. A tak nawet miejsca na rozbudzenie wyobraźni czytelnika było jakoś bardzo mało, bo wszystko było podane jak na tacy:/.


Jednak mimo pewnych wad książka jest dość ciekawa. chociażby dlatego, że postacie wzbudzają emocje, a czytelnik bardzo często jest zmuszony do refleksji. 


Reasumując:

"Dziewczyna, która sięgnęła nieba" to moim zdaniem książka na długie jesienne wieczory, ze względu na jej klimat i wolno rozwijającą się fabułę. Jej niewątpliwą zaletą jest wielu ciekawych bohaterów i sytuacji wykreowanych przez autora, które zmuszają do refleksji. Uważam, że jest to dobra lektura dla tych z Was, którzy może nie czytają zbyt wiele, ale czasem w jesienne lub zimowe wieczory lubią zalec w ulubionym fotelu, w towarzystwie kubka gorącej czekolady i książki. Zatem sami zdecydujcie czy chcecie ją przeczytać czy nie;]

piątek, 19 września 2014

Krem do depilacji i balsam - kompres po depilacji od Eveline, moja opinia

Dzisiaj będzie o dwóch kolejnych produktach od Eveline, które towarzyszyły mi w sierpniu i wrześniu. 

Lato sprawia, że odsłaniamy więcej ciała, a co za tym idzie trzeba się pozbyć chaszczy z nóg, jeżeli chcemy je pokazać ludziom. Tu z pomocą mogą nam przyjść chociażby dwa poniższe produkty. 

Zacznę od tego, który nie skradł mojego serca, żeby później było już tylko lepiej. 


1. Ultradelikatny nawilżający krem do depilacji 9w1 z aksamitnym olejkiem arganowym.  


 Z informacji z opakowania dowiadujemy się, że krem ma:
  1. Skutecznie i szybko usuwać zbędne owłosienie, 
  2. Opóźniać odrastanie włosków,
  3. Ograniczać częstotliwość depilacji, hamując cykl życiowy włosa, 
  4. Usuwać nawet najgrubsze owłosienie,
  5. Koić i łagodzić podrażnienia dzięki zawartości wyciągu z aloesu, 
  6. Wyciąg z jedwabiu nawilża skórę pozostawiając ją aksamitnie gładką.
  7. Energoismy Q10+R dodatkowo wygładzają skórę oraz dbają o jej kondycję
  8. Olejek arganowy odżywia, łagodzi podrażnienia oraz regeneruje skórę.
  9. Dodatkowo powyższy kosmetyk ma zapewniać długotrwałe poczucie komfortu. 
I cóż mogę Wam rzec...
Otóż kiedy dostałam ten produkt miałam co do niego ogromne wątpliwości. Bałam się, że będzie śmierdział jak wszystkie inne kremy do depilacji, które miałam i się nie sprawdzi:/. 

Muszę przyznać, że ten kosmetyk zostawiał po sobie lekko nawilżone, odżywione nogi i to bez podrażnień czy uczulenia. Poza tym podbijał działanie tego produktu, o którym pisałam Wam wcześniej. Poza tym ma całkiem fajną konsystencję i dobrze rozprowadza się na skórze. Zatem co do działania nie mam zastrzeżeń, bo ten krem spełnia swoje zadanie. Problem pojawia się w momencie kiedy zaczynamy czuć jego zapach...dla mnie jest on nie do zniesienia, co bardzo mnie zraziło do tego produktu. Bardzo było go czuć nawet w przypadku jak nakładałam go tylko na łydki, a do tego zapach był wyczuwalny bardzo długo:(. A szkoda, bo gdyby nie to wracałabym do niego jeszcze długo. A tak nie wiem jak zmuszę się do dalszego stosowania:/...no chyba, że oddam komuś, kto nie jest tak czuły na zapachy, 

Dajcie znać czy tylko ja jestem taka dziwna, czy może jednak jest ktoś wśród Was, komu tak przeszkadza zapach tego kremu do depilacji. A osobiście póki co chyba zostanę przy męskich piankach do golenia;]. 

2. Kojący balsam - kompres po depilacji z olejkiem arganowym, Multiregeneracja 9w1

Jeżeli chodzi o działanie to ten produkt ma:
  1. Nadawać efekt aksamitnie gładkiej skóry, 
  2. Koić i łagodzić podrażnienia, 
  3. Skutecznie wygładzać, 
  4. Zapewniać ultranawilżenie do 24h, 
  5. Zmiękczać i uelastyczniać naskórek, 
  6. Aktywnie regenerować, 
  7. Chronić skórę przed starzeniem się, 
  8. Zatrzymywać wodę w komórkach,
  9. Przywracać zdrowy koloryt. 



W tym przypadku sprawa ma się dużo inaczej, bo w tym produkcie jestem zakochana. Bardzo ładnie pachnie, nawilża skórę i pomaga jej odzyskać równowagę po goleniu. Używałam go zwykle w parze z tym pierwszym kosmetykiem i muszę przyznać, że krem do depilacji wzmacniał efekt nawilżenia (o czym Wam pisałam wyżej), który bez jego użycia nie był już tak silny, ale także bardzo dobry. Może nie nawilża na całą dobę i nie opóźnia starzenia się skóry, ale na pewno zwiększa poczucie komfortu po goleniu i łagodzi ewentualne podrażnienia. Jestem na tyle zadowolona z tego kosmetyku, że chętnie będę do niego wracać jeżeli tylko będę miała okazję;], 

Reasumując

W przypadku kremu do depilacji otrzymujemy całkiem dobry w działaniu produkt, który się sprawdza. Jednak jego dużym minusem jest zapach, co u niektórych z nas może stanowić wadę nie do przeskoczenia. Natomiast w przypadku kremu po depilacji nie mam żadnych zastrzeżeń i jeżeli macie skórę bardziej podatną na podrażnienia przy goleniu spokojnie możecie po niego sięgnąć. 

środa, 17 września 2014

Craberry Pear oraz Black Plum Blossom, od Yankee Candle, krótka opinia

Dzisiaj chcę Wam napisać j kilka słów o dwóch woskach, które znalazły się u mnie jakiś czas temu. A mianowicie o Cranberry Pear i Black Plum Blossom od Yankee Candle.


Wyczuwalne aromaty w powyższym wosku to gruszka i żurawina. Byłam bardzo ciekawa tego zapachu i jak się okazało bardzo mnie zauroczył. Jest słodko kwaśny i bardzo intensywny. Po odpaleniu kominka czuć go w całym mieszkaniu. Jest to na pewno jeden z moich ulubionych wosków. 


Jeżeli chodzi o Black Plum Blossom to w tym przypadku wyczówalny jest kwiat czarnej śliwki i wanilia. Słyszałam o nim bardzo dużo pozytywnych opinii jednak mnie się nie spodobał tak bardzo. Ot taki przeciętniak, który jest nieco mdły. To chyba przez tą nutkę wanilii, która nadaje mu zapach, który kojarzy mi się z tym takim śmierdzącym drzewkiem, które zawieszało się kiedyś w samochodach.

To kwestia gustu co komu się podoba, jednakże osobiście mogę Wam polecić ten pierwszy wosk, a ten drugi najlepiej obwąchać gdzieś na żywo;). 

wtorek, 16 września 2014

Peeling enzymatyczny do twarzy z Organic Shop, recenzja

Hey,
dzisiaj nieco o enzymatycznym peelingu do twarzy z Organic Shop. Mam go mniej więcej od lutego, ale używam go może od marca lub kwietnia, bo męczyłam się z peelingiem z Lirene. 

Z informacji, które znalazłam na etykietce wynika, że jest to delikatny peeling, który ma oczyścić i odnowić skórę oraz nasycić ją substancjami odżywczymi. Dodatkowo ma zmiękczyć skórę. To wszystko ma wpłynąć na elastyczność i aksamitność naszej skóry.


