piątek, 30 sierpnia 2013

Gregory Funaro, "Palownik" - moja opinia

Kiedy skończyłam czytać Rzeźbiarza autorstwa G. Funaro wiedziałam, że jeżeli ukarze się coś jeszcze jego pióra to na pewno po to sięgnę. Tak też się stało. Kiedy pojawiła się okazja na przeczytanie Palownika bez wahania sięgnęłam po tą powieść. W końcu kryminały z masowymi zabójcami to jedna z tych rzeczy, które kryminolożki lubią najbardziej;). 

~*~

Świat jest pełny tajnych przekazów. Zwykłe słowa tworzą anagramy pełne ukrytych znaczeń,  a wydarzenia są podporządkowane matematycznemu równaniu, natomiast mityczne postacie ożywają, aby prowadzić Palownika do celu. Wróciłem - to przekaz, który zabójca zostawił na ciele ofiary. W dodatku jest to wiadomość zapisana za pomocą babilońskiego pisma klinowego i egipskich hieroglifów  oraz w języku  języku arabskim, aramejskim, hebrajskim i greckim.

Sam Markham w ramach śledztwa będzie musiał się zagłębić w astronomię i starożytne mity - ale czy to wystarczy do tego, żeby złapać mordercę? 

Wald Palownik - tak ochrzciła sprawcę policja i opinia publiczna. W końcu wszelakie tropy wskazują na to, że to właśnie do pierwowzoru najbardziej znanego wampira (nie - nie Edwarda;p) uciekają się śledczy, aby zrozumieć działanie sprawcy. Jednak czy to oby na pewno dobry pomysł? W końcu pozory mogą mylić, a wśród dowodów może się czaić inna legendarna postać. 

Palownik to kryminał, który przyciągał mnie do siebie wzmiankami o astrologii i nawiązań do legendarnych postaci i mimo tego, że nie zmusił mnie do myślenia to skutecznie zaprzątał moje myśli wtedy kiedy było trzeba. Autor powoli odsłania przed nami fakty dotyczące mordercy. Daje nam wszystko po troszeczku, żeby jeszcze bardziej wzmożyć apetyt i rozbudzić ciekawość. Apogeum akcji następuje pod koniec powieści i to właśnie wtedy najciężej jest się od niej oderwać. To właśnie w kluczowych momentach wstrzymywałam oddech i mimo to, że wiedziałam, że pewnie i tak morderca zostanie w jakiś sposób unieszkodliwiony to i tak często łapałam się na tym, że czytam Palownika na wdechu. Może i G. Funaro nie zmuszał mnie do wysiłku intelektualnego, ale sprawił, że czas z jego książką był ciekawym i zajmującym doświadczeniem.  
Mnie osobiście pozostaje nadzieja na to, ze autor ma w planach jeszcze kilka książek i jeszcze nie raz będę mogła sięgnąć po powieść jego autorstwa.

A Wy mieliście już kontakt z autorem i jego Zabójczą serią?

piątek, 23 sierpnia 2013

przedsmak jesieni

Jesień jest w powietrzu wyczuwalna już coraz bardziej, a ja nie mogłam się powstrzymać od wyciągnięcia i umycia moich ulubionych filiżanek: 



Bardzo je lubię za ich pojemność i chyba mam już do nich sentyment, bo mam je już kilka ładnych lat. Pamiętam, że nawet sobie robiłam w nich kawę z ekspresu (jak jeszcze go mieliśmy) jak przygotowywałam się do matury - teraz niestety ekspresu nie posiadam, a kawę taką jak lubię mogę się napić tylko w kawiarni:/, ale mam nadzieję, że kiedyś się dorobię ekspresu i znowu będę mogła cieszyć się ulubioną kawą domowej roboty. 
Poza tym nie mogłam się powstrzymać i kakao już wróciło do łask: 


Nie wiem czemu, ale mam tak, że lubię pić coś dobrego jak robię coś przy blogu. Nawet jak byłam na długim weekendzie  u rodziców filiżanka z kawą, bitą śmietaną i odrobiną czekolady pojawiła się przy moim laptopie: 

Kurczę. 
Osobiście nie mogę się doczekać jesieni, bo ona dodaje uroku każdej filiżance kawy, kako czy gorącej czekoladzie, a czytanie książek też ma inny klimat własnie jesienią...

P.S. I jak coś to nie przewidziało Wam się, bo na talerzyku jest mały młoteczek - z czekolady;]

czwartek, 22 sierpnia 2013

lubię swoją pracę

Lubię swoją pracę.
Zastanawiam się ilu ludzi może napisać powyższe zdanie z będąc całkowicie szczerym...ja mogę, bo póki co lubię swoją pracę. 
Stresuję się w niej każdego dnia, bo powrót do pracy po długim bezrobociu nigdy nie jest łatwy, ale w końcu robię coś co mnie rozwija i mam kontakt z ludźmi. To nic, że w pracy za każdym razem jest kocioł i ciężko się skupić na swoich obowiązkach - bo w końcu robię to co lubię i wykonuję zawód, w którym mogę się realizować.
Dzisiaj miałam kilku nowych wolontariuszy - wielu z nich dowiedziało się o nas z mediów, co oznacza, że jednak lokalne media mają jakiś wpływ na to co się dzieje. Jutro mam do obskoczenia jeszcze dwie redakcje i będzie koniec jeżeli chodzi o moją obecność w  lokalnej prasie i telewizji...zatem koniec lansu - trzeba zacząć normalną pracę.
Ja już mam w planach spotkania i szkolenia dla wolontariuszy oraz to jak rozkręcić to czym się aktualnie zajmuję. 
Koordynowanie każdą organizacją czy instytucją charytatywną lub też zwykłym Klubem Wolontariusza wymaga nie lada kreatywności, przytomności umysłu i odporności na stres... Ludzie, którzy nie mają styczności z tego typu pracą nie zdają sobie sprawy, że osoba, która zajmuję się koordynacją biura wolontariatu musi być nie tylko dobrym menadżerem, ale też musi się wykazać kreatywnością, odpornością na stres, umiejętnością podejmowania decyzji w stresowych sytuacjach, przytomnością umysłu, musi umieć dogadać się z ludźmi oraz posiadać cały szereg innych cech, które rzadko są spotykane u jednego człowieka. Obawiam się, że ja nie mam wszystkich niezbędnych cech, ale mam kilka lat doświadczenia w wolontariacie, więc mam nadzieję, że się wyrobię z czasem. W każdym bądź razie wierzę, że to czego nie umiem to się nauczę i mam nadzieję, że nie mam czego się bać, bo mam tak niszowe zajęcie, że nie ma w mieście dla mnie żadnej konkurencji;] (nie to, że cwaniaczę, ale to jest też opinia innych ludzi;))
Tak więc mam nadzieję,że czeka mnie ciekawy i bardzo rozwijający czas, który zaowocuje bujną karierą zawodową:)
Dziś mówię Wam już dobranoc, bo padam na twarz. Mam nadzieję, że jutro uda mi się napisać coś bardziej składnego...

środa, 21 sierpnia 2013

Nawilżający krem do ciała ze śródziemnomorską oliwką z oliwek z Avonu - kilka słów

Jak widać mam dość płodny dzień, bo to już moja kolejna notka, ale jakoś tak mnie naszło;] Chciałabym Wam napisać kilka słów o nawilżającym kremie do ciała ze śródziemnomorską oliwką z oliwek z serii Planet Spa z firmy Avon

Ja mam tą wersję z nową szatą graficzną, więc prawdopodobnie zmienili też coś w składzie. Produkt pachnie całkiem przyjemnie i ma dość lekką konsystencję - bardziej kremu niż masła do ciała. Jednak bardzo upierdliwą rzeczą w tym kosmetyku jest to, że zawiera w sobie drobinki, które wprawdzie roztapiają się pod wpływem dotyku, ale kiedy nakładałam krem na skórę pod palcami czułam coś na kształt ziarenek piasku zmieszanych z produktem, co nie było przyjemne. Natomiast jeżeli chodzi o nawilżenie, to też nie było jakoś nie wiadomo jak powalające - dla mnie w sam raz na lato, bo na jesień i zimę na pewno nie jest wystarczające (jeszcze w dodatku przy mojej mega suchej skórze). Wiem, ze to nie jest tania seria i wymagam od niej nieco więcej niż minimalnego nawilżenia i nie do końca przyjemnej aplikacji. Dlatego raczej nie wrócę do tego kremu do ciała, bo wolę sobie kupić coś tańszego (np. z Ziai - nie dość, że tanie, to jeszcze polskie), co sprawdzi się u mnie o wiele lepiej niż powyższy produkt. 

Dla mnie nawilżający krem do ciała ze śródziemnomorską oliwką z oliwek z Avonu jest najzwyklejszym przeciętniakiem. - krzywdy mi nie zrobił, ale też jakoś specjalnie nie nawilżył i nie zadbał o moją skórę. Ot takie pospolite smarowidło do ciała! Może ja wydziwiam, albo mam tak wymagającą skórę (albo jedno i drugie;)), że wiele produktów tego typu się u mnie nie sprawdza tak jakbym tego chciała. 

