czwartek, 31 października 2013

Eveline, wzmacniająca odżywka z diamentem - moja opinia

Ostatnio bardzo dużo pisałam o kosmetykach Eveline. Tak sobie pomyślałam, że do kompletu mogę napisać Wam kilka słów o jednej z odżywek do paznokci, którą mam z tej firmy. I nie martwcie się - jest to ostatni kosmetyk z Eveline, który mam u siebie w swojej kosmetyczce, także będziecie mieć z nimi spokój na moim blogu jeszcze przynajmniej do momentu, w którym nie zawita u mnie coś nowego z tej marki. 
Odżywka, o której mowa to wzmacniająca odżywka z diamentami. 
Z informacji, które znalazłam na stronie producenta wynika, że jest to ekstremalnie wzmacniająca odżywka, która zabezpiecza paznokcie przed łamaniem, rozdwajaniem i pękaniem. Jej formuła o przedłużonym działaniu z tytanem i diamentem tworzy na paznokciu powłokę, która ma za zadanie zabezpieczyć nam paznokcie. Produkt ten ma nawilżyć i intensywnie wzmocnić płytki paznokci, zapewniając ich elastyczność oraz zdrowy wygląd. 

Szczerze mówiąc miałam wiele obaw przed tą odżywką, bo również i ten kosmetyk zawiera formaldehyd. Sławna już odżywka 8w1 strasznie wysuszyła mi paznokcie dlatego też spodziewałam się, że i z tą tak będzie. Jednakże postanowiłam dać ją szansę, skoro już ją dostałam;]. Tym razem przed nałożeniem pierwszej warstwy kosmetyku dodatkowo nawilżyłam paznokcie serum, po czym przystąpiłam do malowania;). Ponad to często nawilżałam skórki i okolice paznokci. Okazało się, że to mi ułatwiło sprawę, bo nie zauważyłam jakiegoś większego wysuszenia paznokci. Przy takim stosowaniu ten kosmetyk właściwie spełnił swoje zadanie. Moje paznokcie są twardsze i mniej się rozdwajają. Jednakże mając w pamięci doświadczenia z kuracją poprzednią odżywką z formaldehydem teraz zrobię sobie przerwę po regularnym stosowaniu tegoż produktu i wrócę do niego za jakiś czas. Tak w moim przypadku będzie najrozsądniej. 

Dlatego też jeżeli sprawdziła Wam się odżywka z tej firmy 8w1 zastanówcie się nad wypróbowaniem również tego produktu. Tak dla odmiany. Uważam, że możecie osiągnąć bardzo podobny efekt;). 

środa, 30 października 2013

Mia Marlowe, "Dotyk złodziejki" - moja opinia

Zazwyczaj czytam coś z kryminałów, horrorów, albo thrillerów, jednakże czasem lubię sięgnąć po coś zupełnie spoza powyższych gatunków. Tym razem potrzebowałam czegoś lekkiego, co nie wymagałoby ode mnie zbytniego wysiłku intelektualnego. 

Tak się złożyło, że w mojej bibliotece znalazłam Dotyk złodziejki autorstwa M. Marlowe

Pewnego dnia najzręczniejsza złodziejka Londynu zostaje przyłapana na gorącym uczynku, podczas próby kradzieży w domu jednego z oficerów. W zamian za to, że nie zostaje wydana policji przyjmuje od niego zlecenie. Razem wyruszyli na poszukiwanie legendarnego brylantu Krew Tygrysa. Początek ich poszukiwań to również początek ich romansu. 

Po Dotyk złodziejki sięgałam z grubsza wiedząc na co się decyduję. Dlatego też nie miałam większych oczekiwań nad to, żeby móc przeczytać coś mało wymagającego, co by mnie odstresowało. Powyższa książka jest pikantnym romansem historycznym, w którym dostaniemy kilka scen łóżkowych z wątkami kryminalnymi w tle. 
Ona - jest córką zmarłego hrabiego, która czuje się odpowiedzialna za matkę, siostrę i siostrzenicę. W dodatku jest odważna i nie boi się myśleć, co w czasach, w których osadzona jest powieść jest dość niezwykłe.
On - oficer, który stacjonował w Indiach oraz vicehrabia, który jest zdeterminowany, żeby pomóc ludowi Indii. 
Między obojgiem praktycznie od początku wybucha pożądanie, które sprawia, że każde kolejne zbliżenie jest jeszcze bardziej ogniste. 
Dotyk złodziejki nie jest może ambitną książką i idealną powieścią erotyczną, jednakże czas spędzony na jej lekturze nie jest czasem straconym. Po trudnych lekturach czy stresującym dniu jest to idealna pozycja, żeby się odprężyć i zapomnieć o tym co nas stresuje. Wątek romansowy zdecydowanie jest wątkiem przewodnim i ci z Was, którzy oczekują pełnej napięcia opowieści mogą się rozczarować. Mimo to powyższa historia jest wciągająca i pochłania się ją bardzo szybko. 

Wiem, że na rynku obecnie jest przesyt tego typu powieści i niektórzy z Was mogą mieć już dość wzmianek na ich temat; ale jeżeli będziecie kiedyś chcieli sięgnąć po lekką i pikantną historię to zastanówcie się własnie nad tą powieścią. 

wtorek, 29 października 2013

Podkład kryjąco - matujący z serii art scenic z Eveline - moja opinia

Wygląda na to, że mam ostatnio bardzo twórczy czas, na co wskazuje chociażby liczba notek, która pojawia się na moim blogu. Ci co śledzą mnie na moim FanPage wiedzą, że okoliczności sprzyjają inspiracjom i tematy nawet same pocztą przychodzą;p. 

Zanim pojawi się kolejna recenzja książki (to już jutro - a przynajmniej tak mam w planach) chcę Wam napisać kilka słów o podkładzie, którego zaczęłam używać stosunkowo niedawno, a który ostatnio dość często nosiłam na sobie;). 

Chodzi mi o podkład kryjąco - matujący z serii art scenic z Eveline
Według producenta dostajemy do ręki profesjonalny podkład bogaty w pigmenty, które mają za zadanie maskować niedoskonałości skóry takie jak: 
  • trądzik, 
  • blizny, 
  • rozszerzone naczynka,
  • przebarwienia.
Starannie wyselekcjonowane składniki aktywne mają zapewnić nam wielokierunkowe działanie: doskonałe krycie, długotrwałe matowienie, dogłębne nawilżenie oraz wygładzenie skóry. 

Część z Was zapewne pamięta, że mam wrażliwą i naczynkową skórę, która siłą rzeczy jest sucha:(. Dlatego też muszę ostrożnie posługiwać się podkładami kryjącymi, chociażby dlatego, że w moim przypadku mają tendencję do podkreślania suchych skórek i niedoskonałości. Przede wszystkim moja skóra musi być bardzo dobrze przygotowana na przyjęcie tego typu podkładu - czyli wchodzi w grę peeling i mocne nawilżenie, a i tak starałam się nie używać tego kosmetyku zbyt często, bo wymaga to ode mnie intensywniejszej pielęgnacji skóry przed zrobieniem i po zmyciu makijażu.
Jednakże powyższy kosmetyk bardzo często ratował mi zadek, kiedy chciałam zatuszować niedoskonałości, bo np. miałam jakieś ważne wyjście, a tu miałam podkrążone oczy i wielkie rumieńce na policzkach;). Na moje rozszerzone naczynka potrzebne były dwie warstwy podkładu i nie było nic widać, więc mogę uznać, że jest ok. Jednakże nie jestem w stanie Wam napisać jak ten podkład sprawdzi się jeżeli macie większe niedoskonałości. Natomiast jeżeli chodzi o trwałość jest ok, ale pamiętajcie, że na mojej skórze makijaż zawsze trzyma się bardzo długo. Więc m. in. dlatego powyższy produkt w całkiem dobrym stanie dotrwał, aż do demakijażu. 


Podsumowując.

Podkład kryjąco - matujący z serii art scenic z Eveline jest bardzo dobrym podkładem w swojej kategorii cenowej, z którym mimo wszystko trzeba uważać. Jednakże jeżeli dobrze znamy swoją skórę szybko się z nim dotrzemy i zorientujemy się na jak bliską znajomość jesteśmy w stanie sobie z nim pozwolić. Wiem, że ja będę go używać od czasu do czasu, bo mimo to, że nie sprawdził mi się w 100% to go polubiłam. 

A Wy znacie ten podkład?

poniedziałek, 28 października 2013

Samantha Hayes, "Dopóki cię nie zdobędę"

Sięgając po Dopóki cię nie zdobędę autorstwa Samanthy Hayes liczyłam na to, że po ciągu powieści o masowych mordercach, psychopatach i fanatykach dostanę do ręki poruszającą powieść o walce o dziecko - i poniekąd ją dostałam. 

Obserwując z boku życie Claudii może wydawać się idealne. Ma kochającego męża, dwójkę pasierbów, spodziewa się pierwszego i jakże upragnionego dziecka oraz ma absorbująca pracę (w pomocy społecznej), w którą bardzo się angażuje. Pewnego dnia w jej życiu pojawia się Zoe, którą zatrudnia do pomocy przy dzieciach. Już od początku można wyczuć, że ta kobieta coś kombinuje i nie ujawnia prawdziwych pobudek, z których postanowiła przyjąć posadę niani w tym konkretnym miejscu. Czytelnik od razu wyczuwa, że Zoe chce skrzywdzić Claudię i jej rodzinę...jednak czy oby na pewno?