Jeżeli chodzi o działanie tego kosmetyku to jest ono zadowalające. To znaczy, że jakieś efekty są, ale szału nie robi. Musiałam po prostu nauczyć się jaka ilość i częstotliwość nakładania tego peelingu jest dla mnie optymalna, bo jak się peelinguje twarz zbyt małą ilością produktu i nieregularnie to zabieg jest nieefektywny, a jeżeli przy regularności (raz tygodniowo); przesadzimy z tym kosmetykiem i jego trzymaniem na facjacie to może nas podrażnić (np. ze mną tak czasem robił jak go przetrzymałam, nakładałam zbyt często lub zbyt dużo). Jednakże jak już się z nim ogarnie to jest znośny, bo są efekty i krzywdy nie robi. Zatem jak widzicie ten produkt nie jest tak do końca delikatny jak obiecuje to nam producent, ale da się z nim "dogadać". 


Większym minusem może być jego dostępność, bo pewnie jest raczej dostępny przez neta. Dlatego też jeżeli chcielibyście wypróbować to szukajcie w takich sklepach jak:

Pewnie jest gdzieś jeszcze, ale znalazłam tylko te dwa miejsca;]. Poza tym pewnie będzie go można czasem znaleźć w sklepach z naturalnymi kosmetykami, chociaż wydaje mi się, że ten peeling taki naturalny to do końca nie jest. 

poniedziałek, 15 września 2014

Zapach ma znaczenie

     Różnorakie świece, woski, olejki zapachowe oraz inne produkty tego typu podbiły wiele serc nie tylko w Polsce, ale też na świecie. Jednak wiele osób nie rozumie tej fascynacji i nie „jarają” się tym, co niektórzy bardzo lubią. Jednakże to co wywołuje tak skrajne odczucia może odgrywać w naszym życiu bardzo ważną rolę. Moim skromnym zdaniem zapachy odgrywają znaczącą rolę w naszym życiu. W przypadku jedzenia potrafią pobudzić apetyt, a w przypadku wspomnianych na początku produktów potrafią pomóc w budowaniu relaksującego atmosfery. Według mnie to czym się otaczamy, zapachy, muzyka itp. bardzo wpływają na nasz stan ducha i mają na nas zbawienny wpływ, albo działają destrukcyjnie. Stosowanie olejków do kominków i innych podobnych substancji zapachowych w potocznym rozumieniu jest określane jako aromaterapia. Jednak jest to coś szerszego, co ma służyć nie tylko relaksowi, ale również zdrowiu.
   
Albowiem aromaterapia (lub jak kto woli aromatoterapia) jest gałęzią medycyny alternatywnej wykorzystującej olejki eteryczne oraz inne substancje do korzystnego wpływania na nastrój, procesy poznawcze oraz zdrowie. Termin ten stworzył chemik, który się nazywał Rene-Maurice Gatefosse i był badaczem olejków eterycznych, którym poświęcił książkę.*
Podczas szukania materiałów do notki na stronie aromaterapia.pl znalazłam informację, że aromaterapię można zastosować przez:
  • Kąpiele, które są najprostszym i najwygodniejszym sposobem stosowania aromaterapii w domu. Kąpiele z olejkami eterycznymi podobno leczą i wspomagają leczenie chorób krążenia, skóry, bezsenności, łagodzą bóle mięśni i bóle związane z urazami takimi jak np. zwichnięcia. Ponadto mają pomóc w odprężeniu i relaksie oraz usuwają uczucie zmęczenia. Otóż co mnie zdziwiło podobno przed taką kąpielą zaleca się wziąć prysznic lub normalną kąpiel (bo podobno do kąpieli leczniczej nie należy używać środków myjących). Jednak myślę, że taka kąpiel w pianie lub z olejkami może być mega relaksująca nawet mimo złamania tych jakichś dziwnych dla mnie zaleceń.
  • Masaż – z zastosowaniem olejków ma działanie relaksujące i pomaga w uwolnieniu się nadmiernego napięcia mięśni, poprawia krążenie krwi oraz ogólne samopoczucie. Żeby sporządzić olejek do masażu mieszamy od 5 do 15 kropli olejku eterycznego z 25 ml naturalnego oleju roślinnego najlepiej migdałowego lub kokosowego. Olejek należy przechowywać w ciemnej buteleczce, w ciemnym i chłodnym miejscu (ale nie w lodówce).
  • Inhalacje – najwygodniejszą, najpopularniejszą oraz bardzo estetyczną formą inhalacji są kominki aromaterapeutyczne, które zapewne już dobrze znacie. Na stronie, o której wspomniałam wyżej jest napisane, że można używać tego typu inhalację w pokojach, gdzie są chorzy lub sytuacjach, aby wspomóc koncentrację podczas nauki i pracy. Jest to genialny sposób na usunięcie nieprzyjemnego zapachu i uzyskania miłej atmosfery. Muszę przyznać, że to u mnie się sprawdza jeżeli chodzi o uprzyjemnienie wykonywanych czynności, więc coś w tym jest;].
  • Zimne lub ciepłe kompresy. W tym przypadku do mieszanki z wodą można dodać kilka kropel olejku i zamoczyć w niej ściereczkę używaną do wykonania kompresu. Ciepłe kompresy są wykonywane m.in. przy nerwobólach lub bólach menstruacyjnych, więc olejek może nam pomóc w odprężeniu się;].
  • Kadzidełka bambusowe, które są starym sposobem aromatyzowania powietrza. Są to cienkie pałeczki oblepione pachnącą żywicą z dodatkiem węgla drzewnego, zmielonego drewna sandałowego i olejków eterycznych. Są kadzidełka z kompozycją zapachów o szczególnym działaniu, np., odprężającym, sprzyjającym kontemplacji lub koncentracji.
  • Pot-pourri – to nasączona wonnymi olejkami dekoracyjna mieszanina płatków kwiatowych, liści i suszonych owoców, które swego czasu były bardzo modne, a teraz jakoś rzadziej je widuję.**

Poza tym olejki są również stosowane jako afrodyzjaki;).

Aromaterapia nie zastąpi higienicznego stylu życia i tradycyjnego leczenia, ale może je wspomóc. W końcu ilu z nas siedziało kiedyś nad jakąś miską czy talerzem z kocem na głowie i miało inhalację mającą za zadanie ułatwić nam oddychanie, kiedy mieliśmy katar? A może któraś była w SPA, gdzie były zapalone jakieś delikatne świeczki? Być może ktoś z Was był na masażu z wonnymi olejkami mającymi pomóc nam się odprężyć...dlatego też zanim skrytykujesz aromaterapię za to, że to dzieło szatana i nie działa zastanów się chwilę, bo może jest w tym jakiś sens... Osobiście uważam, że jeżeli podejdzie się do tego z dystansem i rozsądkiem to produkty takie jak woski, olejki, świece zapachowe i inne mogą nam uprzyjemnić życie.

To by było mniej więcej tyle w temacie z mojej strony. Dajcie znać czy chcecie więcej tego typu notek, albo czegoś z zakresu radzenia sobie ze stresem, organizacji czasu itp. A ja postaram się zrobić co w mojej mocy, żeby raz na jakiś czas publikować coś z tego zakresu, chociaż pewnie nie będzie to częste, bo do niektórych notek zbieranie materiałów potrafi długo trwać;)


sobota, 13 września 2014

N. Neuhaus "Przyjaciele po grób", recenzja

 Bardzo dawno nie czytałam typowego kryminału – takiego ze śledztwem, przestępstwami itp. Dlatego też kiedy w bibliotece zobaczyłam „Przyjaciół po grób” z serii Gorzka Czekolada nie mogłam się powstrzymać i przygarnęłam na najbliższy czas. Tym bardziej, że opis mnie zainteresował. 

