poniedziałek, 31 grudnia 2012

podsumowanie roku 2012

Przeżywamy taki czas, że wielu z nas robi podsumowania i plany na przyszłość. Jaki był dla mnie ten rok?


Na początku roku mieszkałam jeszcze w Brukseli, jednak później musiałam wrócić do Polski. Mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić jeszcze miejsce  Daję sobie na to rok lub dwa;p Brakuje mi Brukseli - jej uliczek, parków, piwa i czekolady, dlatego chciałabym ją odwiedzać w miarę możliwości:) To miasto ma dla mnie swój klimat, a wspomnienia z mojego brukselskiego okresu są jednymi z najcenniejszych, więc nikogo nie powinno dziwić moje sentymentalne uwielbienie do powyższego miasta. 
W mijającym właśnie roku, sprawdzałam też czy Warszawa będzie moim dłuższym postojem w życiu. Okazało się jednak, że mimo mojej sympatii do miejsca i ludzi to jednak nie jest moje miejsce na ziemi. Jednak mimo to, że ani w Brukseli, ani później w Warszawie nie zagrzałam miejsca na dłużej do doświadczenia wyniesione z pobytu tam sprawiły, że stałam się pewniejszą siebie kobietą - która potrafi docenić to co ma.


Książki były w ostatnim roku najwierniejszymi towarzyszami podróży. Nie tylko tej mojej życiowej, ale również mojej międzymiastowej i międzynarodowej. Upychane w walizkę sprawiały, że łatwiej było mi poradzić sobie z trudnościami napotykanymi po drodze;). Książki stały się też inspiracją do działania oraz motywacją do wykreowania własnej rzeczywistości. Już chyba zawsze gdziekolwiek bym nie pojechałą będę zabierać książki, a reszta bagażu będzie dociśnięta na siłę;p. 
Naturalnie brałam udział w akcji 52 książki i w pewnym momencie obawiałam się, że nie dam rady, ale pod koniec roku jakoś nadrobiłam zaległości i stanęło na 53 przeczytanych książkach:D. Wynik nie jest taki zły, chociaż mógłby być lepszy;p
Książkowe odkrycie roku? Zdecydowanie Oskar Wilde i C. R. Zafon, :) Autorzy może i znani, ale dopiero ostatnio miałam okazję po nich sięgnąć. Poza tym na nowo odkrywam literaturę klasyczną i tu do Wilde'a dołączam siostry Bronte. 

Rok 2012 był też czasem, w którym na nowo odkryłam muzykę dla siebie. Nie tylko ponownie zakochałam się w piosenkach Bajora, ale odkryłam np. Jarka Wasika, Melę Koteluk, Konrada Materę i Mozart Rock Operę (a właściwie muzykę do niej):



Muzyka zaraz obok książek była moją towarzyszką w podróży. Często można mnie było spotkać ze słuchawkami na uszach podczas jazdy autobusem, metrem czy tramwajem, oraz na spacerach:). 
Jedną z ważnych rzeczy, która się wydarzyła to powrót do koordynacji Stalowych Czytaczy i biura wolontariatu. Wszystko to wzięłam na siebie z całym dobrodziejstwem inwentarza, co wiąże się też z tym:


Taak:) Akcja Nakrętka wymiata;p. Poza tym zostałam ambasadorką Szlachetnej Paczki, o czym Wam pisałam i z czego jestem bardzo dumna;)

A co najważniejsze, w tym roku (tak...jeszcze mogę tak pisać;p).spotkałam wspaniałych ludzi, którzy mnie inspirowali, zachęcali do działania i sprawili, że stałam się pewniejszą siebie kobietą mającą odwagę walczyć o swoje:). Dodatkowo jakimś cudem ostatnio zaczęli mnie otaczać mężczyźni, którzy zaczęli zachowywać się wobec mnie jakoś tak inaczej...a mianowicie traktują mnie jak kobietę. Może to jest banalne, ale do tej pory jakoś nie czułam się zbytnio kobieco i nawet nie uświadamiałam sobie tego do końca. Jednak kiedy moi znajomi płci przeciwnej zaczęli okazywać mi swego rodzaju troskę i zainteresowanie urosły mi skrzydła i mam nadzieję, że będzie to widać coraz bardziej. 
To był dobry rok i mam nadzieję, że ten nadchodzący będzie jeszcze lepszy od tego:)...oby:) Czego życzę zarówno sobie jak i Wam:)
A póki co bawcie się dobrze nadchodzącej nocy;)

sobota, 29 grudnia 2012

"Fabryka nastrojów" J. Wasik

Jarosław Wasik, to kolejny Artysta, który musiał mieć czas na przekonanie mnie do siebie. Kiedy usłyszałam Go po raz pierwszy nie spodobał mi się - zupełnie tak jak Michał Bajor;) Jednak kiedy pojechałam na Festiwal Piosenki Artystycznej (pisałam o tym tu >>>KLIK<<<) do warszawskiej Stodoły usłyszałam go na żywo:) 
Zauroczył mnie utworem Nastroje:





Tą piosenkę słuchałam niemalże nałogowo po powrocie z Poetyckiej Doliny (oczywiście do pary z utworami z najnowszej płyty Bajora;)) Dlatego też postanowiłam zakupić jakąś płytę tego Artysty.
Padło na fabrykę nastrojów
Na płycie jest 17 utworów, w tym już kilka jest moich ulubionych:). Obok wyżej wymienionej piosenki jest to Po prostu pragnę, Love story i Posłanie do nadwrażliwych. A im dłużej słucham fabryki nastrojów tym bardziej przełamuje ona moje wcześniejszą niechęć do Jarosława Wasika. Oj tak Wasik nie jest moją muzyczną miłością od pierwszego wejrzenia. Musiałam z nim się oswoić i osłuchać z Jego głosem i utworami. Jednak ciepły ton i barwa głosu, która mnie urzeka robią swoje, bo działają na mnie kojąco. Tak więc kiedy mam męczący dzień i chcę się uspokoić to powyższa płyta + kubek dobrej kawy są idealnym sposobem na zrelaksowanie się - oczywiście zaraz obok książki;p. Na mnie czeka jeszcze jedna płyta Wasika do wysłuchania - a mianowicie nie dotykaj. Mam nadzieję, że też mi się spodoba. 

Szczerze mówiąc teraz nie wyobrażam sobie słuchać czegoś bardziej popularnego - mimo tego, że lubię chociażby Comę. Dla mnie muzyka, która towarzyszy mi na co dzień musi nie tylko wpadać w ucho, ale nieść ze sobą jakieś przesłanie, a przede wszystkim pozostać...muzyką, bo tym mianem nie da się określić wszystkiego co leci...tak jak nie wszystko złoto co się świeci, tak muzyką nie można określić wszystkiego co gra...
Tacy Artyści jak Wasik, Bajor czy Garrett inspirują mnie do dalszych poszukiwań muzycznych perełek. Mam nadzieję, że znajdę jeszcze jakieś;). 

niedziela, 23 grudnia 2012

Życzenia:)



Z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam,
czasu spędzonego z rodziną i przyjaciółmi,
ciekawych książek do przeczytania, 
nowych wyzwań, których pokonanie sprawi Wam satysfakcję,
oraz spokoju ducha i radości płynącej z celebrowania narodzin Jezusa.


sobota, 22 grudnia 2012

przedświątecznie

Przygotowania do świąt idą pełną parą. 
Nasz dzień był przepełniony obowiązkami i nikt nie mógł narzekać na brak zajęć. Ja dopiero teraz mogłam odetchnąć od obowiązków, a kark daje mi się we znaki i woła o masaż...szkoda, że nie ma jakiegoś prywatnego masażysty w pobliżu;p. 
Jednak jeszcze sporo przed nami, bo dziś były tylko porządki i pieczenie ciast na święta. Jutro prawdopodobnie ostatni szlif, czyli jakieś lżejsze prace z racji tego, że niedziela; no i może wstępne przygotowania do Wigilii. 
Nie wiem jak Wy, ale ja mam poczucie, że duch świąt gdzieś zagubił się pomiędzy zakupami i sprzątaniem...w tym biegu, żeby na święta niczego nie brakowało...a moim zdaniem to nie o to tak na prawdę chodzi, bo to co jest tu na prawdę ważne do nie super czysty dom i dużo jedzenia na stole. 
Muszę przyznać, że mimo wykradzionych kilku chwil w ciągu dnia na czytanie nie dam rady napisać wielu notek z recenzjami czegokolwiek w przyszłym tygodniu...w końcu szykuje się 3 dni obchodów Świąt i tu nie będzie miejsca na czytanie czy oglądanie filmów...

Tymczasem zapraszam Was na mój FanPage:
Jak mnie polubicie, będziecie mogli być na bieżąco - o ile macie FB;p

piątek, 21 grudnia 2012

Świat się kończy?