A Wy używałyście? Co myślicie o tym kremie?

kartka z kalendarza

Początek pracy nigdy nie jest łatwy - szczególnie po długim bezrobociu. Po pierwszym dniu zastanawiałam się czy w ogóle dam sobie radę. Obawiałam się, że nie, ale kiedy przyszłam do pracy wczoraj, to było dużo lepiej. Spotkałam znajomych pracowników socjalnych, z którymi współpracowałam jak pracowałam w charakterze asystenta rodziny, a nieprzyjemne kobiety z pokoju złagodził pracownik socjalny, który wrócił z urlopu, a który okazał się być człowiekiem, a nie jędzą;]. 
Coś koło 10 wpadła do nas do pokoju telewizja miejska, bo akurat robili reportaż o Klubie Wolontariusza do wiadomości lokalnych. Kiedy weszła pani redaktor to jak na komendę wszyscy zaczęliśmy sprzątać biurka, bo przecież później będzie, że pracujemy w burdelu;p. No, ale głównie chodziło im o mnie, co przyprawiło mnie o stres;/, a jutro powtórka z rozrywki, bo będziemy mieć kablówkę (czyli konkurencyjną telewizję do tej miejskiej);]. A jeszcze na tym nie koniec - muszę przejść się do gazet, co nastąpi w piątek, bo dzisiaj mam wystarczająco dużo pracy ze swoimi rzeczami, więc nie dam rady. 
Będąc koordynatorem Klubu Wolontariusza muszę nie tylko współpracować z mediami, ale także z pracownikami socjalnymi i wolontariuszami oraz innymi instytucjami oraz organizacjami. Mam już na celowniku przynajmniej dwie, chociaż z tą jedną będę w stanie nawiązać współpracę dopiero po wakacjach. Zatem muszę być teraz bardzo kreatywna, spinać poślady i działać. W tym miesiącu pracuję dwa dni w tygodniu po 8 godzin, a później będą to 2 dni w tygodniu po 4 godziny, więc będę miała nieco mniej pracy biurowej i nie będę musiała aż tak bardzo znosić pań z pokoju które nie pałają do mnie wielką miłością (czego nie da się ukryć), a których i ja jakoś nie darzę sympatią. Cóż...nie muszę lubić się ze wszystkimi. Ja tam chodzę tylko wykonywać swoją robotę i póki nikt nie utrudnia sobie nawzajem pracy jest dobrze. Gorzej by było jakbyśmy sobie skakały do oczu, ale najwidoczniej za drzwiami czai się zimna wojna;)...chociaż kto wie - może akurat się polubimy?

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Ch. Dickens, "Wielkie nadzieje" - kilka słów o książce

Dziś przyszedł czas na recenzję książki:)
W końcu!:)
Mam nadzieję, że Ci, którzy czekali na taką notkę mi to wybaczą...niestety zawirowania życiowe i rozpoczęcie nowej pracy zrobiły swoje i skurczyły mój czas na czytanie książek do minimum, które nie zawsze umiem wytrząsnąć ze swojego dnia.

Ale do rzeczy!

Dzisiaj chciałabym Wam nieco opowiedzieć o Wielkich nadziejach autorstwa Charlesa Dickensa

Pip sierota, który wychowuje się z siostrą i jej mężem kowalem, zostaje zatrudniony do zabawiania ekscentrycznej panny Havisham oraz jej ślicznej podopiecznej Estelli. Tam poznaje zupełnie inne życie niż w kuźni. Po latach oraz trudach pracy w charakterze kowala, Pip nieoczekiwanie dostaje propozycje zagospodarowania sporej sumy pieniędzy, pod warunkiem, że wyjedzie do Londynu i wykształci się na dżentelmena. Zakochany w Estelli, będzie musiał sobie radzić w wielkim świecie zdobywając przyjaciół i wrogów, aż w końcu okaże się kto jest jego dobroczyńcą...

Jak być może pamiętacie chętnie sięgam po powieści XIXwiecznych autorów (no może nie po wszystkie, ale po większość z nich;)). Dlatego, w momencie, w którym pojawiła się możliwość sięgnięcia po Wielkie nadzieje nie mogłam oprzeć się pokusie. Tak jak inne e-booki i ta powieść czekała w kolejce i w końcu nadszedł jej czas.

Wielkie nadzieje Charlesa Dickensa to powieść obyczajowo - społeczna, która przedstawia nam dość złożoną historię o ludziach oraz o tym, że fortuna nie zawsze jest dla nich szczęśliwa - czasem oni sami mają wpływ na swoje powodzenie lub jego brak, a czasem pewne zwroty akcji w życiu bohaterów Dickensa przychodzą zupełnie nieoczekiwanie. 
Akcja powieści jest skoncentrowana wokół Pipa, jego marzeń i ludzi, których spotyka. Młody chłopak tak na prawdę pozostawiony sam sobie w dzieciństwie, kiedy dostał szansę na lepsze życie musi radzić sobie tak jak umie. To powoduje, że nie do końca umie sobie poradzić w nowej sytuacji. Dickens przedstawił nam złożoność ludzkich losów, a wiele postaci można długo i szczegółowo analizować, ale nie taka jest moja rola (z resztą bałabym się podjąć tego zadania,bo najzwyczajniej w świecie brak mi wiedzy i umiejętności, żeby to zrobić w odpowiedni sposób). To jak sobie radził Pip i czy udało mu się zdobyć serce ukochanej będziecie musieli sprawdzić sami, tak samo jak będziecie się musieli sami zobaczyć jak sobie radził sobie po zmianach w swoim życiu...

Wielkie nadzieje to dobra klasyczna i wiktoriańska powieść, którą polubiłam za ponurą atmosferę i tajemniczość - co z resztą urzekło mnie również w innych powieściach wiktoriańskich. Dickens stopniowo odkrywa przed nami tajemnice i historię bohaterów, co dodaje smaku całej opowieści. Dlatego też jeżeli lubicie powieści XIXwieczne, polecam Wam i tą książkę, a już szczególnie w momencie, kiedy macie w planach obejrzenie filmu na podstawie Wielkich nadziei...

sobota, 17 sierpnia 2013

Krem do twarzy oraz krem pod oczy z Flosleku z serii arnikowej - moja opinia

Zanim pojawi się jakaś recenzja książki (która mam nadzieję już jutro) postanowiłam Wam napisać kilka słów o tym jakich kosmetyków do pielęgnacji używam na dzień. 

Jak wiecie jakiś czas temu zaczęłam wprowadzać zmiany w swojej pielęgnacji, bo wcześniej nie brałam pod uwagę moich problemów z naczynkami i niestety byłam wobec swojej skóry zbyt brutalna. O łagodniejszym żelu do twarzy i peelingu do twarzy pisałam już Wam w notce Żel do twarzy i peeling do twarzy z Flosleku - moja opinia. Jak nie pamiętacie lub nie widzieliście jeszcze to możecie sobie zajrzeć;). 

Oprócz łagodnego mycia wprowadziłam też pielęgnację, która miała na celu wzmocnić naczynka i nawilżyć moją suchą skórę. 

1. Floslek Pharma, nawilżający krem arnikowy, spf 15:

Floslek Pharma, nawilżający krem arnikowy, spf 15
Mój wybór padł na krem arnikowy, ponieważ ma on wzmacniać naczynka oraz pielęgnować i nawilżać płytko unaczynioną skórę. Ten produkt ma też chronić barierę lipidową naskórka i łagodzić podrażnienia. W efekcie skóra ma być nawilżona, bez podrażnień i zaczerwienień.

Jak to było z tym kremem u mnie?

Otóż w lato ten krem u mnie sprawdzał się bardzo dobrze. Odpowiednio nawilża i nie podrażnia. Dodatkowo mam wrażenie, że moje zaczerwienienia spowodowane rodzajem skóry nieco złagodniały:), zatem to jest jak najbardziej na plus. Poza tym szybko się wchłania dzięki czemu jest dobry pod makijaż, a w upalne dni nie mamy poczucia, że coś nam spływa po twarzy. Jednak obawiam się, że na zaawansowaną jesień i zimę ten krem w moim przypadku się nie sprawdzi, bo wtedy potrafię się sypać i potrzebuję na prawdę mocnego nawilżenia, ale myślę, że na wiosnę i lato co jakiś czas będę go sobie kupować:) - no chyba, że w między czasie znajdę coś lepszego, ale na razie na to się nie zanosi. A tak wiem, że ten krem to dobry produkt, jeszcze w dodatku zamknięty w ładnym i funkcjonalnym opakowaniu. Więc czemu mam sięgnąć po coś mniej sprawdzonego? W końcu posiadając suchą, wrażliwą i naczynkową skórę muszę uważać co kładę na twarz, bo może się to skończyć chociażby mega podrażnieniem.

W sklepie internetowym Flosleku znalazłam informację, że ten produkt kosztuje 19,99 zł.

2. Floslek Pharma, Arnikowy krem pod oczy:


Floslek Pharma, Arnikowy krem pod oczy
Tym razem tak się złożyło, że używam kremów z jednej serii do porannej pielęgnacji. Jeżeli chodzi o krem to w tym przypadku dostajemy produkt o niestandardowej pojemności - 30 ml. Jak na krem pod oczy jest to bardzo dużo (z tego co kojarzę to chyba jest to pojemność podkładów o ile się nie mylę). 