Dopóki cię nie zdobędę to niezwykły thriller psychologiczny, w którym autorka umiejętnie stopniuje napięcie, podsuwa fałszywe tropy i w efekcie daje nam niesamowitą opowieść z zaskakującym zakończeniem. 
Samantha Hayes pokazuje nam postawy kobiet, które pragną urodzić dziecko i stać się matkami, aby w końcu poczuć się całkowicie spełnione. Determinacja w zostaniu matką popycha bohaterki do różnych czynów - nie zawsze moralnych...
Fabuła opiera się na dwóch wątkach:
1. Claudii i jej rozwiązania, do którego i po którym ma jej towarzyszyć Zoe;
2. Małżeństwa dwojga policjantów prowadzących śledztwo w sprawie napadów na ciężarne i robienie im przez przestępce amatorskiej cesarki. 
Niejako pobocznym wątkiem jest wątek Zoe, jednak autorka bardzo ostrożnie dawkuje nam informacje o tej bohaterce.
Sporym atutem jest to, że autorka zręcznie łączy wszystkie wątki i sprawnie dawkuje nam informacje. Chyba to był główny powód tego, że czytając tą książkę wciąż miałam wrażenie, że zaraz coś się stanie - że ta bańka napięcia zaraz pęknie,a w akcji rozpęta się istne piekło. Jednakże autorka najwięcej emocji i szokujących wydarzeń zostawiła na koniec. To właśnie wtedy okazuje się, że wszystkie scenariusze, które ułożyłam w głowie nawet nie otarły się o prawdę. 
Samo zakończenie sprawiło, że długo nie mogłam się otrząsnąć. Dlatego też Dopóki cię nie zdobędę długo będzie w mojej pamięci i jeszcze nie raz będę do niego wracać; chociażby dlatego, żeby poznać tą historię znając jej zakończenie i przyjrzeć się wszystkim wskazówkom, które podrzuca nam autorka z innej perspektywy. 

Bardzo trudno pisze mi się o tej powieści, bo dla mnie była dość trudna i sprawiła, że coś się we mnie poruszyło - i mimo to, że po raz kolejny dostałam opowieść o psychopatycznym bohaterze, to nie zawiodłam się. 

Możecie sobie odpuścić przeczytanie tej powieści. Tylko czy warto tracić szansę na sięgnięcie po ciekawą, dobrze napisaną książkę, której zakończenie Was zaskoczy, a już na pewno Wami wstrząśnie? Po co?;) 

niedziela, 27 października 2013

plastry do twarzy z Perfecty

Jak wiele kobiet muszę sobie regularnie robić depilacje twarzy. Niestety mam ciemną oprawę twarzy co sprawia, że widać na skórze każdy niechciany włosek już z dużej odległości;]. 

Do tej pory zabieg depilacji robiłam co jakiś czas u mojej kosmetyczki, jednak zrządzenie losu sprawiło, że musiałam obyć się bez wizyty u niej (spotkanie rodzinne), a do innego salonu nie chciałam iść, bo tam bym miała dużo drożej:/ Dlatego też zawędrowałam do pobliskiego Rossmana w celu nabycia drogą kupna plastrów z woskiem, które są przeznaczone własnie do twarzy. Byłam do tego sceptycznie nastawiona, bo swego czasu plastry do twarzy z Joanny mnie zawiodły, ale stwierdziłam, że tym razem może sięgnę po jakieś z innej firmy. Padło na plastry z Perfecty z cukrowym woskiem. 

 W zestawie mamy 24 sztuki plastrów i 5 nasączonych chusteczek, które mają nam złagodzić podrażnione po zabiegu. Przed pierwszym zastosowaniem tego produktu byłam bardzo sceptyczna, jednakże już pierwsze użycie plastra przekonało mnie do tego, że moje pozbywanie się niechcianych włosków nie tylko będzie szybkie, ale także skuteczne. W prawdzie nie jestem w stanie sobie dobrze zrobić depilacji tymi plastrami wszędzie, gdzie bym chciała, ale na szczęście w kluczowych miejscach się sprawdzają;) (a przynajmniej na razie;)). 

Coś czuję, że zaoszczędzę na kosmetyczce, bo w cenie ok 11 zł mam kilka domowych zabiegów, a za jeden u kosmetyczki musiałam zapłacić jakieś 17 zł. Jak nic się opłaca;) i to bardzo:). W prawdzie dodatkowo bez pincety się nie obejdzie, ale i tak znalazłam tańszy sposób od pójścia do kosmetyczki - na szczęście;)
Owszem mam zaczerwienioną skórę po plastrach, ale to normalne po ich użyciu i z mojej skóry szybko schodzi, bo już przywykła do takich tortur, zatem nauczyła się regenerować. 

A Wy używacie plastrów do depilacji? 
Jak się u Was sprawdzają?

P.S. Niedoświadczonych ostrzegam, że boli jak cholera;)

sobota, 26 października 2013

Eveline, Colour Celebrites, Luksusowa szminka 3-w-1

Wygląda na to, że mam przed sobą dość intensywną sobotę i całkiem stresującą niedzielę, bo zdaje się, że zostanę główną atrakcja dnia wśród ciotek mojego R. (chociaż wciąż mam cichą nadzieję, że jednak nie). Zatem zanim rzucę się w wir przygotowań na jutro postanowiłam trochę się odstresować czyli poczytać (co miało miejsce po moim starganiu się z łóżka) i zajrzeć na bloga. 
Dziś lekki i mało wymagający mojego intelektualnego wkładu post (jak dla mnie - bo w końcu mogłam recenzować bardzo ambitną książkę;p), bo zamierzam napisać Wam kilka słów o szmince z Eveline z serii Colour Celebrites

Według producenta zastosowanie nowoczesnych technologii pozwoliło stworzyć nowatorską, niezwykle trwałą oraz lekką w noszeniu i nakładaniu pomadkę, która łączy w sobie właściwości szminki, błyszczyka oraz serum nawilżająco - wygładzającego. Zawarty  kosmetyku kompleks Ever Shine TM ma nadać ustom wibrujący blask, a naturalne pigmenty mineralne mają wzmacniać wyrazistość i trwałość koloru. Lekka formuła szminki ma pozostawić na ustach uczucie świeżości, komfortu oraz głębokiego nawilżenia. 

Jak podaje producent serum wzbogacono o składniki takie jak:
  • kwas hialuronowy - mający intensywnie nawilżyć skórę ust, 
  • masło shea - stanowiące bogate źródło substancji tłuszczowych, witaminy Ei F, dzięki którym skóra ma się szybciej zregenerować,
  • filtry ochronne UVA/UVB - chroniące przed negatywnym wpływem środowiska oraz promieni słonecznych. 
W efekcie mamy otrzymać długotrwały i głęboki kolor; bardzo dobrze nawilżoną, miękką i delikatną skórę ust; lśniące, pełne, jędrne i gładkie usta oraz komfortową aplikację. 


Muszę przyznać, że na tym produkcie się trochę zawiodłam, ponieważ niezupełnie otrzymałam to co spodziewałam się dostać po przeczytaniu opisu producenta.
Jednakże zacznijmy od tych dobrych rzeczy. 
  • Sam produkt - a właściwie jego opakowanie bardzo mi się podoba. Opakowanie jest w kolorze miedzianego złota, co sprawia, że jest inne i się wyróżnia między tymi szminkami, które już mam w swojej małej "kolekcji". Ja mam szminkę w wersji delikatnego różu, który bardziej by pasował mojej siostrze mającej miedziane włosy i trochę inną karnację niż ja (chociaż wg. pewnego zewnętrznego obserwatora ten kolor mi pasuje - więc to jak się okazuje kwestia sporna;)).
  • Pomadka faktycznie bardzo fajnie się nakłada i przez chwilę po nałożeniu na usta lekko się błyszczy. Jednakże ten efekt po chwili znika z moich ust i mam wrażenie, że nawet lekko je wysusza. Nie wiem czy tylko ja tak mam czy po prostu ta szminka tak ma, więc dajcie znać jak jest u Was jeżeli macie ją w swoich kosmetycznych zasobach;). 
  • Zatem jeżeli chodzi o serum, które jest rzekomo zawarte w produkcie, to jakoś nie odczułam specjalnych efektów jego działania, a jeżeli miałam lepiej nawilżone usta to była to raczej zasługa tego, że wcześniej użyłam balsamu lub wazeliny pod pomadkę. Moim zdaniem ten produkt jakoś niespecjalnie wyróżnia się pod względem pielęgnacji ust, ale w sumie ja jakoś nigdy tego nie wymagałam od tego rodzaju kosmetyków. Dlatego też jeżeli oczekujecie, że po użyciu tego produktu będziecie mieć jakiś efekt wow to się rozczarujecie. 
  • Jeżeli chodzi o trwałość to zapewne pamiętacie, że ja mam tendencję do szybkiego "zjadania" z ust wszelkich błyszczyków i szminek, zatem zawsze ciężko mi jest wypowiadać się na ten temat.
Być może jak poużywam tej szminki dłużej moje odczucia się zmienią, bo całkiem możliwe, że działanie produktu jest spowodowane chociażby zmianami temperatur (wiecie to wieczne przechodzenie z pola do ogrzewanych i/lub klimatyzowanych pomieszczeń i odwrotnie). Mam nadzieję, że przekonam się do tej pomadki bardziej, w miarę jak będę ją używać, bo nie wiem do końca czemu, ale mam wrażenie, że jeszcze mi się sprawdzi;). Jednakże to nie zmienia faktu, że produkt, który dostałam do ręki jest dość przeciętny na tle kosmetyków ze swojej kategorii, które mam w domu. 

wtorek, 22 października 2013

Eveline, Ultra - Moisturizing Lipstik - kilka słów

Witajcie,
dawno nie było notki urodowej, więc postanowiłam Wam napisać kilka słów o szmince, która ma predyspozycje do stania się jedną z moich ulubionych. 