Jestem zła - zła, bo skasowała mi się notka, której nie mam czasu pisać na nowo w takiej wersji jakbym chciała:/ 
No, ale spróbuję napisać w mniej więcej sensowny sposób. 
Otóż w blogosferze ostatnio zawrzało. 
Dlaczegóż?
Poniweóż upada świat książki. Dla wielu miłośników książki to jest początek końca świata - w bardziej dosłownym sensie. 
Mam nadzieję, że blogerzy przyczynią się do nagłośnienia sprawy i coś tym zdziałamy:)
A jeżeli chcecie jakoś wesprzeć akcję, a nie macie bloga to zapraszam was na FanPage akcji Ratujmy Świat Książki: 
Wiem, że mój blog nie ma dużego zasięgu, ale chciałam dorzucić od siebie cegiełkę, w nadziei na to, że do czegoś to się przyda. 
W końcu ja też nie mogę sobie wyobrazić, że mogłoby nie być Świata Książki - wszak znam to wydawnictwo od dziecięcia, a w mojej prywatnej biblioteczce jest kilka ich powieści...
Na koniec mogę tylko napisać, że mam nadzieję, że Świat Książki jednak nie zniknie z polskiego rynku...

Smaki dzieciństwa

Zanim pojadę na święta wyjadam resztki jedzenia z domu, co by nie stało kupę czasu i nie psuło się w tym czasie jak mnie nie będzie;p.
Kiedyś robiąc sobie kolację przypomniałam sobie o czymś co jadłam jako dziecko, kiedy zostawał ugotowany makaron do zupy i postanowiłam napisać o smakach, które pamiętam z dzieciństwa:

1. Makaron podsmażany na maśle z solą.
Kiedy w domu zostawało trochę makaronu, który był gotowany do zupy wrzucało się go po prostu na patelnie i dosalało...jego smak pamiętam do dziś, a jeżeli smażyło się go na swojskim maśle smakował szczególnie dobrze;p

2. Babcine gofry.
Nikt nie robi już takich gofrów jak moja ś. p. babcia. Ich smak jest nie do podrobienia - już nikt takich nie zrobi.

3. Truskawki ze śmietaną
To nieodłączny smak lata.
Smak świeżych truskawek ze śmietaną zawsze przypomina mi dzieciństwo i tak już zostanie.

4. Barszcz czerwony z uszkami.
Na to czekam cały rok, bo je się go u nas tylko na Wigilię...inne dania przy wigilijnym stole nie smakują mi tak jak to.

5. Mleko prosto od krowy
Do dziś pamiętam jak czekałam przy płocie na drugie podwórko (to bardziej gospodarcze;p) na moment kiedy babcia wyjdzie od krowy z wiadrem mleka i naleje mi ciepłego mleka z pianą do kubka:). W tym momencie to była najpyszniejsza rzecz na świecie;)

6. Ziemniaki z ogniska, z masłem i solą
Zawsze po wykopkach piekło się ziemniaki w ognisku. Teraz ogniska nie robimy, bo z imprezą po wykopkach przenosimy się do babci. Trochę szkoda.

7. Owoce sezonowe
Truskawki, śliwki, agrest, orzechy i inne owoce też kojarzą mi się z dzieciństwem. W końcu tyle ich rosło wokół, że mogłam sobie po prostu jeść świeżo zerwane:)

A Wy jakie macie smaki z dzieciństwa, które szczególnie wspominacie?

czwartek, 20 grudnia 2012

O. Rudnicka, "Martwe Jezioro"

Dzięki współpracy z wydawnictwami po raz pierwszy sięgnęłam po powieść Olgi Rudnickiej w zeszłym roku. W normalnych warunkach pewnie nie zwróciłabym uwagi na tą autorkę i wiele bym straciła, bo lubię czytać jej książki. 
Tym razem sięgnęłam po Martwe Jezioro
Martwe Jezioro - Olga Rudnicka
(obrazek z www.lubimyczytac.pl)

Opis z Lubimy Czytać:

Beata - niezależna trzydziestoletnia singielka - zaczyna podejrzewać, że z rodziną, z którą od lat nie utrzymuje żadnego kontaktu, nie łączą jej nawet więzy krwi. Wynajmuje prywatnego detektywa, który pomimo odkrycia wielu zaskakujących tropów, nie potrafi jej pomóc. W poszukiwaniu prawdy o przeszłości wspiera Beatę przyjaciółka - roztrzepana Ula, która przy okazji chce wyswatać ją ze swoim bratem Jackiem. Lawinę zdarzeń wywołuje niespodziewane zaproszenie od rodziny na ślub znienawidzonej siostry...