Jeżeli chodzi o działanie tego produktu to ma on:
  • wygładzać i uelastyczniać skórę, 
  • zapobiegać powstawaniu zmarszczek, cieni i worków pod oczami,
  • wzmocnić naczynka krwionośne,
  •  poprawić nawilżenie i napięcie skóry wokół oczu, 
Jeżeli chodzi o działanie jakie zaobserwowałam w przypadku tego kremu to jest to na pewno nawilżenie. Poza tym mam poczucie, że moja skóra wokół oczu jest bardziej odżywiona. Jeżeli chodzi o moje cienie pod oczami to chyba nic ich nie rozjaśni i muszę pogodzić się z ich posiadaniem oraz zaprzyjaźnić z korektorem przy robieniu makijażu (albo spać normalnie i mniej się stresować). Jak dla mnie jest jeszcze mały minus, bo krem dość niewygodnie się wyciska z tubki i czasem wydostaje się z niej za dużo kremu, więc siłą rzeczy trochę się go marnuje. 

Koszt kremu - 17,40 zł. 

Podsumowując:
Myślę, że te kremy są dobrymi drogeryjnymi produktami, które mają swoje plusy i minusy, ale do których zamierzam wracać. Dzisiaj szukając cen produktów w internetowym sklepie Flosleku zobaczyłam, że jest jeszcze z tej serii m. in. płyn micelarny do cery naczynkowej, który sobie zamierzam kupić jak tylko mi się skończy to co mam. Ale to temat na odrębną notkę;]

Dajcie znać czy znać czy znacie tą serię i jak Wam się sprawdziła.
Pozdrawiam:)

czwartek, 15 sierpnia 2013

nowy rozdział?

Kiedy zaczynałam swoją wolontarystyczną karierę nie spodziewałam się zmian, jakie wprowadzi do mojego życia działalność charytatywna. Jednakże praca społeczna okazała się być nie tylko możliwością pomocy innym, ale także samopomocą i w końcu poniekąd sposobem na życie. 

Szansa na wyleczenie się z kompleksów

Kiedy zaczynałam swoją pracę jako wolontariuszka byłam zahukaną i cichą dziewczynką w trakcie dojrzewania. Do miejscowego Centrum Wolontariatu trafiłam nie tylko dlatego, że chciałam pomagać, ale w znacznej mierze, żeby uporać się ze swoimi demonami w postaci kompleksów i wspomnień z przykrych doświadczeń, które właśnie przeszłam. Wolałam zająć się pomaganiem innym, żeby móc zrobić coś dla drugiego człowieka, a przy okazji nie myśleć o tym co właściwie jeszcze przeżywałam. Zawsze lepszy był taki sposób radzenia sobie z problemami niż np. sięgnięcie po narkotyki, albo alkohol.

Pamiętam jak dzisiaj, ze moja pierwsza pracą wolontarystyczną było noszenie obiadów do starszego pana, który czekał na miejsce w DPSsie. Był zniedołężniały i nie mógł sobie poradzić bez pomocy innych - pielęgniarek, opiekunek i wolontariuszy. 
Kiedy do niego przyszłam staruszek leżał w przejściu z pokoju do korytarza i potrzebował przetransportowania go z powrotem do łóżka. Wtedy musiałam przełamać swoją nieśmiałość, pójść do sąsiada i poprosić o pomoc. Później poszło jak z płatka - nakarmiłam starszego pana, zadbałam o podstawowe sprawy i poszłam do domu. 
Pamiętam, że na następny dzień pojawiłam się w biurze, opowiedziałam wszystko socjalnym i koordynatorom, co pomogło w popchnięciu sprawy staruszka. 
Tej historii nie zapomnę chyba nigdy, bo była dla mnie przełomowa i pokazała, że wolontariusze potrafią zmienić nie tylko czyjeś życie, ale także swoje. 

Pierwsze kroki w karierze zawodowej

Kiedy byłam już pełnoprawnym wolontariuszem (tj. po szkoleniu;)), wiedziałam już co chcę studiować i robić w życiu. Wiedziałam, że chcę iść na pedagogikę, więc zaczęłam pracować z dziećmi. Zaczął się więc wolontariat na świetlicach, koloniach i półkoloniach - oczywiście niczego nie robiłam w pełni samodzielnie, bo wszystko co robiłam miało być uzupełnieniem pracy wychowawców i pomocom im. 

Kiedy byłam już po licencjackie i robiłam zaocznie studia magisterskie w między czasie zarabiając na czesne chodziłam na wolontariat do szkoły integracyjnej, w której później zostałam zatrudniona:). To był dla mnie wielki sukces, bo po raz kolejny dostałam pracę bez pleców czy znajomości, ale dzięki wyrobionej opinii, wykształceniu i już wtedy posiadanemu doświadczeniu zawodowemu. Byłam z siebie niezmiernie dumna. Jednakże pomimo posiadania tytułu magistra z pedagogiki los pchnął mnie własnie do MOPSu;]

Nabywanie nowych umiejętności i kontaktów; początek nowej drogi zawodowej

Kiedy w biurze Centrum Wolontariatu pojawił się koordynator (a właściwie koordynatorka) sama zapragnęłam takiej funkcji i poniekąd zazdrościłam osobie, która ją dzierżyła. Jednak jeszcze jakiś czas nie miało być mi to dane, ale w końcu udało się!:D. Fakt, że trzeba było zbierać biuro z gruzów, ale to był niesamowity czas. Poznałam wtedy niezwykłych ludzi, zdobyłam pewne umiejętności i kontakty, które później zaowocowały. Nauczyłam się m. in. tego jak zorganizować sobie pracę i podstaw pracy z zespołem:), a także pracy w stresie;)
Fakt, że w między czasie byłam na długim bezrobociu i szukałam swojego miejsca w życiu nie tylko poza miastem, ale także poza granicami własnej Ojczyzny nie przeszkodził mi, żeby w kilka miesięcy po powrocie (no dobra po roku od powrotu) do domu objąć stanowisko koordynatora Klubu Wolontariusza w miejscowym MOPSIE:). Normalnie nie mogłam uwierzyć własnemu szczęściu, kiedy zaproponowali mi to stanowisko i to odpłatnie;). Kiedy wygrałam konkurs na stanowisko i  miałam już umowę w ręku z przyjemnością wyrejestrowałam się z PUPu u znienawidzonego przylizanego i jakże nieprzyjemnego pracownika pośredniaka. Mój sukces jest więc poprzedzony latami pracy wolontarystycznej, wyrabianiem sobie kontaktów i opinii w środowisku zawodowym, dokształcaniu się i zdobywaniu doświadczenia. Zaczęłam dość wcześnie, co pomogło mi w wielu wypadkach. Mam nadzieję, że tak będzie dalej:)

Chcę wierzyć, że oto jestem na dobrej drodze do samodzielności finansowej i ułożenia sobie życia pracując w wymarzonym zawodzie i posiadając wspaniałego partnera u boku. W końcu to jest początek do spełnienia jednego z moich największych marzeń - czyli pracy w tym co umiem i lubię robić oraz posiadaniu szczęśliwej rodziny... Nie wiem czy w efekcie końcowym moje marzenie się spełni, ale na pewno jestem ku temu na dobrej drodze. 

Zatem 3majcie za mnie kciuki;)

środa, 14 sierpnia 2013

Floslek Laboratorium, Ochronny krem do opalania SPF 15 i Floslek Laboratorium, Sun Care, emulsja kojąca po opalaniu

Wiem, że lato już zbliża się ku końcowi, słońce już nie przygrzewa tak mocno, a w powietrzu już czuć zbliżającą się jesień. Poza tym z tego co widzę w pracy sezon urlopowy w pełni i są jeszcze osoby, którym szczęśliwie może uda się złapać słońca. 
Dlatego też w sumie w ostatniej chwili chciałabym Wam wspomnieć o dwóch produktach, które mogą się przydać niektórym z Was jeszcze w tym roku. 

1. Floslek Laboratorium, Ochronny krem do opalania SPF 15 

Floslek Laboratorium,  ochronny krem do opalania SPF 15,
Już przynajmniej dwa lub trzy lata obiecywałam sobie, że w końcu zacznę używać kosmetyków, które można wrzucić to szufladki ochrona przeciwsłoneczna oraz pielęgnacja po opalaniu. Jak pamiętacie jakiś czas temu dostałam mega paczkę z Flosleku, co bardzo mnie ucieszyło, bo na niektóre kosmetyki mogłabym się nie zdecydować, albo po prostu ich nie znaleźć w drogeriach, w których robię zakupy. 

Jednakże wracając do tematu.
Ochronny krem do opalania trafił do mnie nieco przez przypadek, chociaż okoliczności są tu najmniej ważne (najzwyczajniej w świecie nie ma co przedłużać notki tłumaczeniami;]). 

Według producenta ten produkt wydłuża możliwość bezpiecznego przebywania na słońcu, doskonale zabezpiecza skórę przed szkodliwym działaniem promieni UV, chroni skórę przed foto - starzeniem, zabezpiecza przed działaniem wolnych rodników oraz delikatnie zmiękcza naskórek. 

Posiadanie tego kremu zmobilizowało mnie do ochrony przeciwsłonecznej. Szkoda trochę, że mam tylko piętnastkę, ale okazało się, że dla mnie jest to idealny faktor. ponieważ nie wylegiwałam się na słońcu, a jeżeli była wyższa temperatura to nie wystawiałam się zbytnio na jego działanie. To spowodowało, że moja skóra z jednej była w jakiś sposób chroniona, a z drugiej trochę się opaliła. 

Ten krem posiada pojemność 100 ml, czyli dwa razy więcej niż krem do twarzy. Ja poza smarowaniem nim swojej facjaty, to stosowałam go jeszcze na ręce, ramiona i szyję. Mimo, że używałam go regularnie, to zostało mi jeszcze bardzo dużo produktu. Ale to nic;] - będę z niego korzystać do końca lata, a i na pierwsze ciepłe dni w przyszłym roku też coś zostanie. Nie uczulił mnie i nie podrażnił, poza tym dodatkowo nawilżał skórę.