Otóż w Opel-ZOO w górach Taunus zostaje dokonane makabryczne odkrycie. W terrarium dla słoni leży ludzka dłoń, a pasującego do niej denata policja znajduje w okolicy ogrodu zoologicznego. Ofiara była nauczycielem i zapalonym ekologiem, która miała wśród uczniów wielu zagorzałych sympatyków, natomiast kilku mieszkańców miasta w równym stopniu ją nienawidziło. Motyw zbrodni zostaje jednak zagadką, a prowadzone śledztwo nie ominie bogatych udziałowców holdingów budowlanych, najwyższych urzędników miejskich oraz młodych genialnych informatyków i bezkompromisowych ekologów. Policja zainteresuje się również dyrektorem zoo – Christophem Sanderem.

W sumie tak sobie teraz myślę, ze ten opis powinien dać mi do myślenia, bo wskazywał na to, że w tej historii jest wiele wątków, przez co łatwo można się pogubić. Podczas czytania przez tą wielość długi czas nie mogłam się połapać jakie zależności występują pomiędzy bohaterami i kto co zrobił. W efekcie bardzo często myliły mi się postacie:/, a kiedy już to ogarnęłam okazało się, że zbliżam się ku końcowi. Jednak jakimś cudem powyższa historia była bardzo przewidywalna – a przynajmniej jej poszczególne wątki. Dość wcześnie byłam w stanie się domyślić gdzie szukać mordercy i w pewnym momencie miałam dwa typy, z których jeden się sprawdził, co już źle świadczy o tym kryminale od siedmiu boleści:/, Było jeszcze coś co mnie bardzo irytowało – pani policjantka, która sama nie wie czego chce i jest tak atrakcyjna, że wszyscy na nią lecą włącznie z nastoletnimi gówniarzami, którzy mają wzwód na sam jej widok i śnią o niej po nocach. Jestem w stanie zrozumieć, że kobieta w mundurze działa na wyobraźnie wielu mężczyzn, no ale sorry... bez przesady (jeżeli jakimś cudem sięgniecie po tą książkę zrozumiecie o co mi chodzi).

Te trzy elementy, o których wspomniałam sprawiają, że sama się dziwię temu, że jakoś przebrnęłam przez powyższą powieść. Może to, że jest napisana lekkim językiem mi w tym pomogło, ale to nie czyni z książki dobrej powieści:/. Dlatego też jeżeli sięgniecie po tą książkę, robicie to na własną odpowiedzialność...no chyba, że jeszcze nie mieliście styczności z tym gatunkiem i nie przeszkadza Wam wielość wątków, przewidywalność i wkurzająca pani komisarz;]. 

piątek, 12 września 2014

Aqua Platinum od Eveline nr 483 recenzja

Jak zastanawiacie się gdzie jestem jak mnie nie ma i nie daje przez jakiś czas znaku życia to pomagam w opiece nad siostrzeńcem, a że to bardzo absorbujące dziecko to siłą rzeczy nie mogę siedzieć na kompie;]

Jednakże do rzeczy. Dzisiaj będzie kosmetycznie.

Otóż co dzień bardzo mało się maluję. Jednakże mam tyle kosmetyków do makijażu, że postanowiłam w końcu zacząć je zużywać. Przez ostatnich kilka tygodni jeżeli już się maluję to używam dwóch szminek od Eveline. O tej drugiej pisałam Wam >>>TU<<<, więc jeżeli jesteście ciekawi to odsyłam do notki;). 

Dziś natomiast będzie o szmince z serii Aqua Platinum i ma numerek 483

W tym przypadku zaobserwowałam tylko jedną rzecz, którą można zakwalifikować jako minus dlatego też od niej zacznę. A mianowicie ta pomadka potrafi podkreślić niedoskonałości na ustach (chociażby tak jak u mnie suche skórki), ale wystarczy posmarować je wcześniej jakąś pomadką ochronną i wszystko jest ok (przynajmniej w moim przypadku;)). Chociaż w sumie jest jeszcze coś co mi nie przypadło do gustu- szybko ścierające się napisy z opakowania, które zaczynają znikać już po pierwszym włożeniu kosmetyku do torebki czy gdziekolwiek indziej (np. kosmetyczki czy kieszeni). No, ale to tylko kwestia wizualna, która na szczęście nie ma znaczenia, jeżeli chodzi o właściwości szminki. 

Jeżeli chodzi o to co mi się podoba w tej pomadce to, to, że jest w jasnym kolorze, co sprawia, że mogę sobie bardziej podkreślić oczy i nie przesadzę z intensywnością makijażu. Do innych jej zalet należy to, że równo się "zjada" (w sensie znika z ust). Jeżeli chodzi o trwałość moim zdaniem jest standardowa (chociaż ja mam tendencję do szybkiego zlizywania z ust każdej szminki, której używam). Moim zdaniem jest dość dobrze napigmentowana i świetnie pasuje do mojego typu urody:). 




Podsumowując. 

Ta szminka może nie jest moją ulubioną wśród tych których mam, ale ją chętnie używam w momencie, kiedy mocniej maluję sobie oczy. Moim zdaniem warto mieć tą szminkę na uwadze, bo taki odcień często się przydaje w codziennym makijażu (chociażby do szkoły, albo do pracy;). 

środa, 10 września 2014

Ogłoszenia parafialne

Witajcie:) 
dzisiaj jeszcze wpadłam coś napisać, żeby powiedzieć Wam kilka rzeczy. Otóż zapraszam Was do polubienia mojego:Fanpage:

oraz Instagram: 


Szczególnie na FP zaczęły się pojawiać krótkie informacje dotyczące chociażby zużytych kosmetyków, bubli i stosików przytarganych z biblioteki;]. Poza tym planuję wrzucać też szybkie przepisy, których nie opłaca mi się zamieszczać na blogu, bo są na prawdę ekspresowe;]. 

Zatem te dwa serwisy będą idealnym uzupełnieniem bloga, więc jeżeli zaglądacie tu zachęcam Was do zajrzenia jeszcze w tamte dwa miejsca;)

Pozdrawiam i miłego wieczoru:)
Natalia

Paula Daly, "Gdy przejdziesz przez próg", recenzja

źródło: lubimyczytac.pl
         

      Ostatnio częściej sięgam po książki z elementami związanymi z ludzką psychiką i z wątkami obyczajowymi. Tak było chociażby w przypadku „Autorki” i „Kolacji”, o których mogliście czytać ostatnio. Jak się okazuje dzisiaj wcale nie jest inaczej, bowiem chcę Wam napisać nieco o powieści „Gdy przejdziesz przez próg” autorstwa P. Daly.
        