Chodzi mi o: 
Ultra - Moisturizing Lipstik o numerze 466 z Eveline. 

Z tego co przeczytałam na stronie Eveline to innowacyjna formuła produktu pozwala uzyskać głębię koloru już po pierwszej aplikacji; natomiast jej kremowa konsystencja podkreśla kształt ust nawilżając je przez wiele godzin. Lekka i delikatna formuła pielęgnuje i wygładza usta oraz sprawia, że pozostają ponętne. Na stronie producent napisał, że kolor utrzymuje się ok. 6 godzin. 

Ultra - Moisturizing Lipstik
ma delikatnie połyskujące wykończenie. Jednakże niestety nie mogę powiedzieć, żeby jakoś specjalnie nawilżała moje usta. Owszem zaraz po użyciu mam poczucie, że moje usta są w jakiś sposób nawilżające, ale nie odważyłabym się jej nałożyć bez wcześniejszego użycia np. balsamu na usta. Wiem, wiem - na niezadbanych ustach żadna szminka się nie sprawdzi, ale w mojej kosmetyczce są bardziej nawilżające pomadki w stosunku do powyższej. Natomiast jeżeli chodzi o sam kolor szminki pasuje mi idealnie, chociaż zaraz po jej otworzeniu pomyślałam, że nie będzie mi pasować. Na szczęście kolor był strzałem w dziesiątkę;). Już po jednym pociągnięciu szminką intensywność koloru jest zadowalająca:) Jeżeli chodzi o trwałość tego produktu to nie mogę się zbytnio wypowiadać, bo ja mam tendencje do szybkiego zjadania tego typu kosmetyków z ust. 

Mimo tego, że powyższa szminka nie nawilża i nie pielęgnuje moich ust to ma szansę wejść na stałe do mojej kosmetyczki i tak jak wspomniałam stać się jednym z moich ulubionych produktów. 

Dajcie znać czy znacie tą szminkę i jakie macie wrażenia po jej stosowaniu;). 
Pozdrawiam:)



piątek, 18 października 2013

S. King "Carrie"

Dla Carrie olałam swoją kolejkę książek i sięgnęłam po nią głównie przez to, że niebawem w moim mieście będzie można obejrzeć ekranizację tej powieści. Dodatkowo nie mogłam sobie odmówić przeczytania debiutanckiej książki Stephena Kinga, który może nie jest moim ulubionym autorem, ale lubię czasem sięgać po jego powieści. 

Otóż Carrie White jest inna niż jej rówieśnicy. Nie chodzi na imprezy i nie interesują jej chłopcy; jest zamkniętą w sobie nastolatką będącą obiektem kpin i żartów kolegów. Jej matka jest fanatyczką religijną i wszędzie dopatruje się grzechów - nawet w tym, że jej córka zaczęła dojrzewać. Pewnego dnia Carrie zdobywa się na odwagę i wbrew matce wybiera się na bal. Tam również pada ofiarą okrutnego żartu. Jednak tym razem rozpętuje się piekło, bo nikomu nawet nie przeszło przez myśl, że dziewczyna może być telekinetką. Jej złość, żal i strach odbije się nie tylko na jej oprawcach, ale również na osobach postronnych...

W pierwszej części powyższej powieści wynudziłam się jak mops, bo była to typowa opowieść o amerykańskich nastolatkach, którzy niebawem mają skończyć szkołę. Mamy tam całą paletę uczniów - od tych bogatych i popularnych, poprzez zwykłych niczym niewyróżniających się uczniów po...Carrie - kozła ofiarnego w szkole. Jak już wspomniałam przez długi czas męczyłam się z tą powieścią - wydawała mi się kolejną bardzo sztampową historią o nastolatkach z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jednak znam już trochę twórczość Kinga i wiem, ze jego powieści często rozkwitają po połowie i wtedy potrafią niesamowicie wciągnąć. Tak było i tym razem. W pewnym momencie jakby coś pękło i akcja zaczęła się szybciej rozwijać, a autor wciąż dorzucał coś co sprawiało, że trudniej było mi się oderwać od czytania. Było dużo krwi, strachu i paniki. Tak sobie myślę, że ta opowieść jest trochę efektywna, ale w tym sensie, że pisana pod mniej wymagających odbiorców (co nie znaczy, że to jest złe - bo każdy potrzebuje od czasu do czasu książki przy której nie będzie musiał myśleć, a która podziała na wyobraźnie). 
W moim przypadku lektura Carrie dobrze mi zrobiła. Ostatnich kilka dni było dla mnie bardzo stresujące i mało przyjemne, a ta powieść pozwoliła mi się przenieść do innego świata, który zaabsorbował mnie na tyle, że oderwałam się przynajmniej na chwilę od myślenia o tym co się dzieje wokół mnie. 
Jestem bardzo ciekawa ekranizacji tej powieści i mam nadzieję, że film mnie nie zawiedzie, chociaż z tego co widziałam na zwiastunie jest sporo różnic, ale może być ciekawie;)

czwartek, 17 października 2013

Kremowy balsam do ciała SOS INTENSYWNA PIELĘGNACJA z Eveline

Witajcie,
dzisiaj chciałabym Wam napisać o produkcie, który odkryłam przez przypadek. W sumie sama pewnie bym go sobie nie kupiła, ale na szczęście go dostałam i mogłam wypróbować;). Jest to kremowy balsam do ciała SOS INTENSYWNA PIELĘGNACJA z Eveline.

Na opakowaniu znajdziemy informację, że produkt zawiera innowacyjny kompleks bioHyaluron Plus Comple™, który został opracowany z myślą o codziennej pielęgnacji bardzo suchej, szorstkiej i wrażliwej skóry, wymagającej głębokiej regeneracji i odżywienia. Formuła bogata w zaawansowane składniki aktywne, skutecznie stymuluje procesy odnowy komórek i dostarcza skórze niezbędnych lipidów, wyraźnie ją ujędrniając, wygładzając oraz zmiękczając. 

Skóra staje się gładka, sprężysta i miękka w dotyku. Kremowa konsystencja balsamu sprawia, że łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, przy tym nie obciąża skóry oraz nie pozostawia tłustej warstwy. Przyjemny i delikatny zapach zapewnia uczucie świeżości i komfortu.

Składniki aktywne:
  • bioHyaluron Plus Comple™ - intensywnie nawilża i chroni naskórek poprzez połączenie biokwasu hialuronowego oraz 5% UREA w jednej formule;
  • oligoceane™ - minerały wód termalnych północnej Bretanii nawilżają i wygładzają skórę, przywracając jej miękkość i elastyczność;
  • bioOlejek makadamia - silnie regeneruje i odżywia oraz opóźnia procesy starzenia się; utrzymuje skórę w doskonałej kondycji;
  • kompleks witamin A, E, F, - poprawia elastyczność i miękkość naskórka. 
W efekcie stosowania powyższego balsamu mamy mieć gładką i aksamitną w dotyku skórę. 

Ci z Was, którzy mnie czytają regularnie dobrze wiedzą, że mam suchą i wrażliwą skórę, dla której okres jesienno - zimowy jest utrapieniem. Ostatnio jeszcze moją skórę dobija fakt, że jej właścicielka postanowiła ruszyć zadek i zacząć chodzić na basen. Do tej pory miałam kilka upatrzonych produktów (maseł, olejków i balsamów do ciała), które się sprawdzały i nie używałam niczego spoza sprawdzonego zestawu, bo wszelakie testy kończyły się porażką;(. Kiedy w moje ręce trafił powyższy balsam pierwszą myślą jaka mi się pojawiła w głowie, było to, że pewnie będzie to kolejny produkt, który mnie zawiedzie. No, ale nic to! Zaczęłam go używać, żeby nie było, że nie dałam mu szansy i okazało się, że śmiało mogę go dołączyć do produktów, do jesiennej pielęgnacji skóry. Nie dość, że nawilża skórę to nie uczula i szybko się wchłania, także spokojnie mogę się nim posmarować rano po prysznicu i po chwili się ubrać do wyjścia:). Faktycznie nie zostawia tłustej warstwy na skórze tak jak niektóre silnie nawilżające produkty. Po pierwszym użyciu myślałam, że być może będzie tak jak w przypadku innych szybko wchłaniających się produktów, które już zaraz po użyciu nie robią ze skórą zupełnie nic. Dodatkowo dzięki temu, że ma pompkę dużo łatwiej i przyjemniej się aplikuje. . Co do zapachu to mam wrażenie, że pachnie trochę jak męski żel pod prysznic, co niekoniecznie musi być złe;]. Poza tym to jest polski produkt, więc jak dla mnie kolejny plus;). 