Jedynym minusem jest jego toporność. Po pierwsze dlatego, że bardzo bielił skórę, więc trzeba było się namachać, żeby go dobrze rozetrzeć. Jednak poza tym jest ok;]. 

2. Floslek Laboratorium, Sun Care, emulsja kojąca po opalaniu

Floslek Laboratorium, Sun Care, emulsja kojąca po opalaniu

Z racji tego, że moja siostra przebywa bardzo dużo na słońcu (razem z synkiem dużo przebywają na podwórku, bo z małym zwykle inaczej się nie da;]) poprosiłam ją, żeby przetestowała emulsję po opalaniu. Uznałam ją jako wiarygodne źródło informacji na temat działania powyższego kosmetyku, bo ona zażywa więcej tego słońca niż ja;]

Zdaniem producenta ten produkt przynosi ulgę, łagodzi podrażnienia, uspokaja i chłodzi skórę. Dodatkowo zdecydowanie zmniejsza zaczerwienienia i uczucie nadmiernego rozgrzania. Poza tym intensywnie i długo nawilża praz silnie regeneruje komórki skóry.

Ta emulsja sprawdza się dość dobrze, ponieważ nie uczula, a łagodzi podrażnienia skóry oraz przyjemnie ją chłodzi po opalaniu. Dodatkowym plusem jest to, że dobrze się wchłania i rozsmarowuje oraz nawilża skórę. A przy okazji ładnie pachnie. Dodatkowo powyższa emulsja jest bardzo wydajna i świetnie się sprawdza w upalne dni ponieważ przynosi ulgę:). 
Pojemność jest standardowa ponieważ emulsja ma 200 ml. 

Nie wiem jak będzie w przypadku kremu do opalania, ale emulsję na pewno sobie kupię, albo wytargam od siostry jeżeli będzie mi potrzebna i o ile przejdzie mi awersja do przebywania na słońcu. 

A Wy jakie macie sprawdzone kosmetyki tego typu?
Mieliście któryś z wyżej wymienionych produktów? 
Możecie polecić jakieś inne?

niedziela, 11 sierpnia 2013

Sleek MakeUP I-Divine, au naturel

Paletki Sleek znają już chyba wszyscy. Ja od kiedy o nich usłyszałam chciałam mieć chociażby jedną - ot tak na spróbowanie. Tak oto wśród moich kosmetyków kolorowych znalazła się paletka Sleek MakeUP I-Divine, au naturel. 
Sleek MakeUP, I-Divine, au naturel
W paletce znajdziemy 12 naturalnych cieni, lusterko i pacynkę (której swoją drogą nie używam, bo korzystam z pędzli;]) Paletka jest dostępna w Polsce i można ją kupić na stronie kosmetykomania.pl

Do niewątpliwych plusów tych cieni na pewno należy cena, bo kosztują one niespełna 40 zł. Na mojej powiece z bazą pod cienie utrzymują się praktycznie cały dzień. Pod koniec jestem trochę rozmazana, ale to głównie przez to, że zdarza mi się sięgać ręką do oka (bo np. rzęsa mi do niego wpadła, albo coś;]). Bez bazy też utrzymują się dość długo, ale na moich powiekach wszystkie cienie zwykle tak się utrzymują, bo i tam mam suchą skórę;). Jeżeli chodzi o pigmentację to jak dla mnie jest idealna - nie jest za mocna, ale też nie jest za słaba i mnie jakoś udaje się budować intensywność koloru w takim stopniu, w jakim, w danej chwili potrzebuję. Poza tym paletka au naturel, jest na tyle uniwersalna, że może nam posłużyć do zrobienia zarówno makijażu na dzień (np. do pracy, albo szkoły), jak i makijażu wieczorowego. Dodatkowo nie zauważyłam, żeby się rolowały, albo wyprawiały inne cuda na moich oczach;]

Do minusów cieni na pewno zaliczę osypywanie się co jest uciążliwe, ale za taką cenę mogę to im wybaczyć. 

W sumie to by było chyba na tyle jeżeli chodzi o ten produkt. Zapewne w mojej kosmetyczce jeszcze nie raz zagości paletka ze Sleeka, ale i tak nic nie przebije cieni z Inglota;]

A Wy znacie już, którąś z paletek, z tej firmy? 

sobota, 10 sierpnia 2013

Paese Long Cover Fluid - moja opinia

Bardzo rzadko piszę o kolorówce jeżeli chodzi o kosmetyki, a przecież jak wiele kobiet mam w swojej kosmetyczce parę niezbędnych rzeczy, które mniej lub bardziej mi się sprawdzają. Dzisiaj postanowiłam, że spróbuję nieco nadrobić zaległości w tej kwestii i tak o to naszło mnie na napisanie kilku słów o podkładzie z Paese Long Cover Fluid

Paese, Long Cover Fluid
Zdaniem producenta jest to podkład o przedłużonej trwałości, który przeznaczony jest dla każdego typu skóry - także dla tej wrażliwej i skłonnej do alergii. 
Ten produkt ma nam zapewnić: 
  • 100% krycie, 
  • matową skórę, 
  • trwały makijaż odporny na pot i wodę, 
  • pielęgnację skóry dzięki zawartości witamin A, C, E oraz D-pantenolu.
Kremowa konsystencja podkładu ma nam zapewnić ujednolicony kolor skóry, ukrycie wszelkich niedoskonałości czyniąc ją świeżą i promienną przez cały dzień. Poza tym wg. producenta ma nie zatykać porów i nie pozostawiać śladu na ubraniu. 

Ja go dostałam w drogerii Jasmin u siebie w mieście za ok 25 zł. Jest on w szklanej buteleczce i zamiast pompki ma szpatułkę, która umożliwia nam wyciąganie produktu ze słoiczka. Jest on w standardowej dla podkładów pojemności 30 ml. 

Jak wiecie mam skórę suchą i wrażliwą, ze skłonnością do naczynek, co sprawia, że muszę się z nią obchodzić bardzo delikatnie, bo wiele rzeczy może ją podrażnić, albo (w przypadku podkładów) uwydatnić suche skórki. Dodatkowo jestem straszną bladziochą, co sprawia, że muszę szukać tych produktów, które będą miały wystarczająco jasny odcień. Dlatego też jak możecie się domyśleć mam ten podkład w odcieniu 01 jasny beż
Na mojej skórze ten produkt zostawia delikatny połysk, co sprawia, że moja skóra wygląda nieco zdrowiej niż bez użycia podkładu.  

Kolejne plusy tego produktu:

  • nie uwydatnia skórek,
  • dobrze kryje (chociaż jedyne mankamenty mojej skóry to zaczerwienienia i wągry na nosie i wokół niego, a jakieś wypryski pojawiają się u mnie bardzo rzadko), 
  • nie podkreśla suchych skórek,
  • nie uczula i nie podrażnia, 
  • nie obciąża skóry, 
  • jest dość trwały - na mojej skórze potrafi wytrzymać do demakijażu o ile pamiętam, żeby nie dotykać się za bardzo po twarzy i jak się nie przytulam do Kogoś za długo i zbyt mocno;)),
  • nie zapycha porów, 
  • nie zostawia śladów na ubraniu.
Nie miałam okazji go używać w wysokich temperaturach (no nie oszukujmy się - która z nas chętnie używa podkładu jak jest 35* i wyżej??). Nie wystawiałam go też za bardzo na działanie wody...zawsze miałam parasolkę;). Natomiast z czystym sumieniem mogę zapewnić, że łzom się oparł;]. 

Według producenta ten podkład jest przeznaczony do każdego typu skóry, ale osoby z tłustą cerą lub tą mieszaną w kierunku tłustej mogą się trochę na nim zawieść, bo może być zbyt nawilżający, albo coś;]. Dlatego idealnie będzie jeżeli np., któraś z koleżanek ma go u siebie i pozwoli Wam go spróbować;]. 

Minusami moim zdaniem są: 
  • szklane i ciężkie opakowanie,
  • brak pompki.
Ale to spokojnie można mu wybaczyć;]

Myślę, że będę sobie go kupować ponownie, bo nie dość, że jest w przystępnej cenie to jeszcze się u mnie sprawdza. Zatem czegoż chcieć więcej?

piątek, 9 sierpnia 2013

Yves Rocher, Plaisirs Nature, brzoskwiniowa woda toaletowa - kilka słów ode mnie

Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś wspominałam Wam, że jednym z zapachów na okres wiosna/lato jest brzoskwiniowa woda toaletowa z Yves Rocher z serii Plaisirs Nature. Chciałam ją zużyć tego lata i nosiłam ją ze sobą bardzo często jednakże któregoś pięknego dnia po prostu buteleczka wyleciała mi z rąk i się rozbiła:(

Yves Rocher, Plaisirs Nature, brzoskwiniowa woda toaletowa;
Kupiłam ją jakieś trzy lata temu, kiedy poczułam ten zapach od jednej z mijanych na klatce kobiet, która ewidentnie spryskała się czymś brzoskwiniowym. Wtedy postanowiłam poszukać sobie czegoś bardzo podobnego. Wybór padł właśnie na powyższą wodę toaletową z Yves Rocher

Bardzo ją polubiłam i dość często nosiłam ją wiosną i latem (chociaż jak dla mnie nic nie przebije Elisabeth Arden Green Tea Tropical). Miałam wersję 100 ml., a sam flakonik jest dość toporny, więc zajmował dość sporo miejsca, ale i tak targałam ten zapach wszędzie, gdzie jechałam. Mnie najbardziej będzie się kojarzył z wakacyjną pracą, bo własnie do pracy w wakacje psiukałam się nią najczęściej i trochę żałowałam, że byłam zmuszona wcześniej używać tego produktu przez wypadki losowe. Jej minusem jest niska trwałość, ale za cenę 39,90 za 100 ml można wybaczyć ten mały mankament. 