Otóż (bo nie zaczyna się zdania od a więc;p) Natty i Sean Wainwright tworzą szczęśliwe małżeństwo, na którym jednak pojawiły się niewielkie rysy. Jednakże mimo to, jedno skoczyłoby za drugim w ogień. Zatem kiedy ich młodsza córka trafia do szpitala podczas szkolnej wycieczki do Francji, Natty bez wahania zostawia męża ze swoją najlepszą przyjaciółką i jedzie się zająć chorym dzieckiem. Jednak po powrocie Sean oświadcza żonie, że zakochał się w Eve (przyjaciółce żony), co nastąpiło w przeciągu tygodnia. To dopiero początek problemów, które tak naprawdę dopiero się zaczną…
        
         Muszę przyznać, że Paula Daly nie pozwoliła nam się nudzić, bo co rusz zaskakiwała nas nieoczekiwanymi zwrotami wydarzeń i podsuwała nam kolejne zaskakujące informacje o bohaterach. W pewnym momencie powyższą powieść zaczyna się czytać z zapartym tchem i z zaskoczeniem odkrywa się, że to już koniec. Nie da się ukryć, że fabuła oraz poszczególni bohaterowie wzbudzają emocje. Mamy tu Eve, która okazuje się nie tą osobą, za którą ją uważano; Natty, która pracę i dzieci przedkłada nad potrzeby i uwagę poświęconą mężowi oraz Seana, który jak napalony nastolatek leci za kobietą, która potrafi go omotać zaledwie kilkoma czułymi gestami i zaspokojeniem jego potrzeb seksualnych. To właśnie wokół tej trójki wszystko się kręci. Jeżeli chodzi o mnie najbardziej irytowała mnie Natty i Sean. Bo przecież jak można zapomnieć o mężu i traktować go jak zbędny mebel zakładając, że raz zdobyty mężczyzna jest zdobyty na zawsze? Jak Sean mógł dać się omotać w tak jak napalony nastolatek, który zamiast mózgiem myśli przyrodzeniem myląc miłość z pożądaniem? Jeżeli chodzi o Eve, to ją jakoś potrafiłam ogarnąć, bo przecież zawsze znajdzie się kobieta, która jest w stanie pocieszyć zaniedbanego męża czy partnera…
         Wydarzenia związane z tym, że Sean związał się z inną kobietą mają zaskakujący przebieg i zmuszają nas do refleksji nie tylko nad własnym związkiem oraz tym na czym powinniśmy być skupieni, ale też nad tym jak dobrze znamy własnych bliskich. Przecież kiedy poznajemy kogoś nie sprawdzamy jego dowodu osobistego i jego przeszłości, tylko raczej jesteśmy w stanie uwierzyć w jego wersję dotychczasowego życia, którą nam przedstawia. Do tego „Gdy przejdziesz przez próg” gwarantuje nam dawkę napięcia, dobrej zabawy i poczucia dobrze spędzonego czasu. Czego chcieć więcej?

wtorek, 9 września 2014

Home Decor #1

Od kilku lat nie mieszkam z rodzicami i samodzielne życie nauczyło mnie wiele rzeczy. Chociażby tego, że nic samo się nie zrobi i trzeba sobie wyprać, posprzątać czy ugotować, bo jak sama tego nie zrobię, to raczej nikt tego za mnie nie zrobi - to ja muszę zadbać o wszystko. Jednak mieszkanie bez rodziców ma swoje zalety, w końcu ja decyduję kiedy posprzątam i co będzie na obiad, chociaż czasem jakoś tak mi się tęskni chociażby do nastoletnich lat...ale nie ma lekko, trzeba z żywymi naprzód iść;p.

Tymczasem dom to nie tylko cztery ściany, ale też to jak i czym je zapełnimy oraz przede wszystkim ludzie. To ma być dla nas ostoja oraz schronienie, w którym czujemy się bezpiecznie i możemy odpocząć.

Dla mnie zaopatrywanie się w dodatki do domu to chyba jeden z najprzyjemniejszych aspektów takiego samodzielnego mieszkania. Do mnie poczucie bycia panią domu dopiero dochodzi, więc stosunkowo niedawno włączył mi się zmysł dekoracyjny. Zaczęło się niewinnie - od świec, a właściwie samplerów i wosków, które walały mi się po jednym z pokoi. Trzeba było coś z nimi zrobić. 

W Rossmanie znalazłam idealne świeczniki (o ile można to tak nazwać) na samplery z Yankee Candle. O ile mnie pamięć nie myli kosztowały ok. 7 zł za 4 sztuki.



Są na tyle uniwersalne, że idealnie wpasowują się w każdy wystrój;]




Jeżeli chodzi o woski, na ich przechowywanie idealnie nadają się słoiki, które kiedyś były w Biedrze;]. One kosztowały gdzieś 19,99 zł. za kilo (jeżeli się mylę to mnie poprawcie). Za te dwa na zdjęciu dałam 12 zł. z groszami. Teraz przynajmniej woski nie walają się po całym pokoju;]. 

Czymś co mnie zauroczyło to minutnik z Rossmana. Jest idealny do kuchni i jest idealną ozdobą do tego pomieszczenia;]. Kosztuje ok. 17 zł. 


Czymś co przewija się ostatnio bardzo regularnie w moich notkach są podkładki z Biedry. 



Kosztowały ok. 5 zł. za dwie. Teraz są już nieco sfatygowane, ale nadal stanowią "żywy" element w kuchni, w której nie jest już tak mdło;]. Jak widać czasem warto zaglądać do pobliskich sklepów, bo można znaleźć coś interesującego i taniego. 



Poznajcie też Filemona, który gości u mnie od jakiegoś czasu. Niestety nie powiem Wam ile kosztował i gdzie go można kupić, bo go dostałam. Towarzyszy mu świeca od Yankee Candle, która niestety już zaczyna się kończyć. 



Wracając jeszcze do podkładek, te z Biedry mają towarzystwo i podobają mi się dużo bardziej;). Na razie znalazły swoje miejsce w jednym z pokoi. Niestety też nie powiem Wam gdzie i za ile możecie je kupić, bo też je dostałam;]. 

Mieszkanie, w którym mieszkam wymaga dużo pracy, a już na pewno domaga się remontu, ale nawet małe elementy sprawiają, że nasze otoczenie staje się przyjemniejsze, i aż chce się do niego wracać. Mam nadzieję, że za jakiś czas też będę miała Wam co pokazać...może kogoś to zainspiruje...

niedziela, 7 września 2014

Herman Koch "Kolacja" recenzja

„Nieszczęście zawsze poszukuje towarzystwa. Nieszczęście nie znosi ciszy – przede wszystkim momentów niezręcznej ciszy, które zapada, kiedy jest samo.”
Herman Koch „Kolacja

         Niby czytam blogi z recenzjami książek, jednakże bardzo rzadko sięgam po powieść, której recenzje przeczytałam na którymś z nich. „Kolacja” Hermana Kocha jest książką, po którą sięgnęłam za sprawą Anity z bloga: https://www.youtube.com/user/bookreviewsbyanita . I nie zawiodłam się!

         „Kolacja” to thriller psychologiczny, który dotrze do tych bardziej wymagających czytelników, którzy są otwarci na niuanse, niedopowiedzenia, czytanie między wersami i grę gestów.
         Otóż dwa małżeństwa spotykają się w najbardziej eleganckim lokalu w Amsterdamie i to tam podczas kolacji toczy się gra na frazesy, gesty i pozory. Obie pary spotykają się, aby omówić pewną sprawę dotyczącą ich dzieci, która może odbić się na życiu ich rodziców. Kiedy wystrojone kelnerki wnoszą poszczególne dania, a neutralne tematy niepokojąco szybko się kończą atmosfera wyraźnie się zagęszcza. W myślach już zaczęto ostrzyć noże.
         Powyższa powieść wymaga od nas cierpliwości, ponieważ akcja rozwija się bardzo wolno, a na początku autor zajmuje się jak dla mnie zbytecznymi rozważaniami zupełnie nie związanymi z tematem. Jednakże jak przebrnie się przez ok. pierwsze 100 stron to fabuła nieoczekiwanie zaczyna nas wsysać. W pewnym momencie uświadamiamy sobie, że od jakiegoś czasu na wdechu przerzucamy strony szybko zapoznając się z treścią. Bowiem Herman Koch zabiera nas w podróż do ciemnych zakamarków ludzkiej psychiki i świata pragnień oraz ambicji, które niejednokrotnie przesłaniają nam to co naprawdę powinno być dla nas ważne. Nie raz dążąc do celu lub chcąc bronić swoich bliskich pomijamy zasady społeczne i kwestie moralne, które przestają mieć dla nas jakiekolwiek znaczenie.
         Autor oddaje nam do rąk niezwykłą opowieść, która zmusza nas do zrewidowania własnej moralności oraz do refleksji nad tym do czego sami jesteśmy w stanie się posunąć w pewnych sytuacjach. Herman Koch powoli odkrywa przed nami nie tylko myśli i emocje bohaterów, a także ich słabości oraz tajemnice.
         Mimo kilku wad (chociażby niepotrzebnych wtrąceń) „Kolacja” jest jedną z najlepszych książek, które przeczytałam w tym roku. Okazała się nie tylko trzymającą w napięciu historią, ale także popchnęła mnie do kilku refleksji, które sprawiły, że przestałam osądzać ludzi tak szybko…

piątek, 5 września 2014

Honey Glow od Yankee Candle, recenzja

Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w kilka produktów od YC. Idzie jesień, więc zapasy jak najbardziej są wskazane;). Wśród wosków i samplerów znalazły się też produkty z jesiennej serii Yankee Candle. Zdecydowałam się m. innymi na zapach Honey Glow, który bardzo mi przypomina Amber Moon, tylko jest nieco subtelniejszy. 