A Wy używałyście, albo używacie tego produktu?

sobota, 12 października 2013

"Tylko seks" Z. Gołąb - moja opnia

Pornografia - weszła już na stałe do naszej rzeczywistości. Wielu z nas już nie zwraca uwagi na gazety, które codziennie rażą nagością na sklepowych półkach. Jednakże niewielu z nas zastanawia się jaki wpływ ma na życie osób pracujących przy produkcji wyżej wspomnianych pism czy filmów. 

Jest rok 2004. 
Marek traci pracę i w poszukiwaniu nowego zatrudnienia wyrusza do Warszawy, z nadzieją na lepsze życie. Trafia do wydawnictwa, które produkuje gazety i filmy pornograficzne. Główny bohater musi zderzyć się z rzeczywistością panującą w wydawnictwie, w którym bardzo chciał się znaleźć. W końcu miał poznać tych wszystkich ludzi, których znał z gazet i zbliżyć się do kobiet, które oglądał na ich łamach. Jednakże praca, która wydawała mu się bardzo podniecająca okazała się być stromą drogą ku przepaści. 

Tylko seks Zygmunta Gołębia jest niecenzuralnym obrazem polskiej pornografii demaskujący świat, który wielu chciałoby poznać. Tylko nieliczni mogą doświadczyć bezpośredniego kontaktu z tą branżą, a inni jeżeli chcą do niego zajrzeć np. mogą przeczytać tą książkę. Sięgając po powyższą publikację czytelnicy mogą przekonać się jak wygląda wyżej wspomniana branża od wewnątrz, która jak się okazuje ma bardzo gorzki smak. Pracą w pornobiznesie na dłużej parają się ludzie, którzy niewiele mają do stracenia, a chcą jakoś odbić się od finansowego dna. Ciało jest tam sprowadzane do roli przedmiotu, który ma zapewnić pieniądze i nikt nie liczy się z człowiekiem - tym kim jest i czego doświadcza lub co przeżył. Liczy się tylko zysk. Ta praca odziera człowieka z człowieczeństwa i sprawia, że stacza się on na moralne i nie raz społeczne dno, z którego ciężko jest się odbić. 

Z jednej strony Tylko seks otwiera oczy na pewne sprawy, ale sama treść nie do końca mnie zadowalała. Powieść jest przesycona relacjami z planu zdjęciowego i filmowego, które są do siebie łudząco podobne i strasznie mnie nudziły. Dodatkowo w tekście znalazłam sporo literówek, co wzbudzało pewien niesmak, bo przecież książka chyba powinna przejść przez jakąś korektę... 
Szczerze mówiąc jestem tą książką nieco zawiedziona. Chyba spodziewałam się czegoś lepszego - a nie użalania się głównego bohatera, nudnych opisów z planów i całej masy błędów. Jednak czy w związku z tym czas spędzony nad tą historią uważam za zmarnowany? Raczej nie - chociażby z tego względu, że zmieniło się moje podejście do pornografii, bo odkryłam zupełnie nieznaną twarz tego biznesu czy jakkolwiek to nazwać. Po tej lekturze na pewno nie będę już tak szybko i łatwo osądzać ludzi, którzy weszli w ten świat. 

piątek, 11 października 2013

balonowo

Już kolejny raz niebo upstrzone balonami przypomina mi o upływającym czasie i zmianach w moim życiu. Trzy lata temu zastanawiałam się kiedy zobaczę to wodowisko, ale okazało się, że od trzech lat mimo zawirowań w życiu wciąż mogę obserwować balony...mimo zmian i wielu nowości;)










Dwa lata temu o tej porze wiedziałam już, że jadę do Belgii i zastanawiałam się jak zmieni się moje życie. Okazało się, że wróciłam do starej dobrej Stalówki i powoli układam sobie życie w mieście, w którym się urodziłam, wychowałam i stawiałam pierwsze kroki na rynku pracy...

Ciekawa jestem jak moje życie będzie wyglądać za rok...
A rok temu było tak: 
http://mojportret.blogspot.com/2012/09/miedzynarodowe-zawody-balonowe-babie.html

środa, 9 października 2013

Michał Bajor "Kocham jutro" - kilka słów o płycie

Dla każdego z nas muzyka odgrywa inną rolę i każdy mógłby powiedzieć o niej coś od siebie. W moim życiu muzyka chyba jest ważniejsza od książek. Dziwne prawda? 

Otóż w moim życiu szłam przez różne wyboiste i strome drogi, które nie raz zaskakiwały kolejnym zakrętem i zmianami. Wtedy to właśnie muzyka, a nie książki mi towarzyszyła; uspokajała i łagodziła stres i strach oraz sprawiała, że nieco łagodniej przechodziłam przez największy stres i trudne doświadczenia.

Dzisiaj chciałabym Wam napisać o jednej z moich ulubionych płyt. A mianowicie o Kocham jutro Michała Bajora

Jest to jedna z Jego pierwszych płyt, które kupiłam. a to dlatego, że trafiłam na tytułową piosenkę, która mnie uwiodła. 
Album Kocham jutro dla mnie jest opowieścią o tym, że często owo jutro jest dla nas szansą na spełnienie i odmianę losu. Jednak czasem nie myślimy o tym co nas czeka w przyszłości bo np. za bardzo jesteśmy pochłonięci wyścigiem szczurów, który nas wewnętrznie niszczy. Czymś co sprawia, że nie myślimy o jutrze są też spotkania z ukochaną osobą - wtedy często pragniemy, żeby czas po prostu zatrzymał się w miejscu. Poza tym nasze dzisiaj potrafi nas pochłonąć na tyle, że zapominamy o konsekwencjach na przyszłość. 

Zbiór utworów zebranych na krążku skłania do refleksji i daje do myślenia. Dla mnie jest to płyta, która doprowadziła mnie do wniosku, żeby jak najpełniej korzystać z tego co przynosi nam życie - z naszego dzisiaj, w pamięci o naszym wczoraj i naszym jutrze. W tym przypadku autor - a właściwie autorzy (bo przecież nad piosenkami pracują też kompozytorzy i autorzy tekstów) skłaniają nas do czerpania z życia jak najwięcej - zarówno z tych szczęśliwych jak i ciężkich oraz przykrych doświadczeń. 

Kocham jutro zawiera cały wachlarz utworów - od tych spokojnych po te bardzo dynamiczne. Zatem wielu z nas znajdzie coś dla siebie. 

Wiem, że Michał Bajor jest dość kontrowersyjnym Artystą. Jedni Go lubią, a inni odnoszą się do Niego z nieskrywaną niechęcią. Ja wiem, że jest to specyficzny talent, który nie każdemu podejdzie, ale wiem też, że ten człowiek zauroczył całe rzesze swoich fanów;). A dla mnie osobiście jest to bardzo ważny artysta, który miał duży wpływ na moje życie - a na pewno większy niż się spodziewacie...

poniedziałek, 7 października 2013

"Burka miłości" Reyes Monforte - moja opinia

Przez kilka ostatnich tygodni czytałam książki w formie elektronicznej. Jednakże ostatnio sięgnęłam po coś w wersji papierowej. Akurat otwarli w naszym mieście budynek nowej biblioteki, w którym mieszczą się dwie filie biblioteki miejskiej połączone w jedną. Naturalnie nie mogłam sobie odmówić przyjemności pójścia do tejże instytucji czytelniczych uciech i już drugiego dnia po otwarciu poszłam oddać zaległe książki i przy okazji rozejrzeć się za czymś nowym do czytania.

Na jednej z półek leżała Burka miłości autorstwa Reyes Monforte. Wzięłam ją nie tylko dlatego, że krzyczała wypożycz mnie!, ale również dlatego, że od dawna miałam ją w planach. 

Powyższa powieść opowiada o zbuntowanej nastolatce, która wyprowadza się do Londynu, aby tam zacząć nowe życie na własnych warunkach. W nowym miejscu poznaje swojego przyszłego męża, który jest muzłumaninem pochodzącym z Afganistanu. Kiedy mój R. dowiedział się jaką książkę czytam to z miejsca założył, że kobieta zostanie uprowadzona i więziona w Afganistanie, ale to nie jest typowa historia miłości do kogoś, kto wyznaje Islam. Nasrad (mąż naszej głównej bohaterki) okazuje się być zupełnie innym muzłumaninem od tych, których obraz każdy z nas ma w głowie. Mężczyzna ten mimo swojego wyznania bardzo szanuje swoją żonę, troszczy się o nią i do niczego nie zmusza, a Maria jest w stanie lecieć z nim nawet do takiego piekła jakim jest Afganistan. Nasrad robi wszystko, żeby ułatwić żonie życie w jego ojczyźnie, co nie jest takie proste ze względu na warunki jakie panują w tym kraju.