Seria Plaisirs Nature z Yves Rocher dość dobrze rozwinięta, więc zamierzam się jeszcze kiedyś zaopatrzyć w jakiś produkt (najpewniej wodę toaletową), bo mi się bardzo dobrze używało powyższego zapachu. 

Znacie już tą serię w Yves Rocher?
Używałyście tej wody toaletowej? 

czwartek, 8 sierpnia 2013

Floslek, żel pod prysznic acerola & cherry berry

Dziś uciekam przed upałami na wieś do Rodziców;]. Swoją drogą szczęśliwie mogę sobie na to pozwolić;) i biedny ten, który będzie musiał umęczyć się w mieście;]. 

Ale nie o tym miało być;]

Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o jednym z żeli, których teraz używam, a mianowicie o żelu z Flosleku acerola & cherry berry. 

Floslek, żel pod prysznic acerola & cherry berry
Według producenta ma delikatnie oczyszczać skórę, odświeżać i pielęgnować. Przy tym wszystkim ma nie wysuszać nadmiernie i nie złuszczać naskórka. Dodatkowo ma działać wzmacniająco i regenerująco. Polecany jest do każdego typu skóry. 

Jeżeli o mnie chodzi, to w mojej łazience zawsze stoi 2 - 3 różnych żeli pod prysznic, bo lubię mieć wybór jeżeli chodzi o zapach tego typu produktów:) 

Jeżeli chodzi o ten produkt to z tym żelem musiałam się nieco oswoić i to nie była miłość od pierwszego użycia. A to dlatego, że słabo się pieni - a przynajmniej mniej niż inne żele, które mam. To na początku sprawiało, że miałam poczucie jakbym się nie umyła do końca. Jednak w miarę używania udało mi się do niego przekonać, bo najzwyczajniej na świecie musiałam się przyzwyczaić do tego, że żel pod prysznic może wytwarzać nieco mniej piany niż te, które dotychczas używałam. Sam zapach to ciężko jest mi go opisać...wydaje mi się on słodki, ale z nutą kwasowości - wybaczcie inaczej nie umiem tego określić;]. Faktycznie jest łagodny i mało inwazyjny, a przy tym nie uczula i nie podrażnia:). 

Ten żel dość dobrze mi się sprawdził i myślę, że jak mi się skończy to kupię sobie kolejną buteleczkę, z tymże tym razem może inny zapach tak dla odmiany. Jedynym poważnym minusem jest to, że jest ciężko dostępny:/ - jeszcze nigdzie nie przyczaiłam tych żeli w trakcie zakupów. Jednak nie ma paniki. Jak nie znajdę w żadnym sklepie stacjonarnym to zawsze mogę go kupić w sklepie Flosleku (http://sklep.floslek.pl/11,sklep.html) i problem rozwiązany:). 

Znacie już żele pod prysznic z Flosleku? 

wtorek, 6 sierpnia 2013

Green Pharmacy, Krem do rąk z serii Jaskółcze Ziele - moja opinia

Od jakiegoś czasu wszelakie eksperymenty dotyczące zmiany kremu do rąk u mnie kończą się porażką. Tak było i tym razem, ponieważ chciałam przekombinować i znowu się zawiodłam. 

Tym razem chodzi o krem do rąk z Green Pharmacy z serii Jaskółcze ziele. Jest to antyseptyczny krem do rąk i paznokci przeznaczony do codziennej pielęgnacji i profesjonalnego masażu. Według producenta jest to produkt przywracający skórze miękkość i gładkość bez odczucia tłustego filmu. Zawiera glistnik, który ma działanie bakteriobójcze i regenerujące. W skład kremu wchodzi też m.in. alatonina, kreatyna, witamina b6 i olejek rokitnika. 

Brzmi całkiem nieźle jednakże tak na prawdę ten krem nie robi z moimi dłońmi zupełnie nic. Nie nawilża i nie odżywia, chociaż też mnie nie uczulił i nie podrażnił - chociaż to marne pocieszenie. Mimo małej ceny postanowiłam go wykorzystać do...stóp:). I o dziwo w tym przypadku sprawdza się całkiem nieźle, bo przyjemnie chłodzi i relaksuje skórę stóp;).

Tak sobie myślę, że następnym razem nie będę kombinować i po prostu wybiorę coś sprawdzonego z Nivei, albo Garniera, chociaż chcę jeszcze spróbować coś z Dove:). Zatem jak macie bardzo suche dłonie to nie polecam tego produktu, chociaż teoretycznie ma nawilżać;]

A Wy próbowaliście tego kremu?

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Stephen King "Joyland" - moja opinia

Po jedną z powieści Stephena Kinga pierwszy raz sięgnęłam będąc jeszcze w liceum. Pamiętam, że wtedy zrobiła na mnie duże wrażenie i dlatego też w znacznej mierze to właśnie ze względów sentymentalnych wciąż sięgam po książki tego autora. 

Kiedy pojawiła się możliwość przeczytania Joylandu nie wahałam się i niemalże od razu się na nią zdecydowałam - w końcu postanowiłam sobie, że przeczytam przynajmniej większość powieści mistrza horrorów;). Jednakże tak jak inne e-booki, musiał stanąć w kolejce i czekać na swój dzień;].

Student Devin Jones na czas wakacji zatrudnia się w parku rozrywki. W jego życiu zachodzą pewne zmiany - rzuca go dziewczyna, a w czasie, w którym będzie pracował w parku rozrywki musi zmierzyć się z brutalnym zabójstwem sprzed lat, losem umierającego dziecka oraz morderczymi prawdami o życiu. Wszystko to sprawia, że główny bohater musi w krótkim czasie dojrzeć. 
Joyland jest opowieścią o miłości i stracie, dojrzewaniu i starzeniu się oraz o tych ludziach, którym nie jest dane doświadczyć tego wszystkiego, bo los zabiera ich przedwcześnie.

Powyższa historia łączy w sobie elementy kryminału, horroru oraz jest słodko - gorzką historią o dorastaniu. 

Moim zdaniem Joyland nie jest najlepszą książką Stephena Kinga. Dla mnie  przez większość powieści akcja toczy się w ślimaczym tempie i bardzo opornie się rozwija - ot chłopaczek szwenda się po lunaparku i użala się nad sobą. Jednakże za połową jest już zdecydowanie lepiej. Zresztą wydaje mi się, że King ma to do siebie, że na początku niespiesznie rozwija historię, aby w pewnym momencie wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń. Także tak jak pierwszą część czytało mi się dość ciężko, to drugą pochłonęłam niemalże za jednym posiedzeniem;]. 

Mnie osobiście bardzo urzekł wątek umierającego chłopca, nie tylko dlatego, że ciężko jest przejść obojętnie obok historii skazanego na śmierć przez los dziecka, ale też dlatego, iż skłonił mnie do refleksji... W końcu chyba każdy z nas ma jakieś marzenia, plany na przyszłość i ma nadzieję doczekać starości w jak najlepszym stanie zdrowia otoczony rodziną i/lub bliskimi osobami. Jednakże z racji tego, że życie jest przewrotnym scenarzystą, musimy się pogodzić z jego kaprysami.  Dlatego też nie możemy zmarnować ani chwili. 
Uważam, że warto było poświęcić swój czas na przeczytanie tej książki, bo mimo swoich ułomności skłoniła mnie do pewnych refleksji, więc automatycznie ma jakąś wartość. 

Z tego co zauważyłam Joyland zbiera różne recenzje, a w takich przypadkach tym chętniej sięgam po takie książki. Czasem okazuje się, że faktycznie dostaję do ręki złą lub przeciętną powieść, a innym razem okazuje się, że oto mam przed sobą całkiem dobrą historię...


Naturalnie to czy sięgniecie po tą pozycję zależy głównie do Was;]. 

niedziela, 4 sierpnia 2013

Muffiny

Internet to nieprzepastne źródło inspiracji. Można w nim znaleźć wszystko. A ja sięgam m. in. po kulinarne inspiracje, zawsze kiedy tylko mam potrzebę. 

Jakiś czas temu padło na muffiny. 
Po chwili, w której zastanawiałam się jak je zrobić sięgnęłam po banalne rozwiązanie. 
Zajrzałam na jeden z kulinarnych kanałów: 


I efekt gwarantowany: 


Umówmy się, że moje muffiny nie są najpiękniejsze na wiecie, ale jak na pierwszy raz i na niemalże warunki polowe są ok...a już na pewno wyszły smaczne;)

Poza tym wczoraj uczyłam się robić kopytka i kiedy zapytałam Mamy jakie są mniej więcej proporcje mąki do ziemniaków kazała mi sypać na oko (przypominam, że robiłam je pierwszy raz;]), co w moim przypadku bywa ryzykowne. Nie ma to jak precyzyjne rady mamy, bo okazało się, że kopytka tak czy siak mi wyszły = z resztą chyba ciężko je zepsuć;]

piątek, 2 sierpnia 2013

Żel do twarzy i peeling do twarzy z Flosleku - moja opinia

Moi Drodzy, 
dzisiaj chciałabym zacząć Wam pisać o mojej aktualnej pielęgnacji twarzy, a mianowicie o kosmetykach, które zmieniłam. Zamierzam wszystko podzielić na kilka notek, żeby siebie nie przemęczać, a Was niepotrzebnie nie zanudzać. Zatem do rzeczy;)

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą ważną informacją jest, że jestem posiadaczką skóry suchej i wrażliwej z problemami naczyniowymi. W tym przypadku ważne jest używanie kosmetyków skutecznych i łagodnych, a znalezienie takowych często bywa problematyczne. Ja działam póki co metodą prób i błędów, bo tak już jest z kosmetykami, że jedne np. uczulą, a inne najzwyczajniej w świecie się nie sprawdzą. 