Na jednym ze sklepów, które mają w ofercie produkty od Yankee Candle przeczytałam, że jest to zapach miodowo słodki, ciepły i nastrojowy. W sumie sama nazwa wskazuje na to czym będzie pachniał, więc to nic odkrywczego. 

Muszę jednak Wam napisać, że jakością tego sampleru jestem bardzo zawiedziona, bo jest mało intensywny - ot taka droższa świeczuszka, którą można sobie gdzieś postawić i zapalić jak zabraknie prądu:/. 

Cóż widocznie trzeba zostać przy woskach, albo kupować świece...dajcie znać czy u Was też tak jest z tym samplerem, czy może ja trafiłam na jakąś gorszą partię. 


LactaMED™ żel do higieny intymnej, Eveline, recenzja

Witajcie,
     dzisiaj będzie kosmetycznie, jednakże następna notka znów zapowiada się książkowo - a przynajmniej takie mam plany na następny post;p. Z resztą teraz będzie dużo więcej recenzji książek, bo mi marazm czytelniczy chyba przeszedł i jakoś szybciej mi idzie z książkami:D. Ale do rzeczy...


~*~

        Lato to czas, w którym osoby kochające słońce czują się jak w swoim żywiole, a ja cierpię niesamowicie, co każdy z mojego bliskiego otoczenia wie doskonale. Jednak to też okres, w którym trzeba zwracać uwagę na pewne rzeczy. Wielu z nas nakłada filtry ochronne na twarz, a dbanie o higienę osobistą jest o wiele bardziej znaczące niż w trakcie trwania chłodnych dni.
         U kobiet (szczególnie tych, które nie lubią nosić spódnic i sukienek, bo np. nie lubią pokazywać swoich nóg) zwiększa się ryzyko infekcji okolic intymnych. Dlatego też bardzo ważne jest szczególne dbanie o te części ciała, kiedy temperatura daje nam popalić.
        Dlatego też dzisiaj chcę Wam trochę opowiedzieć o produkcie, który przyszedł mi z pomocą w dbaniu o higienę intymną od sierpnia. Mowa tu o żelu do higieny intymnej LactaMED z Eveline, z serii dermapharm™.

         Powyższy żel przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji okolic intymnych dla kobiet w każdym wieku. Jego regularne stosowanie wspomaga zapobieganie infekcjom miejsc intymnych oraz ich podrażnieniom. Zalecany jest szczególnie w sytuacjach, w których odczuwalny jest dyskomfort spowodowany zaburzeniem równowagi kwasowej okolic intymnych, m. in.:
  • w czasie menstruacji,
  • po wysiłku fizycznym,
  • przy antybiotykoterapii i antykoncepcji,
  • w okresie menopauzy.
Zawiera takie składniki aktywne jak:
  • Pro Intima Care - zawiera łagodne substancje myjące pochodzenia aktywnego oraz składniki aktywne dbające o prawidłową równowagę mikroflory miejsc intymnych.
  • Ecodedmine™ odudowuje naturalny ekosystem naskórka i błony śluzowej miejsc intymnych. Dodatkowo zapobiega rozwojowi bakterii chorobotwórczych, zmniejszając ryzyko wystąpienia infekcji oraz stanów zapalnych. Przywraca równowagę immunologiczną, sprzyja rozwojowi korzystnej flory bakteryjnej. Poza tym nawilża, łagodzi podrażnienia i pieczenie.
  • Pałeczki kwasy mlekowego, skutecznie zapobiegają wnikaniu i rozwojowi drobnoustrojów mogących wywołać infekcję. Przywracają naturalne pH skóry oraz neutralizują nieprzyjemny zapach.
  • Wyciąg z aloesu, działa na skórę kojąco i tonizująco. Pozawala dłużej cieszyć się uczuciem świeżości oraz łagodzi podrażnienie i przyspiesza regenerację naskórka.
  • Alantonina, ma właściwości nawilżająco – regenerujące. Chroni błonę śluzową przed przesuszeniem i podrażnieniami. Wzmacnia mikrobiologiczną barierę ochronną naskórka, a także zapobiega infekcjom.
  • D-panthenol ma za zadanie łagodzić podrażnienia. Dzięki właściwościom pozwalającym na zatrzymanie wody w komórkach, długotrwale nawilża i ułatwia utrzymanie fizjologicznego pH miejsc intymnych.

Kiedy dostałam paczkę od Eveline ucieszyłam się praktycznie z każdego produktu, który tam znalazłam, bo wiedziałam, że każdego jednego będę używać i być może przynajmniej niektóre będą do mnie powracać. Właściwie kilka dni przed przesyłką zaopatrzyłam się żel do higieny intymnej z innej firmy, ale nic się nie zmarnuje. Te dwa produkty stoją w łazience pod ręką, jednak dużo łatwiej sięgać mi właśnie po ten z Eveline, z racji tego, że ma opakowanie z pompką, które ułatwia dozowanie produktu.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy przy pierwszym zastosowaniu to łagodny i całkiem przyjemny zapach produktu, który w żadnej mierze nie jest nachalny, co działa zdecydowanie na jego plus. W opakowaniu mamy 250ml, więc taka butelka kosmetyku starczy nam na bardzo długo.
Natomiast jeżeli chodzi o działanie to ciężko mi mówić o jakimkolwiek nawilżaniu, bo trudno to zaobserwować w tych miejscach, ale na pewno nie wysusza, więc jest ok. Bardzo fajnie odświeża oraz koi i łagodzi ewentualne podrażnienia. Poza tym nie zauważyłam, żeby mnie uczulił czy coś, więc to też jest sporym plusem, bo ten żel w końcu przeznaczony jest do dość delikatnych i wrażlwych miejsc.
         Myślę, że będę wracać do tego produktu, bo zdaje się, że się polubiliśmy;) 

środa, 3 września 2014

M. Ulatowska, J. Skowroński, "Autorka"; recenzja

         Ile jesteście w stanie zrobić dla miłości? Sporo, prawda? Jednak czy dla ukochanej osoby jesteś w stanie zabić? Nie?, Tak?
         Historia, o której chcę Wam dzisiaj nieco opowiedzieć, jest właśnie o tym – o miłości często przyprószonej szaleństwem, która popycha do wielu czynów krzywdzących innych i nie raz do zabójstwa. A to ze względu na to, że jej bohaterowie bardzo często interpretują miłość w dość niekonwencjonalny sposób, który nie jednemu z nas nigdy nie przyszedłby do głowy.
        
Jednakże zacznijmy od początku.