Burka miłości to niezwykła opowieść o wielkim uczuciu, które popycha do mało racjonalnych decyzji i działań. Sama często zastanawiałam się jak ta kobieta może być tak naiwna i nieodpowiedzialna. Jednak tak sobie teraz myślę, że nie mam prawa osądzać Marii, bo nie wiem jak sama bym postąpiła. W końcu miłość to dziwne uczucie, które rządzi się swoimi prawami. To czego dokonała główna bohaterka jest nie tylko wyrazem wielkiej miłości, ale także odwagi i determinacji w walce o swoją przyszłość i miłość. 

Najbardziej wstrząsnęło mną to, że w naszych czasach wciąż jeszcze są miejsca, w których nie tylko nie pamięta się o podstawowych prawach kobiet, ale także o prawach człowieka. Takie książki jak ta zawsze mi o tym przypominają i sprawiają, że bardziej doceniam to co mam - chociażby to, że jestem jednostką samodowodzącą, która nie zostanie zamordowana tylko za to, że odkryła kawałek ciała, czyta książkę, albo ośmieliła się sama wyjść na ulice. W Burce miłości oprócz historii Marii i Nasrada znajdziemy też kilka faktów o realiach panujących w Afganistanie, o sytuacji jego obywateli, a w szczególności kobiet i dzieci...

Jeżeli zastanawiacie się czy sięgnąć po powyższą powieść to mogę Wam powiedzieć tylko tyle, że to nie jest sztampowa opowieść podobna do wszystkich innych, które czytaliście. Ta historia sprawia, że wciąż mam nadzieję na to, że nie wszyscy wyznawcy Islamu są tacy źli jak ich malują, co nie znaczy, że wyzbyłam się uprzedzeń. Jednak po tej powieści i po trzymiesięcznym pobycie w mieście, w którym codziennie mijałam wyznawców Allaha, Islam nie jest już taki obcy i wrogi. Dla mnie ma on twarz muzłumanki, z którą jechałam kiedyś metrem i która podobnie jak ja prawdopodobnie wracała do domu po męczącym dniu - obie uśmiechałyśmy się do siebie ze zrozumieniem i życzliwością...

niedziela, 6 października 2013

Wyniki konkursu:)

Witajcie,
nie wiem czemu nie przypominacie mi o wynikach konkursu, w którym były do wygrania poniższe książki: 

Było dość mało zgłoszeń, ale to nie oznaczało, że wybór był łatwy. Wręcz przeciwnie;]. 
Jednak ostatecznie zdecydowałam, że nowym właścicielem powyższych powieści jest Paweł Rz. 
Osobiście gratuluję - myślę, że co do wysyłki dogadamy się mailowo;)) 

piątek, 4 października 2013

/Dbaj o siebie/

Witajcie,
dzisiaj chciałabym podjąć temat, który jest bardzo ważny dla każdej kobiety, a mianowicie regularne wizyty u ginekologa i profilaktyczne badanie się. 

Jeżeli dobrze pamiętam to pierwsza wizyta u ginekologa (w przypadku dziewczynek/kobiet) powinna mieć miejsce niebawem po pojawieniu się pierwszej miesiączki, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Jednakże dorosła kobieta powinna badać się co jakiś czas - chociażby raz do roku robiąc niezbędne badania (w moim przypadku jest to cytologia). 

Ja nie zostałam zatargana przez mamę do odpowiedniego lekarza, więc moja pierwsza wizyta była w momencie, w którym sama zdecydowałam się na taką wizytę. Niestety była ona dość późno, bo kilka miesięcy temu. To nie było łatwe, ale dałam radę - najgorzej było z przełamaniem się i nie spierdzieleniem zaraz sprzed lekarskiego gabinetu. 

1. Motywacja

Jak wiecie (a może i nie) jestem kobietą przed trzydziestką, która przebadała się dopiero niedawno. Jednak już od jakiegoś czasu planowałam taką wizytę, ale zawsze znalazł się jakiś powód, żeby się nie umówić. A to właśnie wyjeżdżałam, albo to nie był ten czas, albo coś tam innego...jednak najzwyczajniej w świecie się bałam. 
Jednakże w końcu stwierdziłam, że kiedy jak nie teraz? W końcu jestem młoda, mam partnera i za jakiś czas planuję zajść w ciążę. Zatem stwierdziłam, że muszę się zbadać - jeżeli nie dla siebie, to dlatego, że mam dla kogo być zdrowa i o zdrowie dbać:)

Poza tym mam dość długie i intensywne okresy, więc chciałam to sobie uregulować. Zatem od wczoraj jestem na tabletkach i mam nadzieję, że mi pomogą;)

2. Obiekcje:

  • no, ale przecież dobrze się czuję, więc po co będę szła do lekarza?
Chociażby profilaktycznie. Pewne choroby rozwijają się z czasem i możemy ich uniknąć lub wcześnie je zwalczyć właśnie dzięki profilaktyce. Ja teraz będę sobie regularnie robić cytologię; a moja mama już od dawna sobie robi podstawowe badania - razem ze swoimi koleżankami mają swojego lekarza u którego meldują się raz na rok i który wysyła ja na wszystkie niezbędne badania. Kiedy są objawy może być już za późno. 

Poza tym u kobiet są często spotykane infekcje okolic intymnych, a posiadanie swojego sprawdzonego lekarza znacznie przyspiesza ich leczenie;). Ja kiedy poszłam po wyniki cytologii właśnie wyszła mi infekcja, mimo to, że sama cytologia nic nie wykazała.
  • wstydzę się;
Ja do badania ginekologicznego podeszłam jak do...badania lekarskiego;]. Banalne ale prawdziwe. 
Fakt, że trzęsłam się jak nie powiem co przed pierwszą wizytą, ale wiedziałam, że robię to przede wszystkim dla siebie. Bałam się, że będę miała problem z rozebraniem się przed lekarzem, ale poszło łatwiej niż myślałam. Tuż przed pomyślałam sobie, że jak teraz zdezerteruje mogę się więcej nie zdecydować na badanie;/

  • jestem za stara na pierwszą wizytę i pójdę do ginekologa jak będę już w ciąży, albo jak będzie się coś działo;
Ja sama przed pierwszą wizytą bałam się tego, że lekarz zjedzie mnie i to porządnie, że tak długo zwlekałam z pierwszą wizytą. jednak tak się nie stało. Pan doktor bardzo profesjonalnie podszedł do swoich obowiązków, dzięki czemu nie stresowałam się aż tak bardzo;). 

3. Wybór lekarza

Ja przed wyborem lekarza zrobiłam dokładny wywiad wśród wszelkich znanych mi kobiet o tym do którego się wybrać. Poza kompetencją dla mnie bardzo ważne było podejście do pacjenta - a właściwie pacjentki. W moim mieście jest kilku bardzo dobrych specjalistów w tej dziedzinie, ale niestety wielu z nich ma dość nietuzinkowe sposoby kontaktu ze swoimi klientkami, co nie wszystkim może odpowiadać. 
W końcu wybrałam konkretnego lekarza i się do niego umówiłam;). Poza kompetencją mój ginekolog posiada takie cechy jak: 
  • wyczucie - jest bardzo delikatny i o wszystko się pyta zanim ja zacznę się zastanawiać nad tym o co zapytać;
  • kultura osobista - nie dość, że zawsze jak miałam wizytę był przed czasem, to jeszcze jak wchodził do gabinetu witał się z pacjentkami;
  • ma dobrą opinię wśród pacjentek, więc to dużo robi i już wiem dlaczego;]
4. Jak się przygotować do pierwszej wizyty?

  • w dzień wizyty postarałam się, żeby moja organizacja dnia pozwoliła mi na wzięcie prysznica;
  • golenie się w wiadomym miejscu jest kwestią sporną, więc tutaj decyzja należy właściwie do Was;);
  • można iść na wizytę z mamą, przyjaciółką lub partnerem - niektórym w takim towarzystwie lepiej znieść wizytę u ginekologa (ja akurat byłam sama);
  • generalnie bardzo potrzebne jest wsparcie przed pierwszą wizytą - szczególnie jeżeli mamy do czynienia z młodą osobą. Tu takie wsparcie jest potrzebne od wyboru odpowiedniego lekarza po towarzyszenie przynajmniej przy pierwszej wizycie. Ja byłam sama i jakby ktoś ze mną był to być może mniej bym się stresowała. 
Mam nadzieję, że to co napisałam wyżej przyda się którejś z Was. Ja na pewno będę chciała przekonać do takiej wizyty te kobiety z mojego otoczenia, które są mi bliskie, a które jeszcze nie dotarły do odpowiedniego specjalisty;). Nie chcę, żeby moja przyjaciółka np. umarła na raka, albo coś;)

czwartek, 3 października 2013

Joanna Laboratorium Kosmetyczne - zbiorcza recenzja kilku kosmetyków

Ci z Was, którzy śledzą mnie na Facebooku mogą pamiętać, że jakiś czas temu dostało się w moje ręce kilka produktów z Joanny, co mnie bardzo cieszy, bo dzięki temu mogłam się przyjrzeć kilku kosmetykom z tej firmy. Przyznam się z ręką na sercu, że do tej pory jakoś tak omijałam produkty z tej firmy, chociaż właściwie nie wiem dlaczego...