Floslek, Łagodzący żel do mycia twarzy
do skóry wrażliwej
.
Dziś na pierwszy rzut oczywiście idzie żel do twarzy. Ja aktualnie używam łagodnego żelu do twarzy do skóry wrażliwej z Floslek Pharma.

Niektórzy z Was mogą pamiętać, że dostałam go do testów w ramach współpracy, co mnie ucieszyło, bo u mnie ten produkt jest dość trudno dostępny. 
Po zużyciu ok. 1/2 opakowania uważam, że jestem w stanie już coś o nim powiedzieć - tym bardziej, że używam go codziennie. 
Przypuszczam, że niektóre z Was niekoniecznie są przekonane do tak szybkiego wyrażania własnych opinii o stosowanych kosmetykach, ale akurat w moim przypadku jeżeli coś ma być nie tak, to moja skóra szybko to wyłapuje;] (w wielu wypadkach dzieje się to automatycznie;)). 

Jednakże wracajmy do tematu;)

Ten kosmetyk przeznaczony jest do pielęgnacji wrażliwej skóry z wrodzoną lub nabytą nadwrażliwością. Producent zapewnia nas, że produkt oczyszcza i odświeża skórę twarzy i nie powoduje objawów ściągnięcia naskórka. Poza tym żel ma się dobrze pienić, nawilżać skórę i chronić ją przed utratą wilgotności. 

Na początku musiałam się nauczyć obchodzić z tym żelem, ponieważ ma on dość rzadką konsystencję - nie tak rzadką jak żel z Neutrogeny, ale też nie tak gęstą jak standardowy żel do twarzy. Zatem trochę mi zeszło z dotarciem się z tym produktem, bo jak nabrałam go za mało to nie pienił się dla mnie wystarczająco dobrze, a jeżeli wzięłam go za dużo to po prostu sporo produktu się marnowało. Jednakże, kiedy tylko nauczyłam się tego jaką ilość kosmetyku potrzebuję na jedno mycie bardzo polubiłam ten żel:). Jest łagodny, nie ściąga i nie wysusza cery oraz dość dobrze myje. W moim przypadku musiałam pamiętać o dokładnym zmyciu makijażu bo nie radził sobie do końca z jakimiś  ewentyalnymi pozostałościami, ale wszystko jest kwestią wprawy w demakijażu;]. Dla mnie bardzo dużym plusem tego produktu jest to, że nie podrażnia mnie, a co za tym idzie obchodzi się bez dodatkowych zaczerwienień i szczypania tudzież pieczenia:).
W każdym bądź razie ten żel dość dobrze mi się sprawdził, więc na pewno będę do niego wracać:)
Floslek Laboratorium, Peeling enzymatyczny,
Seria do skóry z problemami naczyniowymi
Kolejnym produktem, który pomaga mi w utrzymaniu mojej skóry w dobrym stanie jest peeling enzymatyczny z Floslek Labolatorium z serii do skóry z problemami naczyniowymi.  

Jest to produkt, który według producenta ma łagodnie złuszczać zrogowaciałą warstwę naskórka. Zawiera naturalny enzym keratolityczny, który ma za zadanie usuwać martwy naskórek nie powodując przy tym zaczerwienienia. Podobno przyspiesza również regenerację naskórka. 
Efektem ma być oczyszczona, rozjaśniona, aksamitnie gładka i przygotowana do dalszej pielęgnacji skóra. 

Ze względu na moją cerę nie mogę stosować silnych ścieraczy do twarzy z drobinkami. W moim wypadku kończy się to masakrycznie czerwoną twarzą. Szczerze mówiąc długo przyczajałam się na ten produkt, ale jakoś nie mogłam się na niego zdecydować:/ W momencie, w którym zdarzyła się okazja go wypróbować nie mogłam sobie odmówić:). 
Mimo mojej suchej i wrażliwej skóry borykam się z problemem wągrów na nosie:/. M. in. właśnie dlatego muszę pamiętać o regularnym wykonywaniu sobie peelingu, który je redukuje, bo samo traktowanie ich żelem nic nie daje. W przypadku tego produktu już po pierwszym zastosowaniu zauważyłam efekty, bo wągry były widocznie mniejsze:D i obyło się bez podrażnień. Używałam go przez ostatnie tygodnie przynajmniej raz w tygodniu i nigdy nie zrobił mi krzywdy,(nawet jak kiedyś zostawiłam go na dłużej niż trzeba, bo najzwyczajniej w świecie o nim zapomniałam;) - ja po prostu tak mam, że lubię robić kilka rzeczy na raz jak się da, żeby nie marnować czasu). Z racji tego, że tego typu kosmetyki nieco wolniej się zużywają niż np. żele do twarzy to zakładam, że ten peeling posłuży mi jeszcze na długo. 
Zapewne do niego wrócę jak nie wpadnie mi w ręce nic innego, albo będę miała wątpliwości co do jakiegoś kosmetyku. W końcu lepiej wziąć sprawdzony produkt, niż taki, którego nie jesteśmy pewni. 


Wiem, że wiele z Was ma zupełnie inny typ skóry niż ja, ale może jest wśród Was, ktoś kto też ma cerę przy pielęgnacji której musi uważać i zna te produkty? Jeżeli tak, to jestem ciekawa Waszej opinii. A jeżeli nie to może wzbudziły Wasze zainteresowanie? Albo wręcz przeciwnie? 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Najnowsze denka

Dzięki temu, że w tym tygodniu mogę złapać nieco oddechu przed rozpoczęciem pracy mogę nieco nadrobić blogowych zaległości. Dlatego też pewnie zacznie się pojawiać więcej notek - przynajmniej przez jakiś czas;). 
Dzisiaj chciałabym Wam napisać kilka słów o kolejnych produktach, które udało mi się skończyć w ostatnich dniach. Jest ich tylko trzy, bo uznałam, że lepiej jest regularnie pisać takie notki niż raz na jakiś czas. Sama nie lubię długich postów, więc Wam też staram się ich oszczędzać;))
Dlatego do rzeczy...:)

Na pierwszy rzut idzie odżywka z Pantene Pro-V z serii Gęste i mocne. Otóż jeżeli chodzi o obietnice producenta to odżywka ma:

  • wzmocnić włosy, by były gęstsze i pełne życia,
  • utrzymać wygląd gęstych włosów od nasady, aż po same końce. 
Szczerze mówiąc jakichś niesamowitych efektów po stosowaniu tej odżywki nie widzę. Być może jest to wynikiem tego, że używałam jej nieregularnie w między czasie używając odżywki w sprey'u. Jednakże od tego rodzaju produktów wymagam przede wszystkim tego, żeby ułatwiały mi rozczesanie włosów i nieco je odżywiały po myciu, a tu bardzo dobrze się sprawdzała. Dlatego też stosowałam ją zawsze wtedy, kiedy potrzebowałam mocniejszego efektu od tego, który daje odżywka w sprey'u. 
Być może kiedyś do niej wrócę, ale szczerze mówiąc to nie przywiązuję się zbytnio do tego typu produktów...a może po prostu jeszcze nie trafiłam na swój ideał;)

Wczoraj skończyło mi się bursztynowe masło do ciała z Ziai. 
Jak wszystkie masła do ciała z tej firmy bardzo ładnie mi nawilżało skórę, nie podrażniało i nie uczulało. a to jest dość trudne, ponieważ mam suchą skórę na całym cielę i jak jest niewystarczająco nawilżona od razu się naciąga i/lub łuszczy. Poza tym jest w dość przystępnej cenie i dość dostępne;)
Aha...produkt ponoć ma wzmacniać opaleniznę...nie mogę tego stwierdzić, bo 
1. nie wystawiam się na słońce zbytnio, 
2. chyba trzeba tego nieco dłużej poużywać, żeby zauważyć działanie w tej sferze;]
W każdym bądź razie nie miałam nie wiadomo jakich wymagań co do tego produktu, a te które miałam zostały zaspokojone;)
Ostatnim produktem jest tonik z Garniera.
Jest to ta wersja do suchej i wrażliwej skóry z ekstraktem z róży. 
Szczerze mówiąc do tej pory jakoś nie przywiązywałam wagi do tonizowania skóry twarzy, ale zmieniłam swoje nastawienie po jednym z kosmetycznych szkoleń. Dlatego też postanowiłam zacząć stosować i ten krok w mojej codziennej pielęgnacji. 
Ten produkt u mnie sprawdza się jak najbardziej i prawdopodobnie będę do niego wracać, bo często jest na promocji w Lidlu;) Zastąpiłam go winogronową wersją toniku z tej samej firmy;]. 