Wszystko zaczyna się od pewnego rozwodu, który sprawia, że nasza tytułowa autorka z powieści M. Ulatowskiej i J. Skowrońskiego postanawia zrobić coś dla siebie i pisze książkę, która szybko okazuje się sukcesem. Głównie dlatego powstają kolejne powieści, dzięki czemu Justyna Sobolewska staje się bardzo popularną pisarką. W pewnym momencie ludzie z otoczenia kobiety zaczynają ginąć, a praca autorki zostaje zaburzona kolejnymi wiadomościami o tragicznych wydarzeniach. Z resztą kobieta sama staje się celem wyrachowanego prześladowcy. Policyjna profilerka oraz prowadzący śledztwo policjant usiłują przerwać łańcuch zbrodni. W trakcie rozwoju całej historii relacje osobiste między bohaterami komplikują się coraz bardziej, a zegar tyka, różne tropy wiodą na manowce, a rozwiązania wciąż nie widać...


Autorka - Jacek Skowroński
źródło: lubimyczytac.pl

„Autorka” to powieść, która łączy w sobie wątek kryminalny/sensacyjny z wątkami obyczajowymi, co sprawiało, że bałam się tej powieści i długo kazałam jej na siebie czekać. Pamiętałam bowiem, że mając w rękach inną tego typu powieść jej lektura nie była dla mnie przyjemna. Jednak tym razem niepotrzebnie się obawiałam. Ta historia jest zarazem lekka i wciągająca, ponieważ mimo to, że wiele rzeczy wydaje się być dość oczywistych to i tak zaskakuje zakończeniem oraz lekkim stylem. W ogóle się przy niej nie męczyłam, tak jak chociażby przy "Zasłudze nocy".
 Tłem dla tych wszystkich morderstw i śledztwa jest miłość - nie tylko ta partnerska, ale także rodzicielska. Jednakże to co zaskoczyło mnie najbardziej to motywy morderstw, które po szybkim przemyśleniu stają się jasne i zrozumiałe oraz prowadzą prosto do mordercy...

Wiele odcieni miłości, które są ukazane przez autorów popycha do refleksji, a przynajmniej mnie do niej zmusiło. Otóż w książce zamieszczone jest bardzo życiowe zdanie:
 „Mężczyznom wydaje się, że raz rozpalony płomień płonąć będzie wiecznie, a w każdym razie wybuchać na sam jego widok.”
To nie tylko obrazuje postawę wielu mężczyzn z „Autorki”, ale wydaje mi się, że odnośnie wielu panów z reala też jest bardzo trafne (chociaż w przypadku niektórych kobiet można napisać to samo). Moje wnioski na ten temat to coś na odrębny post, więc nie ma sensu się o tym rozpisywać i zbaczać z tematu;). Jednakże wróćmy do wspomnianych wcześniej męskich bohaterów powyższej książki. Przytoczone przeze mnie zdanie jest według mnie w 100% trafne, gdyż często zapominają o potrzebach i pragnieniach kobiety, którą rzekomo kochają, a skupiają się na sobie i tym co im sprawia przyjemność.
Wiem, że w znacznej mierze skupiłam się na wątku obyczajowym, ale to chyba własnie on przemówił do mnie bardziej i to on w moim odczuciu odgrywa bardziej istotną rolę w tejże powieści. Poza tym nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele z wątku kryminalnego, bo mogłoby Wam zepsuć lekturę ;p. Chociaż jakbym napisała nieco więcej o "Autorce" w ogóle też mogłabym ją Wam zepsuć. 

Na koniec zdradzę Wam jeszcze, że słowa:
"Miłość nie prosi o pozwolenie, by wkroczyć do twojego życia. Zbrodnia również..." 
są bardzo adekwatne do tego co znajdziecie w środku - sama nawet nie spodziewałam się jak bardzo...

Moim zdaniem „Autorka” jest jedną z najlepszych rodzimych powieści, które ostatnio miałam w rękach, a które nie są klasyką sprzed wielu lat. A jak sami wiecie z tą naszą polską literaturą naprawdę różnie bywa, dlatego też sięgnięcie po coś autorstwa naszego rodaka często jest całkiem sporym ryzykiem. Zatem skoro trafia się coś dobrego to grzechem jest po to nie sięgnąć, a w tym przypadku tak jest! Zatem jeżeli gdzieś spotkacie tą pozycję, nie wahajcie się, tylko bierzcie;). Tymczasem jeżeli ten duet jeszcze cokolwiek wyda, to ja jak tylko będę mogła na pewno sięgnę po ich kolejną propozycję. 
xoxo
Natalia;)