Dziś chciałabym pokrótce napisać wam kilka słów o paru produktach, które zostały przytargane przez listonosza;). 

1. Joanna, body Naturia, wygładzający peeling myjący z kawą.
Z tego co wyczytałam na opakowaniu powyższy produkt ma za zadanie wygładzić i odświeżyć nasze ciało, a specjalnie dobrana receptura zawiera nawilżający ekstrakt z kawy oraz drobinki ścierające, które usuwają zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka. 

Przyznam się bez bicia, że to nie była miłość od pierwszego niuchu, bo zapach wydawał mi  się jakiś taki chemiczny, ale stwierdziłam, że skoro go już mam to wypada ten kosmetyk poużywać, żeby wyrobić sobie o nim bardziej konkretne zdanie. I teraz mimo to, że nadal to nie jest "mój" zapach dużo lepiej używa mi się tego kosmetyku. Na plus działa fakt, że jest to delikatny produkt, który nie jest masakrycznym zdzieraczem do skóry, co mnie bardzo cieszy, chociażby z tego względu, że mam wrażliwą skórę. Poza tym szukałam pieniącego się peelingu do ciała, a ten się pieni dostatecznie dobrze. Generalnie nie mogę mu nic zarzucić i myślę, że jak mi się skończy to sięgnę po inny zapach o ile mojej uwagi nie przyciągnie coś nowego;).

Aha - no i jeszcze peelingu do ciała używam tak max. 2 razy w tygodniu;].  

Dla zainteresowanych skład:


2. Joanna, body Naturia żel pod prysznic o zapachu mango i papai,


To jest coś co używam znacznie częściej był właśnie żel pod prysznic. Producent podaje, że ekstrakty z mango i papai mają działać nawilżająco jednakże ja odniosłam wrażenie, że ten produkt wysusza mi skórę. Jednak w przypadku żeli pod prysznic jestem w stanie to wybaczyć kosmetykom, bo w sumie od nawilżania mam balsamy i masła;). 
O tego typu kosmetykach nie można powiedzieć zbyt wiele - ten myje, pieni się i pachnie jak landrynki, które jadłam w dzieciństwie;). Poza tym ten żel nie uczulił i nie podrażnił, więc co za tym idzie dobrze spełnił swoją rolę. Z racji tego, że jest mały (ma 100 ml) zabierałam go na basen;). Generalnie zabieram go ze sobą wszędzie gdzie jadę i muszę ze sobą zabrać coś do mycia - tak na wszelki wypadek. W sumie nie zajmuje dużo miejsca w kosmetyczce;). 

Jak wyżej dla zainteresowanych skład:

3. Joanna, body Naturia, żel do higieny intymnej z ekstraktem z nagietka lekarskiego,
W tym przypadku dostałam ten kosmetyk w idealnym momencie - własnie leczyłam infekcję (co często się zdarza u kobiet). A powyższy żel do intymnych okolic ma mieć działanie łagodzące i przeciwzapalne oraz wspomagać naturalny proces regeneracji naskórka. Dodatkowo ten produkt ma pomóc utrzymać właściwy odczyn pH oraz zmniejszyć ryzyko wystąpienia infekcji. 

Wiem, że infekcji pozbyłam się dzięki lekom, jednakże ten żel na pewno mi nie zaszkodził. Jest dość łagodny i ma bardzo ładny zapach. Generalnie jest ok;).  


Dajcie znać czy używałyście i jak Wam się sprawdza;). 


I jak wcześniej dla zainteresowanych skład:
4. Joanna, body Naturia, szampon i odżywka z z pokrzywą i zieloną herbatą do włosów przetłuszczających się i normalnych  


To już ostatnie kosmetyki, o których chcę Wam opowiedzieć i które na wstępie podbiły moje serce samym zapachem;]. Jak wiecie bardzo lubię wszelakie kosmetyki o zapachu zielonej herbaty, więc  tego zestawu używało mi się tym bardziej przyjemnie. 

Początki z powyższym szamponem i odżywką nie były powalające, bo moje włosy wydawały się po nich szorstkie i nieprzyjemne. Jednak zrobiłam błąd - w obawie przed przeciążeniem włosów spłukiwałam odżywkę. Jednak sytuacja się zmieniła kiedy postanowiłam nałożyć na nie niewielką ilość kosmetyku i jej nie spłukiwać. Od tej zmiany tych dwóch produktów używało mi się całkiem przyjemnie. Może nie powalały na kolana aczkolwiek są to dość dobre produkty w swojej kategorii. 

Do szamponu prawdopodobnie będę wracać, bo dość dobrze oczyszcza, a z odżywką nie wiem jak będzie, bo mimo wszystko chyba wolę coś bardziej odżywiającego włosy, a tu efekty są dobre aczkolwiek mnie nie zadowalają w stopniu jakiego bym oczekiwała.

Skład odżywki:


Skład szamponu:



Reasumując 
Kosmetyki z Joanny, które mam u siebie okazały się być w miarę dobrymi drogeryjnymi produktami. Nie wszystkie spełniły moje oczekiwania, ale taki już jest urok kosmetyków - jedne się sprawdzają i jesteśmy nimi zauroczone, a inne sprawdzają się mniej lub wcale. 

Jednak teraz nie przejdę obok kosmetyków z tej firmy tak obojętnie jak kiedyś. Jednak trochę się do nich przekonałam i na pewno jeszcze nie raz zagoszczą w mojej kosmetyczce;). 

Mam nadzieję, że wszystko jest dla Was w miarę zrozumiałe i czytelne;] Dajcie znać czy taka nieco bardziej rozbudowana wersja notek Wam odpowiada i niezależnie od odpowiedzi to dajcie znać co konkretnie Wam pasuje, albo nie. 

A jeżeli chcecie bliżej zapoznać się z kosmetykami Joanny zapraszam to możecie zajrzeć:
1. Na ich FP: 
https://www.facebook.com/LaboratoriumKosmetyczneJoanna?fref=ts
2. Na ich stronę: 
http://www.joanna.pl/

wtorek, 1 października 2013

Rick Reed "Wściekły" - moja opinia

Wściekły autorstwa Rick'a Reed'a to kolejna powieść z serii Zabójcza Seria, którą miałam okazję przeczytać. Jak już się domyślacie polubiłam tą serię na tyle, że bez wahania sięgam po każdą kolejną proponowaną książkę z tej kolekcji. 

Wściekły to tak jak poprzednie powieści z serii książka dotycząca seryjnego mordercy. W tym przypadku śmierć każdej kolejnej ofiary oddala detektywa Jacka Murphy'ego od końca śledztwa. Jaki jest cel mordercy i czemu ma służyć każde kolejne bestialskie zabójstwo? Jaki jest modus operandi zabójcy? Na te pytania będą musieli sobie odpowiedzieć osoby prowadzące śledztwo i chociaż odpowiedź jest niebezpiecznie blisko to jest ona trudniejsza niż można przypuszczać. 

Historia wykreowana przez Rick'a Reed'a towarzyszyła mi przez ostatnich kilka dni. Dla mnie była dość banalna - policjanci, którzy nie mogą dojść ze sobą do porozumienia i nie zauważają pewnych oczywistości i morderca, który nie zostawia przydatnych dla detektywów śladów mimo coraz bardziej chaotycznego działania...coś mi tu nie grało, chociaż może mi nie pasowało tylko dlatego, że cała historia nie wymagała ode mnie zbytniego wysiłku intelektualnego? Nie mam pojęcia. Jednakże mimo tych minusów modus operandi mordercy był dość ciekawy, co sprawiało, że chętnie wracałam do książki, żeby zobaczyć jaki będzie kolejny krok zabójcy. Dodatkowo w tle całej historii pokazał, że mimo tego, że wokół rozgrywa się tragedia, koło intryg i wyścigu szczurów toczy się dalej, co jeszcze bardziej dodawało smaczku. Poza tym Reed pokazuje również, że życie prywatne policjantów usłane jest cierniami poświęceń, na które każdy z nich decyduje się wraz z wyborem tegoż zawodu. To właśnie wielowątkowość stała się kolejną siłą, która przyciągała mnie do tejże powieści. Dzięki temu brak napięcia niezbędnego w tym rodzaju książkach i inne minusy nie były tak dotkliwe. 

Podsumowując Wściekły nie jest dla mnie zbyt ambitną powieścią, jednak przyjemnie spędziłam z nią czas i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. Na pewno jeżeli jeszcze coś ukarze się w Zabójczej serii to ja bez wahania po to sięgnę:)

A Wy znacie już tą pozycję?