Etykiety

"Gra o tron" (10) [przygotuj się na wielkie wyjście] (2) 30dniwege (4) 52 książki (214) 52 książki 2016 (39) 52 książki 2017 (1) 52potrawy 2015 (7) AA (2) agroturystyka (1) akcja (1) akcja Nakrętka (1) akcje (2) akcje czytelnicze (1) akcje kulturowe (1) Allverne (1) Allverne Nature's Essences (1) Anew (3) Anew Revitalist (2) Anne Bronte (1) antykoncepcja (1) Aromatella (1) aromaterapia (17) asertywność (1) audiobooki (6) Aussie (3) autobiografia/biografia (2) Avon (37) B.app (4) babeczki (2) Baikal Herbals (1) bajki (1) bajki dla dzieci i dorosłych (1) Bakalland (1) Balneokosmetyki (1) balsam do rąk (1) balsam do włosów (2) Bandi (1) BarryM (3) Barwa (2) Barwy Harmonii (1) Basilur (1) baśnie (1) Batiste (1) batony (1) bądź offline (1) BeBeuty (1) BeGlossy (5) Belgia (18) belgijskie przysmaki (4) belgijskie słodycze (5) belgijskie smakołyki (3) Bell (4) beutybox (3) Bielenda (3) BingoSpa (11) biografie (1) Biosilk (4) Biovax (6) biżuteria (1) błyszczyki (2) Bomb Cosmetics (3) Boże Narodzenie (3) brow bar (1) Bruksela (15) buble (6) buble kosmetyczne (8) buble książkowe (2) buty (1) Buziak Style (1) C.R. Zafon (3) Calvin Klein (1) Carmex (2) Cettua (1) Charlotta Link (1) Charlotte Bronte (1) chcę mieć (2) Chiny (1) chleby (1) Chocolissimo (2) choinka (1) chwile ulotne (3) ciasta (5) ciekawe pomoce naukowe (1) ciekawostki (1) cienie (4) cienie do powiek (5) cienie w kamieniu (2) cienie w kremie (1) ciocią być (1) codzienno (1) codzienność (91) codzienność psychologia społeczna (1) Combos (1) coś dobrego (9) coś na długie wieczory (3) coś słodkiego (7) couching (2) Crispy Waffles (1) cukinia (1) cykl o wolontariacie (7) czarna komedia (3) czas wolny (56) czekolada (8) czekolada do picia (4) czerwiec (1) czytanie (15) czytelnicze podsumowania (19) czytnik e-booków (1) Debby (1) Decubal (1) Decunal basic (1) demakijaż (6) depilacja (3) Dermacos (1) deser (6) deser na ciepłe dni (1) dipy (1) dla dorosłych (1) dla dzieci (10) do książki;) (1) dobre bo polskie (2) dobrostan zwierząt (1) dodatki (1) dodatki do domu (2) dodatki do potraw (1) domowa piekarnia (1) domowe Spa (3) domowe sposoby na przeziębienie/chorobę (2) Dove (2) Dr Konopka's (4) Dr. Konopka's (1) dramat (2) dynia (3) dysgrafia (1) Dziady (1) dzieciństwo (2) dziecko (1) Dzień Ojca (3) e-book (9) E. A. Poe (1) E.L.F (3) eliksir do włosów (2) Elisabeth Arden (4) Elseve (1) emulsja po opalaniu (1) Enilome Hertly Beuty (1) Eric - Emmanuel Schmitt (7) erotyka (2) Etja (1) etyka (3) etyka a to co jemy (1) Eveline (25) Evree (2) Fa (2) fantastyka (12) Farmona (3) feminizm (1) Feniks (1) Festiwal Conrada (1) festiwale (3) filiżanki (1) film (2) film azjatycki (1) filmowe podsumowania (6) filmowy weekend (2) fiszki (2) Floslek (15) FM (4) FM Group (3) Garnier (7) garść linków (10) Gliss Kur (3) Golden Rose (1) gotowanie (2) Green Pharmacy (12) Gregory Funaro (1) grupa literacka (1) gry planszowe (1) Grycan (2) Halloween (1) handel ludźmi (2) haul (4) Head&Shoulders (1) Hean (5) herbaty (1) higiena osobista (2) Himalaya Herbals (1) Holika Holika (1) home decor (2) homoseksualizm (2) hormony (1) horror (2) impreza (3) Inglot (1) inicjatywy kulturalne i społeczne (4) inspiracja (5) inspiracje (9) inspiracje dla nauczycieli (1) inspiracje dla rodziców (1) inspiracje na prezenty (1) inspirujący ludzie (2) Isana (1) ITS SKIN (2) Iwostin (4) ja w kuchni;] (3) jak radzić sobie ze stresem (5) jak sobie radzić ze stresem (2) jak zacząć nowe życie? (1) James Dashner (1) Jarosław Wasik (2) jedz jabłka (2) jedzenie (2) jesienna pielęgnacja (4) jesień (5) Joanna (1) kakao (2) kalendarium (1) Kallos (2) Kamil Janicki (1) kartka z kalendarza (52) kartka z kalendarza. (1) kawa (1) Kącik czytelniczy (1) kącik kulinarny (21) kącik samouka (1) Kindle (1) kino (1) klasyka (5) klasyka którą warto znać (3) kobieta w kulturze (2) koktajle (1) Kolastyna (2) kolorówka (6) kominek (2) koncerty (1) konkurs (1) konkursy (4) kontrowersyjne (1) konturowanie twarzy (1) korektor do brwi (1) korektory rozświetlające (1) kosmetyki (17) kosmetyki dla mężczyzn (3) kosmetyki dla wegan i wegetarian (1) kosmetyki do golenia (2) kosmetyki do kąpieli (2) kosmetyki do makijażu (14) kosmetyki do twarzy (5) kosmetyki do ust (2) kosmetyki do włosów (1) kosmetyki kolorowe (14) kosmetyki koreańskie (6) kosmetyki organiczne (1) kosmetyki po goleniu (1) kosmetyki rosyjskie (2) kosmetyki używane na wyjeździe (4) kosmetyki wegańskie (2) Kraków (1) krążki chlebowe (1) krem d rąk (1) krem do ciała (1) krem do opalania (1) krem do rąk (3) krem do twarzy (6) krem na dzień (2) krem o twarzy (1) krem pod oczy (2) kremy bb (1) Kringle Candle (6) Kroniki wampirów (1) kryminalistyka (1) kryminał (16) kryminały (2) kryminologia (2) książka dla smakoszy (1) książka na lato (2) książka na wakacje (1) książki (34) książki dla dzieci (16) książki dla młodzieży (8) książki edukacyjne (1) książki historyczne (4) książki kreatywne (1) książki kucharskie (2) książki motywacyjne (1) książki na jesień (1) książki na zimę (1) książki o których nie zapomnisz (1) książki polskich autorów godne polecenia (1) kuchenne inspiracje (2) kuchnia (1) kuchnia dla studentów (1) kuchnia dla studentów. (1) kuchnia dla zabieganych (2) kuchnia polska (1) kuchnia włoska (1) kultura (10) kultura polska (13) kupuj lokalnie (1) kuracja do włosów (1) L'biotica (2) L'Oreal (2) lakiery do paznokci (5) lampki (1) lato (1) Libster Blog Awards (1) Lioele (1) Lipton (1) Lirene (3) lista życzeń (2) literatura (12) literatura amerykańska (6) literatura erotyczna (4) literatura faktu (8) literatura francuska (3) literatura grozy (2) literatura historyczna (7) literatura hiszpańska (3) literatura izraelska (1) literatura japońska (1) literatura klasyczna (2) literatura kobieca (5) literatura koreańska (3) literatura młodzieżowa (17) literatura niemiecka (1) literatura obyczajowa (1) literatura piękna (10) literatura polska (38) literatura portugalska (1) literatura skandynawska (8) literatura światowa (18) literatura wojenna (3) literatura współczesna (73) literatura współczesna. (2) literatura współeczesna. (2) literatura XIX w. (17) Livioon (3) Loesje (1) Lotus (1) Lovley (1) Luxury Paris (9) łatwe przepisy (22) Łazienki Królewskie (1) Łuk Tryumfalny (1) Make - Up Trendy (1) make-up (3) Makeup Revolution (2) makijaż (8) maluszek (1) manga (1) Marek Grechuta (2) maseczki do twarzy (10) maska do włosów (8) masła do ciała (6) materiały do nauki języka niemieckiego (2) materiały do nauki matematyki (1) materiały do zajęć z dziećmi (1) MaxFactor (3) Maybelline (3) metoda nauki języka obcego (1) męskim okiem (3) mgiełka do ciała (2) mgiełki do ciała (1) Michał Bajor (6) miejsca relaksacyjne (1) miesiąc w zdjęciach (10) mieszanki bakaliowe (1) Międzynarodowy Festiwal Kryminału (1) migawki z życia (3) Miodowy Kłos (1) mleczko do ciała (2) mleko roślinne (1) młodzieżowa (1) moda (1) Models Own (1) moim zdaniem (1) moja dziupla (1) moje ulubione książki (42) motywacyjnie (1) Mount Blanc (1) możesz pomóc (1) Muza (1) muzyka (12) muzyka która mnie relaksuje (8) muzyka niszowa (4) na faktach (2) na obiad (3) na śniadanie (3) Nabla (1) nadzieja (1) nagrody (1) Natura Syberica (1) nauka języka angielskiego (2) nauka języka niemieckiego (2) nauka języka obcego (3) niania (5) nie polecam (1) nie samą książką człowiek żyje (1) niecodzienność (21) Nike (1) Nivea (10) No36 (1) NoniCare (1) nostalgicznie (1) notki o słodyczach (1) notki pomocowe (2) nowoczesne formy książek (2) nowości (6) nowości kosmetyczne (1) nowości na które czekam (1) nowy etap (3) o filmach (1) o Islamie (2) o jedzeniu (1) o Kościele (1) obejrzane spektakle (1) ocalić od zapomnienia (1) ochrona przeciwsłoneczna (1) oczyszczanie twarzy (4) odżywki do paznokci (5) odżywki do włosów (6) Oeparol (1) ogłoszenia parafialne (10) okołodziecięce (5) olej arganowy (1) olej kokosowy (2) olej migdałowy (1) olej pielęgnacyjny (1) olejek do ciała (2) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (9) olejek łopianowy (6) olejek macadamia (1) olejki do twarzy (2) olejki zapachowe (4) olejowanie włosów (1) Olga Rudnicka (4) One Lovely Blog Award (1) opieka nad dzieckiem (1) oponki (1) Organic Shop (2) Organic Therapy (2) Organique (1) Oriflame (5) Oriflame. (1) Oscar Wilde (1) ozdoby świąteczne (1) Pachnąca Szafa (2) paczka:) (1) Paese (1) paletki cieni (1) paletki ze Sleeka (3) palety cieni (1) Palmers (1) Palmolive (2) Pantene (3) Pantene Pro - V (1) Pantne (1) pasja (14) pasja. (1) pasty do kanapek (1) paznokcie (3) pedagogika (3) peeling do ciała (4) peeling do skóry głowy (1) peeling do twarzy (5) perełki muzyczne i taneczne (2) Perfecta (1) Pharmaceris (3) pianka do golenia (1) pieczenie (2) pielęgnacja (5) pielęgnacja ciała (36) pielęgnacja dłoni (9) pielęgnacja paznokci (1) pielęgnacja pędzli (1) pielęgnacja rąk (6) pielęgnacja skóry wokół oczu (1) pielęgnacja specjalna (34) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja szyi i dekoltu (1) pielęgnacja twarzy (82) pielęgnacja ust (3) pielęgnacja włosów (42) pielęgnacja zimowa (5) piosenka artystyczna (1) Plaisirs Nature (Yves Rocher) (1) Planet Spa (2) plany (2) plany czytelnicze (1) plastry do twarzy (2) plastry na niedoskonałości (1) plastry na nos (2) Playboy (1) płyn micelarny (2) pochód książek męczących (1) początek (1) początki:) (3) podaj dalej (1) podkład (4) podkład do twarzy (1) podkłady (2) podróże małe i duże (8) podsumowania (7) podsumowania czytelnicze (1) podsumowania miesiąca (8) podsumowanie miesiąca (18) podsumowanie roku (1) Poetycka Dolina (1) poezja (3) poezja śpiewana (2) pokonaj stres (3) polecane książki na jesień i zimę (1) Polska (2) połącz kropki (1) pomadki do ust (2) pomaganie (4) popularnonaukowe (1) poradniki (4) poranna pielęgnacja (2) powieść wiktoriańska (1) powieść współczesna (2) praca (3) Pretty (2) prezent na Dzień Matki (1) prezenty (1) prezenty dla mamy (1) prezenty dla siostry (1) prezenty dla taty (2) projekt denko (4) projekt ślub (3) promocje (1) proste przepisy (13) prosto z natury (1) przegląd miesiąca w zdjęciach (5) przekąski (4) przekąski do pracy lub szkoły (1) przekąski na podróż (1) przemysłowa hodowla zwierząt (2) przemyśl to! (2) przemyślenia (6) przepis na wieczór (1) przepisy (30) Przepisy Babci Agafii (1) przepisy inspirowane "Grą o tron" (1) przepisy inspirowane książkami (1) przygotowania do ślubu (1) przyjemność (2) przysmaki (1) przystawki (1) psychologia (8) publikacje naukowe (1) R. P. Evans (3) Radical (1) recenzja filmu (1) recenzja kosmetyków (5) recenzja książek (5) recenzje filmów (3) recenzje filmów. Jonny Deep (1) recenzje gadżetów (1) recenzje gościnne (1) recenzje kosmetykow (1) recenzje kosmetyków (145) recenzje kosmetyków. (1) recenzje książek (279) recenzje książki (3) recenzje mangi/komiksów (3) recenzje olejków zapachowych (1) recenzje płyt (4) recenzje seriali (2) recenzje świeczek/wosków zapachowych (13) refleksyjnie (1) Regenerum (1) Regent House (2) relaks (7) relax (3) reportaże (3) Resibo (4) Revlon (2) Rimmel (2) Rival de Loop (2) rodzina (1) romans (3) romans historyczny (4) rosyjskie kosmetyki (2) rozdanie (1) rozwój zawodowy (2) ruch (1) Rzeszów (1) s-f (1) sala weselna (1) sałatka (2) samorozwój (2) Sandomierz (1) Sarah - Kate Lynch (1) Scottish Fine Soaps Company (1) Scrummy (1) sentymentalnie (8) seriale (1) serum do paznokci (1) serum do rzęs (2) serum do twarzy (3) serum do włosów (1) seryjni mordercy (2) Sesa (2) ShinyBox (2) silent disco (1) Skin Love (1) Skin79 (6) Sleek (6) słodycze (7) słodycze świata (2) słodycze wegańskie (1) słone przekąski (1) smaki (1) smaki dzieciństwa (3) snuff moves (1) Soap & Glory (3) Soap&Glory (2) sosy (1) spacerniak kulturowy (6) specjalna pielęgnacja (2) sport (1) sposób na... (3) spotkania blogerek (1) spotkania promujące książki (1) spotkanie blogerek (1) stalking (2) Stalowa Wola (4) Stalowi Czytacze (2) stalowowolskie spotkanie blogerów (1) Stara Mydlarnia (4) Stephen King (4) stosik (45) stosik biblioteczny (4) styl życia (11) Sylveco (3) szaliki (1) szampon do pędzli (1) szampony (4) Szlachetna Paczka (5) szminki (2) szukanie pracy (1) szybie przekąski (1) szybkie przepisy (18) ślub (1) ślub konkordatowy (1) Świat Książki (1) światełka (1) świeczki/woski zapachowe (23) Święta (6) święta. (1) tagi (9) tania kuchnia (1) targi książki (1) tarta (1) tbr (3) teatr (3) Teekane (1) tematy społeczne (1) terapia sztuką (2) terroryzm (1) Tess Gerritsen (3) The Balm (2) thriller/sensacja/kryminał (33) Tisane (2) tłusty czwartek (2) Tołpa (2) toniki do twarzy (1) tradycja (4) tradycja polska (4) trening antystresowy (1) trudne sprawy (1) trudności z pisaniem i nauką pisania (1) tusze do rzęs (1) tydzień w zdjęciach (24) Uczta Lodu i Ognia (1) ulga po opalaniu (1) Ultra Doux (2) ulubieńcy kosmetyczni (9) ulubieńcy miesiąca (8) ulubieńcy niekosmetyczni (6) ulubiona muzyka (2) ulubione (4) ulubione kosmetyki (4) ulubione książki (36) ulubione przekąski (1) ulubione przepisy (3) ulubione słodycze (1) ulubione zapachy (4) Unique (1) Urban Decay (1) Uriage (1) urlop (1) uśmiech (1) uzależnienia. psychologia (1) Vichy (1) Victoria's Secret (2) wakacje (1) walka z wągrami (1) wampiry (5) Warszawa (3) warsztaty (1) warsztaty kreatywnego pisania (1) weekend z książką (8) weganizm (4) wege (14) wegetarianizm (12) wieczorna pielęgnacja (2) Wielkanoc (1) wierzenia (2) wieś (2) wizyta u ginekologa (2) wolontariat (24) wspieraj lokalną gospodarkę (1) wspomnienia (1) współpraca (2) wychowanie dziecka (3) wydarzenia (8) wydawnictwa (1) wyjazd (2) wyniki konkursu (2) wyniki rozdania (1) wyróżnienia (1) wyzwania (2) wzmacnianie włosów (1) wzruszające (1) Yanke Candle (1) Yankee Candle (17) Yasumi (1) Yves Rocher (4) z baśnią w tle (1) zabawy dla dzieci (1) zakupy (3) zakupy kosmetyczne (4) zakupy ubraniowe (1) zamknięte klatki (1) zapachy (18) zapachy dla domu (2) zapachy dla kobiet (12) zapachy dla mężczyzn (2) zapachy na jesień (1) zapachy na lato (5) zapachy na wiosnę (3) zapachy od Avon (5) zapachy od Calvin Klein (1) zapachy uniwersalne (1) zapiski okularnicy (1) zapowiedzi recenzji (1) zapuszczanie włosów (1) zarządzanie stresem (2) zdjęcia (3) zdobycze kosmetyczne (1) zdrowe słodycze (1) zdrowie (5) zdrowie kobiety (7) zestawy kosmetyków (1) Ziaja (6) zimowa pielęgnacja (4) zmiany (2) Zoeva (1) zrozumieć kobietę (3) zrób sobie stop klatkę (2) zupy (2) zupy-krem (2) zwyczaje polskie (2) żel do twarzy (3) żel pod prysznic (2) żele do mycia twarzy (3) żele do mycia/produkty do kąpieli (3) żelki (1) życie (4) życie na emigracji (2) życzenia (8)