Etykiety

"Gra o tron" (10) [przygotuj się na wielkie wyjście] (2) 30dniwege (4) 52 książki (214) 52 książki 2016 (39) 52 książki 2017 (1) 52potrawy 2015 (7) AA (2) agroturystyka (1) akcja (1) akcja Nakrętka (1) akcje (2) akcje czytelnicze (1) akcje kulturowe (1) Allverne (1) Allverne Nature's Essences (1) Anew (3) Anew Revitalist (2) Anne Bronte (1) antykoncepcja (1) Aromatella (1) aromaterapia (17) asertywność (1) audiobooki (6) Aussie (3) autobiografia/biografia (2) Avon (37) B.app (4) babeczki (2) Baikal Herbals (1) bajki (1) bajki dla dzieci i dorosłych (1) Bakalland (1) Balneokosmetyki (1) balsam do rąk (1) balsam do włosów (2) Bandi (1) BarryM (3) Barwa (2) Barwy Harmonii (1) Basilur (1) baśnie (1) Batiste (1) batony (1) bądź offline (1) BeBeuty (1) BeGlossy (5) Belgia (18) belgijskie przysmaki (4) belgijskie słodycze (5) belgijskie smakołyki (3) Bell (4) beutybox (3) Bielenda (3) BingoSpa (11) biografie (1) Biosilk (4) Biovax (6) biżuteria (1) błyszczyki (2) Bomb Cosmetics (3) Boże Narodzenie (3) brow bar (1) Bruksela (15) buble (6) buble kosmetyczne (8) buble książkowe (2) buty (1) Buziak Style (1) C.R. Zafon (3) Calvin Klein (1) Carmex (2) Cettua (1) Charlotta Link (1) Charlotte Bronte (1) chcę mieć (2) Chiny (1) chleby (1) Chocolissimo (2) choinka (1) chwile ulotne (3) ciasta (5) ciekawe pomoce naukowe (1) ciekawostki (1) cienie (4) cienie do powiek (5) cienie w kamieniu (2) cienie w kremie (1) ciocią być (1) codzienno (1) codzienność (91) codzienność psychologia społeczna (1) Combos (1) coś dobrego (9) coś na długie wieczory (3) coś słodkiego (7) couching (2) Crispy Waffles (1) cukinia (1) cykl o wolontariacie (7) czarna komedia (3) czas wolny (56) czekolada (8) czekolada do picia (4) czerwiec (1) czytanie (15) czytelnicze podsumowania (19) czytnik e-booków (1) Debby (1) Decubal (1) Decunal basic (1) demakijaż (6) depilacja (3) Dermacos (1) deser (6) deser na ciepłe dni (1) dipy (1) dla dorosłych (1) dla dzieci (10) do książki;) (1) dobre bo polskie (2) dobrostan zwierząt (1) dodatki (1) dodatki do domu (2) dodatki do potraw (1) domowa piekarnia (1) domowe Spa (3) domowe sposoby na przeziębienie/chorobę (2) Dove (2) Dr Konopka's (4) Dr. Konopka's (1) dramat (2) dynia (3) dysgrafia (1) Dziady (1) dzieciństwo (2) dziecko (1) Dzień Ojca (3) e-book (9) E. A. Poe (1) E.L.F (3) eliksir do włosów (2) Elisabeth Arden (4) Elseve (1) emulsja po opalaniu (1) Enilome Hertly Beuty (1) Eric - Emmanuel Schmitt (7) erotyka (2) Etja (1) etyka (3) etyka a to co jemy (1) Eveline (25) Evree (2) Fa (2) fantastyka (12) Farmona (3) feminizm (1) Feniks (1) Festiwal Conrada (1) festiwale (3) filiżanki (1) film (2) film azjatycki (1) filmowe podsumowania (6) filmowy weekend (2) fiszki (2) Floslek (15) FM (4) FM Group (3) Garnier (7) garść linków (10) Gliss Kur (3) Golden Rose (1) gotowanie (2) Green Pharmacy (12) Gregory Funaro (1) grupa literacka (1) gry planszowe (1) Grycan (2) Halloween (1) handel ludźmi (2) haul (4) Head&Shoulders (1) Hean (5) herbaty (1) higiena osobista (2) Himalaya Herbals (1) Holika Holika (1) home decor (2) homoseksualizm (2) hormony (1) horror (2) impreza (3) Inglot (1) inicjatywy kulturalne i społeczne (4) inspiracja (5) inspiracje (9) inspiracje dla nauczycieli (1) inspiracje dla rodziców (1) inspiracje na prezenty (1) inspirujący ludzie (2) Isana (1) ITS SKIN (2) Iwostin (4) ja w kuchni;] (3) jak radzić sobie ze stresem (5) jak sobie radzić ze stresem (2) jak zacząć nowe życie? (1) James Dashner (1) Jarosław Wasik (2) jedz jabłka (2) jedzenie (2) jesienna pielęgnacja (4) jesień (5) Joanna (1) kakao (2) kalendarium (1) Kallos (2) Kamil Janicki (1) kartka z kalendarza (52) kartka z kalendarza. (1) kawa (1) Kącik czytelniczy (1) kącik kulinarny (21) kącik samouka (1) Kindle (1) kino (1) klasyka (5) klasyka którą warto znać (3) kobieta w kulturze (2) koktajle (1) Kolastyna (2) kolorówka (6) kominek (2) koncerty (1) konkurs (1) konkursy (4) kontrowersyjne (1) konturowanie twarzy (1) korektor do brwi (1) korektory rozświetlające (1) kosmetyki (17) kosmetyki dla mężczyzn (3) kosmetyki dla wegan i wegetarian (1) kosmetyki do golenia (2) kosmetyki do kąpieli (2) kosmetyki do makijażu (14) kosmetyki do twarzy (5) kosmetyki do ust (2) kosmetyki do włosów (1) kosmetyki kolorowe (14) kosmetyki koreańskie (6) kosmetyki organiczne (1) kosmetyki po goleniu (1) kosmetyki rosyjskie (2) kosmetyki używane na wyjeździe (4) kosmetyki wegańskie (2) Kraków (1) krążki chlebowe (1) krem d rąk (1) krem do ciała (1) krem do opalania (1) krem do rąk (3) krem do twarzy (6) krem na dzień (2) krem o twarzy (1) krem pod oczy (2) kremy bb (1) Kringle Candle (6) Kroniki wampirów (1) kryminalistyka (1) kryminał (16) kryminały (2) kryminologia (2) książka dla smakoszy (1) książka na lato (2) książka na wakacje (1) książki (34) książki dla dzieci (16) książki dla młodzieży (8) książki edukacyjne (1) książki historyczne (4) książki kreatywne (1) książki kucharskie (2) książki motywacyjne (1) książki na jesień (1) książki na zimę (1) książki o których nie zapomnisz (1) książki polskich autorów godne polecenia (1) kuchenne inspiracje (2) kuchnia (1) kuchnia dla studentów (1) kuchnia dla studentów. (1) kuchnia dla zabieganych (2) kuchnia polska (1) kuchnia włoska (1) kultura (10) kultura polska (13) kupuj lokalnie (1) kuracja do włosów (1) L'biotica (2) L'Oreal (2) lakiery do paznokci (5) lampki (1) lato (1) Libster Blog Awards (1) Lioele (1) Lipton (1) Lirene (3) lista życzeń (2) literatura (12) literatura amerykańska (6) literatura erotyczna (4) literatura faktu (8) literatura francuska (3) literatura grozy (2) literatura historyczna (7) literatura hiszpańska (3) literatura izraelska (1) literatura japońska (1) literatura klasyczna (2) literatura kobieca (5) literatura koreańska (3) literatura młodzieżowa (17) literatura niemiecka (1) literatura obyczajowa (1) literatura piękna (10) literatura polska (38) literatura portugalska (1) literatura skandynawska (8) literatura światowa (18) literatura wojenna (3) literatura współczesna (73) literatura współczesna. (2) literatura współeczesna. (2) literatura XIX w. (17) Livioon (3) Loesje (1) Lotus (1) Lovley (1) Luxury Paris (9) łatwe przepisy (22) Łazienki Królewskie (1) Łuk Tryumfalny (1) Make - Up Trendy (1) make-up (3) Makeup Revolution (2) makijaż (8) maluszek (1) manga (1) Marek Grechuta (2) maseczki do twarzy (10) maska do włosów (8) masła do ciała (6) materiały do nauki języka niemieckiego (2) materiały do nauki matematyki (1) materiały do zajęć z dziećmi (1) MaxFactor (3) Maybelline (3) metoda nauki języka obcego (1) męskim okiem (3) mgiełka do ciała (2) mgiełki do ciała (1) Michał Bajor (6) miejsca relaksacyjne (1) miesiąc w zdjęciach (10) mieszanki bakaliowe (1) Międzynarodowy Festiwal Kryminału (1) migawki z życia (3) Miodowy Kłos (1) mleczko do ciała (2) mleko roślinne (1) młodzieżowa (1) moda (1) Models Own (1) moim zdaniem (1) moja dziupla (1) moje ulubione książki (42) motywacyjnie (1) Mount Blanc (1) możesz pomóc (1) Muza (1) muzyka (12) muzyka która mnie relaksuje (8) muzyka niszowa (4) na faktach (2) na obiad (3) na śniadanie (3) Nabla (1) nadzieja (1) nagrody (1) Natura Syberica (1) nauka języka angielskiego (2) nauka języka niemieckiego (2) nauka języka obcego (3) niania (5) nie polecam (1) nie samą książką człowiek żyje (1) niecodzienność (21) Nike (1) Nivea (10) No36 (1) NoniCare (1) nostalgicznie (1) notki o słodyczach (1) notki pomocowe (2) nowoczesne formy książek (2) nowości (6) nowości kosmetyczne (1) nowości na które czekam (1) nowy etap (3) o filmach (1) o Islamie (2) o jedzeniu (1) o Kościele (1) obejrzane spektakle (1) ocalić od zapomnienia (1) ochrona przeciwsłoneczna (1) oczyszczanie twarzy (4) odżywki do paznokci (5) odżywki do włosów (6) Oeparol (1) ogłoszenia parafialne (10) okołodziecięce (5) olej arganowy (1) olej kokosowy (2) olej migdałowy (1) olej pielęgnacyjny (1) olejek do ciała (2) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (9) olejek łopianowy (6) olejek macadamia (1) olejki do twarzy (2) olejki zapachowe (4) olejowanie włosów (1) Olga Rudnicka (4) One Lovely Blog Award (1) opieka nad dzieckiem (1) oponki (1) Organic Shop (2) Organic Therapy (2) Organique (1) Oriflame (5) Oriflame. (1) Oscar Wilde (1) ozdoby świąteczne (1) Pachnąca Szafa (2) paczka:) (1) Paese (1) paletki cieni (1) paletki ze Sleeka (3) palety cieni (1) Palmers (1) Palmolive (2) Pantene (3) Pantene Pro - V (1) Pantne (1) pasja (14) pasja. (1) pasty do kanapek (1) paznokcie (3) pedagogika (3) peeling do ciała (4) peeling do skóry głowy (1) peeling do twarzy (5) perełki muzyczne i taneczne (2) Perfecta (1) Pharmaceris (3) pianka do golenia (1) pieczenie (2) pielęgnacja (5) pielęgnacja ciała (36) pielęgnacja dłoni (9) pielęgnacja paznokci (1) pielęgnacja pędzli (1) pielęgnacja rąk (6) pielęgnacja skóry wokół oczu (1) pielęgnacja specjalna (34) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja szyi i dekoltu (1) pielęgnacja twarzy (82) pielęgnacja ust (3) pielęgnacja włosów (42) pielęgnacja zimowa (5) piosenka artystyczna (1) Plaisirs Nature (Yves Rocher) (1) Planet Spa (2) plany (2) plany czytelnicze (1) plastry do twarzy (2) plastry na niedoskonałości (1) plastry na nos (2) Playboy (1) płyn micelarny (2) pochód książek męczących (1) początek (1) początki:) (3) podaj dalej (1) podkład (4) podkład do twarzy (1) podkłady (2) podróże małe i duże (8) podsumowania (7) podsumowania czytelnicze (1) podsumowania miesiąca (8) podsumowanie miesiąca (18) podsumowanie roku (1) Poetycka Dolina (1) poezja (3) poezja śpiewana (2) pokonaj stres (3) polecane książki na jesień i zimę (1) Polska (2) połącz kropki (1) pomadki do ust (2) pomaganie (4) popularnonaukowe (1) poradniki (4) poranna pielęgnacja (2) powieść wiktoriańska (1) powieść współczesna (2) praca (3) Pretty (2) prezent na Dzień Matki (1) prezenty (1) prezenty dla mamy (1) prezenty dla siostry (1) prezenty dla taty (2) projekt denko (4) projekt ślub (3) promocje (1) proste przepisy (13) prosto z natury (1) przegląd miesiąca w zdjęciach (5) przekąski (4) przekąski do pracy lub szkoły (1) przekąski na podróż (1) przemysłowa hodowla zwierząt (2) przemyśl to! (2) przemyślenia (6) przepis na wieczór (1) przepisy (30) Przepisy Babci Agafii (1) przepisy inspirowane "Grą o tron" (1) przepisy inspirowane książkami (1) przygotowania do ślubu (1) przyjemność (2) przysmaki (1) przystawki (1) psychologia (8) publikacje naukowe (1) R. P. Evans (3) Radical (1) recenzja filmu (1) recenzja kosmetyków (5) recenzja książek (5) recenzje filmów (3) recenzje filmów. Jonny Deep (1) recenzje gadżetów (1) recenzje gościnne (1) recenzje kosmetykow (1) recenzje kosmetyków (145) recenzje kosmetyków. (1) recenzje książek (279) recenzje książki (3) recenzje mangi/komiksów (3) recenzje olejków zapachowych (1) recenzje płyt (4) recenzje seriali (2) recenzje świeczek/wosków zapachowych (13) refleksyjnie (1) Regenerum (1) Regent House (2) relaks (7) relax (3) reportaże (3) Resibo (4) Revlon (2) Rimmel (2) Rival de Loop (2) rodzina (1) romans (3) romans historyczny (4) rosyjskie kosmetyki (2) rozdanie (1) rozwój zawodowy (2) ruch (1) Rzeszów (1) s-f (1) sala weselna (1) sałatka (2) samorozwój (2) Sandomierz (1) Sarah - Kate Lynch (1) Scottish Fine Soaps Company (1) Scrummy (1) sentymentalnie (8) seriale (1) serum do paznokci (1) serum do rzęs (2) serum do twarzy (3) serum do włosów (1) seryjni mordercy (2) Sesa (2) ShinyBox (2) silent disco (1) Skin Love (1) Skin79 (6) Sleek (6) słodycze (7) słodycze świata (2) słodycze wegańskie (1) słone przekąski (1) smaki (1) smaki dzieciństwa (3) snuff moves (1) Soap & Glory (3) Soap&Glory (2) sosy (1) spacerniak kulturowy (6) specjalna pielęgnacja (2) sport (1) sposób na... (3) spotkania blogerek (1) spotkania promujące książki (1) spotkanie blogerek (1) stalking (2) Stalowa Wola (4) Stalowi Czytacze (2) stalowowolskie spotkanie blogerów (1) Stara Mydlarnia (4) Stephen King (4) stosik (45) stosik biblioteczny (4) styl życia (11) Sylveco (3) szaliki (1) szampon do pędzli (1) szampony (4) Szlachetna Paczka (5) szminki (2) szukanie pracy (1) szybie przekąski (1) szybkie przepisy (18) ślub (1) ślub konkordatowy (1) Świat Książki (1) światełka (1) świeczki/woski zapachowe (23) Święta (6) święta. (1) tagi (9) tania kuchnia (1) targi książki (1) tarta (1) tbr (3) teatr (3) Teekane (1) tematy społeczne (1) terapia sztuką (2) terroryzm (1) Tess Gerritsen (3) The Balm (2) thriller/sensacja/kryminał (33) Tisane (2) tłusty czwartek (2) Tołpa (2) toniki do twarzy (1) tradycja (4) tradycja polska (4) trening antystresowy (1) trudne sprawy (1) trudności z pisaniem i nauką pisania (1) tusze do rzęs (1) tydzień w zdjęciach (24) Uczta Lodu i Ognia (1) ulga po opalaniu (1) Ultra Doux (2) ulubieńcy kosmetyczni (9) ulubieńcy miesiąca (8) ulubieńcy niekosmetyczni (6) ulubiona muzyka (2) ulubione (4) ulubione kosmetyki (4) ulubione książki (36) ulubione przekąski (1) ulubione przepisy (3) ulubione słodycze (1) ulubione zapachy (4) Unique (1) Urban Decay (1) Uriage (1) urlop (1) uśmiech (1) uzależnienia. psychologia (1) Vichy (1) Victoria's Secret (2) wakacje (1) walka z wągrami (1) wampiry (5) Warszawa (3) warsztaty (1) warsztaty kreatywnego pisania (1) weekend z książką (8) weganizm (4) wege (14) wegetarianizm (12) wieczorna pielęgnacja (2) Wielkanoc (1) wierzenia (2) wieś (2) wizyta u ginekologa (2) wolontariat (24) wspieraj lokalną gospodarkę (1) wspomnienia (1) współpraca (2) wychowanie dziecka (3) wydarzenia (8) wydawnictwa (1) wyjazd (2) wyniki konkursu (2) wyniki rozdania (1) wyróżnienia (1) wyzwania (2) wzmacnianie włosów (1) wzruszające (1) Yanke Candle (1) Yankee Candle (17) Yasumi (1) Yves Rocher (4) z baśnią w tle (1) zabawy dla dzieci (1) zakupy (3) zakupy kosmetyczne (4) zakupy ubraniowe (1) zamknięte klatki (1) zapachy (18) zapachy dla domu (2) zapachy dla kobiet (12) zapachy dla mężczyzn (2) zapachy na jesień (1) zapachy na lato (5) zapachy na wiosnę (3) zapachy od Avon (5) zapachy od Calvin Klein (1) zapachy uniwersalne (1) zapiski okularnicy (1) zapowiedzi recenzji (1) zapuszczanie włosów (1) zarządzanie stresem (2) zdjęcia (3) zdobycze kosmetyczne (1) zdrowe słodycze (1) zdrowie (5) zdrowie kobiety (7) zestawy kosmetyków (1) Ziaja (6) zimowa pielęgnacja (4) zmiany (2) Zoeva (1) zrozumieć kobietę (3) zrób sobie stop klatkę (2) zupy (2) zupy-krem (2) zwyczaje polskie (2) żel do twarzy (3) żel pod prysznic (2) żele do mycia twarzy (3) żele do mycia/produkty do kąpieli (3) żelki (1) życie (4) życie na emigracji (2) życzenia (8)