Etykiety

"Gra o tron" (10) [przygotuj się na wielkie wyjście] (2) 30dniwege (4) 52 książki (214) 52 książki 2016 (39) 52 książki 2017 (1) 52potrawy 2015 (7) AA (2) agroturystyka (1) akcja (1) akcja Nakrętka (1) akcje (2) akcje czytelnicze (1) akcje kulturowe (1) Allverne (1) Allverne Nature's Essences (1) Anew (3) Anew Revitalist (2) Anne Bronte (1) antykoncepcja (1) Aromatella (1) aromaterapia (17) asertywność (1) audiobooki (6) Aussie (3) autobiografia/biografia (2) Avon (37) B.app (4) babeczki (2) Baikal Herbals (1) bajki (1) bajki dla dzieci i dorosłych (1) Bakalland (1) Balneokosmetyki (1) balsam do rąk (1) balsam do włosów (2) Bandi (1) BarryM (3) Barwa (2) Barwy Harmonii (1) Basilur (1) baśnie (1) Batiste (1) batony (1) bądź offline (1) BeBeuty (1) BeGlossy (5) Belgia (18) belgijskie przysmaki (4) belgijskie słodycze (5) belgijskie smakołyki (3) Bell (4) beutybox (3) Bielenda (3) BingoSpa (11) biografie (1) Biosilk (4) Biovax (6) biżuteria (1) błyszczyki (2) Bomb Cosmetics (3) Boże Narodzenie (3) brow bar (1) Bruksela (15) buble (6) buble kosmetyczne (8) buble książkowe (2) buty (1) Buziak Style (1) C.R. Zafon (3) Calvin Klein (1) Carmex (2) Cettua (1) Charlotta Link (1) Charlotte Bronte (1) chcę mieć (2) Chiny (1) chleby (1) Chocolissimo (2) choinka (1) chwile ulotne (3) ciasta (5) ciekawe pomoce naukowe (1) ciekawostki (1) cienie (4) cienie do powiek (5) cienie w kamieniu (2) cienie w kremie (1) ciocią być (1) codzienno (1) codzienność (91) codzienność psychologia społeczna (1) Combos (1) coś dobrego (9) coś na długie wieczory (3) coś słodkiego (7) couching (2) Crispy Waffles (1) cukinia (1) cykl o wolontariacie (7) czarna komedia (3) czas wolny (56) czekolada (8) czekolada do picia (4) czerwiec (1) czytanie (15) czytelnicze podsumowania (19) czytnik e-booków (1) Debby (1) Decubal (1) Decunal basic (1) demakijaż (6) depilacja (3) Dermacos (1) deser (6) deser na ciepłe dni (1) dipy (1) dla dorosłych (1) dla dzieci (10) do książki;) (1) dobre bo polskie (2) dobrostan zwierząt (1) dodatki (1) dodatki do domu (2) dodatki do potraw (1) domowa piekarnia (1) domowe Spa (3) domowe sposoby na przeziębienie/chorobę (2) Dove (2) Dr Konopka's (4) Dr. Konopka's (1) dramat (2) dynia (3) dysgrafia (1) Dziady (1) dzieciństwo (2) dziecko (1) Dzień Ojca (3) e-book (9) E. A. Poe (1) E.L.F (3) eliksir do włosów (2) Elisabeth Arden (4) Elseve (1) emulsja po opalaniu (1) Enilome Hertly Beuty (1) Eric - Emmanuel Schmitt (7) erotyka (2) Etja (1) etyka (3) etyka a to co jemy (1) Eveline (25) Evree (2) Fa (2) fantastyka (12) Farmona (3) feminizm (1) Feniks (1) Festiwal Conrada (1) festiwale (3) filiżanki (1) film (2) film azjatycki (1) filmowe podsumowania (6) filmowy weekend (2) fiszki (2) Floslek (15) FM (4) FM Group (3) Garnier (7) garść linków (10) Gliss Kur (3) Golden Rose (1) gotowanie (2) Green Pharmacy (12) Gregory Funaro (1) grupa literacka (1) gry planszowe (1) Grycan (2) Halloween (1) handel ludźmi (2) haul (4) Head&Shoulders (1) Hean (5) herbaty (1) higiena osobista (2) Himalaya Herbals (1) Holika Holika (1) home decor (2) homoseksualizm (2) hormony (1) horror (2) impreza (3) Inglot (1) inicjatywy kulturalne i społeczne (4) inspiracja (5) inspiracje (9) inspiracje dla nauczycieli (1) inspiracje dla rodziców (1) inspiracje na prezenty (1) inspirujący ludzie (2) Isana (1) ITS SKIN (2) Iwostin (4) ja w kuchni;] (3) jak radzić sobie ze stresem (5) jak sobie radzić ze stresem (2) jak zacząć nowe życie? (1) James Dashner (1) Jarosław Wasik (2) jedz jabłka (2) jedzenie (2) jesienna pielęgnacja (4) jesień (5) Joanna (1) kakao (2) kalendarium (1) Kallos (2) Kamil Janicki (1) kartka z kalendarza (52) kartka z kalendarza. (1) kawa (1) Kącik czytelniczy (1) kącik kulinarny (21) kącik samouka (1) Kindle (1) kino (1) klasyka (5) klasyka którą warto znać (3) kobieta w kulturze (2) koktajle (1) Kolastyna (2) kolorówka (6) kominek (2) koncerty (1) konkurs (1) konkursy (4) kontrowersyjne (1) konturowanie twarzy (1) korektor do brwi (1) korektory rozświetlające (1) kosmetyki (17) kosmetyki dla mężczyzn (3) kosmetyki dla wegan i wegetarian (1) kosmetyki do golenia (2) kosmetyki do kąpieli (2) kosmetyki do makijażu (14) kosmetyki do twarzy (5) kosmetyki do ust (2) kosmetyki do włosów (1) kosmetyki kolorowe (14) kosmetyki koreańskie (6) kosmetyki organiczne (1) kosmetyki po goleniu (1) kosmetyki rosyjskie (2) kosmetyki używane na wyjeździe (4) kosmetyki wegańskie (2) Kraków (1) krążki chlebowe (1) krem d rąk (1) krem do ciała (1) krem do opalania (1) krem do rąk (3) krem do twarzy (6) krem na dzień (2) krem o twarzy (1) krem pod oczy (2) kremy bb (1) Kringle Candle (6) Kroniki wampirów (1) kryminalistyka (1) kryminał (16) kryminały (2) kryminologia (2) książka dla smakoszy (1) książka na lato (2) książka na wakacje (1) książki (34) książki dla dzieci (16) książki dla młodzieży (8) książki edukacyjne (1) książki historyczne (4) książki kreatywne (1) książki kucharskie (2) książki motywacyjne (1) książki na jesień (1) książki na zimę (1) książki o których nie zapomnisz (1) książki polskich autorów godne polecenia (1) kuchenne inspiracje (2) kuchnia (1) kuchnia dla studentów (1) kuchnia dla studentów. (1) kuchnia dla zabieganych (2) kuchnia polska (1) kuchnia włoska (1) kultura (10) kultura polska (13) kupuj lokalnie (1) kuracja do włosów (1) L'biotica (2) L'Oreal (2) lakiery do paznokci (5) lampki (1) lato (1) Libster Blog Awards (1) Lioele (1) Lipton (1) Lirene (3) lista życzeń (2) literatura (12) literatura amerykańska (6) literatura erotyczna (4) literatura faktu (8) literatura francuska (3) literatura grozy (2) literatura historyczna (7) literatura hiszpańska (3) literatura izraelska (1) literatura japońska (1) literatura klasyczna (2) literatura kobieca (5) literatura koreańska (3) literatura młodzieżowa (17) literatura niemiecka (1) literatura obyczajowa (1) literatura piękna (10) literatura polska (38) literatura portugalska (1) literatura skandynawska (8) literatura światowa (18) literatura wojenna (3) literatura współczesna (73) literatura współczesna. (2) literatura współeczesna. (2) literatura XIX w. (17) Livioon (3) Loesje (1) Lotus (1) Lovley (1) Luxury Paris (9) łatwe przepisy (22) Łazienki Królewskie (1) Łuk Tryumfalny (1) Make - Up Trendy (1) make-up (3) Makeup Revolution (2) makijaż (8) maluszek (1) manga (1) Marek Grechuta (2) maseczki do twarzy (10) maska do włosów (8) masła do ciała (6) materiały do nauki języka niemieckiego (2) materiały do nauki matematyki (1) materiały do zajęć z dziećmi (1) MaxFactor (3) Maybelline (3) metoda nauki języka obcego (1) męskim okiem (3) mgiełka do ciała (2) mgiełki do ciała (1) Michał Bajor (6) miejsca relaksacyjne (1) miesiąc w zdjęciach (10) mieszanki bakaliowe (1) Międzynarodowy Festiwal Kryminału (1) migawki z życia (3) Miodowy Kłos (1) mleczko do ciała (2) mleko roślinne (1) młodzieżowa (1) moda (1) Models Own (1) moim zdaniem (1) moja dziupla (1) moje ulubione książki (42) motywacyjnie (1) Mount Blanc (1) możesz pomóc (1) Muza (1) muzyka (12) muzyka która mnie relaksuje (8) muzyka niszowa (4) na faktach (2) na obiad (3) na śniadanie (3) Nabla (1) nadzieja (1) nagrody (1) Natura Syberica (1) nauka języka angielskiego (2) nauka języka niemieckiego (2) nauka języka obcego (3) niania (5) nie polecam (1) nie samą książką człowiek żyje (1) niecodzienność (21) Nike (1) Nivea (10) No36 (1) NoniCare (1) nostalgicznie (1) notki o słodyczach (1) notki pomocowe (2) nowoczesne formy książek (2) nowości (6) nowości kosmetyczne (1) nowości na które czekam (1) nowy etap (3) o filmach (1) o Islamie (2) o jedzeniu (1) o Kościele (1) obejrzane spektakle (1) ocalić od zapomnienia (1) ochrona przeciwsłoneczna (1) oczyszczanie twarzy (4) odżywki do paznokci (5) odżywki do włosów (6) Oeparol (1) ogłoszenia parafialne (10) okołodziecięce (5) olej arganowy (1) olej kokosowy (2) olej migdałowy (1) olej pielęgnacyjny (1) olejek do ciała (2) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (9) olejek łopianowy (6) olejek macadamia (1) olejki do twarzy (2) olejki zapachowe (4) olejowanie włosów (1) Olga Rudnicka (4) One Lovely Blog Award (1) opieka nad dzieckiem (1) oponki (1) Organic Shop (2) Organic Therapy (2) Organique (1) Oriflame (5) Oriflame. (1) Oscar Wilde (1) ozdoby świąteczne (1) Pachnąca Szafa (2) paczka:) (1) Paese (1) paletki cieni (1) paletki ze Sleeka (3) palety cieni (1) Palmers (1) Palmolive (2) Pantene (3) Pantene Pro - V (1) Pantne (1) pasja (14) pasja. (1) pasty do kanapek (1) paznokcie (3) pedagogika (3) peeling do ciała (4) peeling do skóry głowy (1) peeling do twarzy (5) perełki muzyczne i taneczne (2) Perfecta (1) Pharmaceris (3) pianka do golenia (1) pieczenie (2) pielęgnacja (5) pielęgnacja ciała (36) pielęgnacja dłoni (9) pielęgnacja paznokci (1) pielęgnacja pędzli (1) pielęgnacja rąk (6) pielęgnacja skóry wokół oczu (1) pielęgnacja specjalna (34) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja szyi i dekoltu (1) pielęgnacja twarzy (82) pielęgnacja ust (3) pielęgnacja włosów (42) pielęgnacja zimowa (5) piosenka artystyczna (1) Plaisirs Nature (Yves Rocher) (1) Planet Spa (2) plany (2) plany czytelnicze (1) plastry do twarzy (2) plastry na niedoskonałości (1) plastry na nos (2) Playboy (1) płyn micelarny (2) pochód książek męczących (1) początek (1) początki:) (3) podaj dalej (1) podkład (4) podkład do twarzy (1) podkłady (2) podróże małe i duże (8) podsumowania (7) podsumowania czytelnicze (1) podsumowania miesiąca (8) podsumowanie miesiąca (18) podsumowanie roku (1) Poetycka Dolina (1) poezja (3) poezja śpiewana (2) pokonaj stres (3) polecane książki na jesień i zimę (1) Polska (2) połącz kropki (1) pomadki do ust (2) pomaganie (4) popularnonaukowe (1) poradniki (4) poranna pielęgnacja (2) powieść wiktoriańska (1) powieść współczesna (2) praca (3) Pretty (2) prezent na Dzień Matki (1) prezenty (1) prezenty dla mamy (1) prezenty dla siostry (1) prezenty dla taty (2) projekt denko (4) projekt ślub (3) promocje (1) proste przepisy (13) prosto z natury (1) przegląd miesiąca w zdjęciach (5) przekąski (4) przekąski do pracy lub szkoły (1) przekąski na podróż (1) przemysłowa hodowla zwierząt (2) przemyśl to! (2) przemyślenia (6) przepis na wieczór (1) przepisy (30) Przepisy Babci Agafii (1) przepisy inspirowane "Grą o tron" (1) przepisy inspirowane książkami (1) przygotowania do ślubu (1) przyjemność (2) przysmaki (1) przystawki (1) psychologia (8) publikacje naukowe (1) R. P. Evans (3) Radical (1) recenzja filmu (1) recenzja kosmetyków (5) recenzja książek (5) recenzje filmów (3) recenzje filmów. Jonny Deep (1) recenzje gadżetów (1) recenzje gościnne (1) recenzje kosmetykow (1) recenzje kosmetyków (145) recenzje kosmetyków. (1) recenzje książek (279) recenzje książki (3) recenzje mangi/komiksów (3) recenzje olejków zapachowych (1) recenzje płyt (4) recenzje seriali (2) recenzje świeczek/wosków zapachowych (13) refleksyjnie (1) Regenerum (1) Regent House (2) relaks (7) relax (3) reportaże (3) Resibo (4) Revlon (2) Rimmel (2) Rival de Loop (2) rodzina (1) romans (3) romans historyczny (4) rosyjskie kosmetyki (2) rozdanie (1) rozwój zawodowy (2) ruch (1) Rzeszów (1) s-f (1) sala weselna (1) sałatka (2) samorozwój (2) Sandomierz (1) Sarah - Kate Lynch (1) Scottish Fine Soaps Company (1) Scrummy (1) sentymentalnie (8) seriale (1) serum do paznokci (1) serum do rzęs (2) serum do twarzy (3) serum do włosów (1) seryjni mordercy (2) Sesa (2) ShinyBox (2) silent disco (1) Skin Love (1) Skin79 (6) Sleek (6) słodycze (7) słodycze świata (2) słodycze wegańskie (1) słone przekąski (1) smaki (1) smaki dzieciństwa (3) snuff moves (1) Soap & Glory (3) Soap&Glory (2) sosy (1) spacerniak kulturowy (6) specjalna pielęgnacja (2) sport (1) sposób na... (3) spotkania blogerek (1) spotkania promujące książki (1) spotkanie blogerek (1) stalking (2) Stalowa Wola (4) Stalowi Czytacze (2) stalowowolskie spotkanie blogerów (1) Stara Mydlarnia (4) Stephen King (4) stosik (45) stosik biblioteczny (4) styl życia (11) Sylveco (3) szaliki (1) szampon do pędzli (1) szampony (4) Szlachetna Paczka (5) szminki (2) szukanie pracy (1) szybie przekąski (1) szybkie przepisy (18) ślub (1) ślub konkordatowy (1) Świat Książki (1) światełka (1) świeczki/woski zapachowe (23) Święta (6) święta. (1) tagi (9) tania kuchnia (1) targi książki (1) tarta (1) tbr (3) teatr (3) Teekane (1) tematy społeczne (1) terapia sztuką (2) terroryzm (1) Tess Gerritsen (3) The Balm (2) thriller/sensacja/kryminał (33) Tisane (2) tłusty czwartek (2) Tołpa (2) toniki do twarzy (1) tradycja (4) tradycja polska (4) trening antystresowy (1) trudne sprawy (1) trudności z pisaniem i nauką pisania (1) tusze do rzęs (1) tydzień w zdjęciach (24) Uczta Lodu i Ognia (1) ulga po opalaniu (1) Ultra Doux (2) ulubieńcy kosmetyczni (9) ulubieńcy miesiąca (8) ulubieńcy niekosmetyczni (6) ulubiona muzyka (2) ulubione (4) ulubione kosmetyki (4) ulubione książki (36) ulubione przekąski (1) ulubione przepisy (3) ulubione słodycze (1) ulubione zapachy (4) Unique (1) Urban Decay (1) Uriage (1) urlop (1) uśmiech (1) uzależnienia. psychologia (1) Vichy (1) Victoria's Secret (2) wakacje (1) walka z wągrami (1) wampiry (5) Warszawa (3) warsztaty (1) warsztaty kreatywnego pisania (1) weekend z książką (8) weganizm (4) wege (14) wegetarianizm (12) wieczorna pielęgnacja (2) Wielkanoc (1) wierzenia (2) wieś (2) wizyta u ginekologa (2) wolontariat (24) wspieraj lokalną gospodarkę (1) wspomnienia (1) współpraca (2) wychowanie dziecka (3) wydarzenia (8) wydawnictwa (1) wyjazd (2) wyniki konkursu (2) wyniki rozdania (1) wyróżnienia (1) wyzwania (2) wzmacnianie włosów (1) wzruszające (1) Yanke Candle (1) Yankee Candle (17) Yasumi (1) Yves Rocher (4) z baśnią w tle (1) zabawy dla dzieci (1) zakupy (3) zakupy kosmetyczne (4) zakupy ubraniowe (1) zamknięte klatki (1) zapachy (18) zapachy dla domu (2) zapachy dla kobiet (12) zapachy dla mężczyzn (2) zapachy na jesień (1) zapachy na lato (5) zapachy na wiosnę (3) zapachy od Avon (5) zapachy od Calvin Klein (1) zapachy uniwersalne (1) zapiski okularnicy (1) zapowiedzi recenzji (1) zapuszczanie włosów (1) zarządzanie stresem (2) zdjęcia (3) zdobycze kosmetyczne (1) zdrowe słodycze (1) zdrowie (5) zdrowie kobiety (7) zestawy kosmetyków (1) Ziaja (6) zimowa pielęgnacja (4) zmiany (2) Zoeva (1) zrozumieć kobietę (3) zrób sobie stop klatkę (2) zupy (2) zupy-krem (2) zwyczaje polskie (2) żel do twarzy (3) żel pod prysznic (2) żele do mycia twarzy (3) żele do mycia/produkty do kąpieli (3) żelki (1) życie (4) życie na emigracji (2) życzenia (8)