Ode mnie:

Powieści Olgi Rudnickiej ciężko nazwać pełnej krwi kryminałami. Dla mnie to są raczej czarne komedie, które zwykle mnie bawią i uprzyjemniają czas. Wprawdzie moim zdaniem nie jest to ambitna literatura, ale w tym przypadku książki Rudnickiej nie muszą takie być. Jeżeli tylko będą w stanie mnie rozbawiać i zajmować czas, a przy tym nie zioną kiczem to jest dobrze, bo czasem tego typu powieści są mi niezbędne  do odetchnięcia i odprężenia się.  W przypadku Martwego Jeziora Rudnicka stworzyła momentami infantylną i trochę naiwną opowieść, ale mi to nie przeszkadzało, bo sięgając po tą książkę nie oczekiwałam nie wiadomo czego. Zależało mi na tym, żeby poprawić sobie humor i to osiągnęłam:). 
Jak zwykle Rudnicka doprowadziła mnie do śmiechu, więc tym bardziej dalej będę po nią sięgać. Szczęśliwie z tego co widzę to płodna autorka i często coś wydaje, zatem będę miała dostarczane coś nowego regularnie i nie prędko skończą mi się nowe książki - przynajmniej jeżeli chodzi o tą pisarkę.
Na koniec dodam, że moja współlokatorka jako po jedną z pierwszych książek z mojej biblioteczki sięgnęła po Cichego wielbiciela tejże autorki. Polubiła ją tak jak ja co wzięłam za dobrą wróżbę na przyszłość...wszak miałyśmy dzielić ze sobą mieszkanie;p. 
Zatem jeżeli szukacie czegoś lekkiego i przyjemnego to polecam.

wtorek, 18 grudnia 2012

Anne Bronte "Agnes Grey" - subiektywna opinia

Polscy pozytywiści jak chociażby Bolesław Prus czy Eliza Orzeszkowa swego czasu skutecznie zniechęcili mnie do tego rodzaju literatury, który określany jest jako klasyka (i brak ich znajomości powinien doprowadzać delikwenta do wstydu). Dlatego też nie sięgałam po powieści, które powstały na początku XX w. i wcześniej. Miałam jakiś taki nieokreślony uraz. Do czasu, w którym natknęłam się na Psa Baskerville'ów autorstwa Arthura Conana Doyle'go. Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zdziwienia, które pojawiło się, w momencie kiedy dowiedziałam się, że autor wspomnianej już powieści urodził się w XIXw. a zmarł w pierwszej połowie XX stulecia. Dopiero wtedy zaczęło do mnie powoli dochodzić, że literatura, która ma więcej niż 100 lat i jest zaliczana do klasyki, może być ciekawa i nie odstręczać od siebie opisem łąki z dwoma kwiatkami na 3 kartki (nie traktujcie tego dosłownie, to tylko przykład;p). Dlatego też zaczęłam sięgać m. in. po takich autorów jak Bram Stoker, E. Bronte i jej siostry czy nasz rodzimy Henryk Sienkiewicz. 
Dzisiaj chcę Wam napisać kilka słów o powieści Anne Bronte pt. Agnes Grey

Powieść jest historią młodej kobiety, która dąży do samodzielności i decyduje się podjąć pracę. Jest to w znacznej mierze spowodowane jej sytuacją rodzinną; chociaż chęć usamodzielnienia się też ma tu poniekąd znaczenie. Młoda szanująca się kobieta w tamtych czasach miała ograniczony wybór, dlatego też Agnes zostaje guwernantką. Historia ta inspirowana prawdziwymi doświadczeniami autorki to opowieść o trudach i upokorzeniach, które musi znieść kobieta zajmująca się tą profesją. Podejmując pierwszą pracę tytułowa bohaterka z pewną naiwnością myśli, że w pracy z jej podopiecznymi pomoże jej pamięć o tym jaka była w wieku swoich uczniów. Jednakże dzieci okazują się niesforne, a pracodawcy wyniośli i nieuprzejmi. A może kiedy podejmie pracę u innej rodziny okaże się, że Agnes znajdzie w swoim życiu szczęście, którego pragnie?

Anne Bronte ukazuje w swojej powieści determinacje kobiety w dążeniu do samodzielności i poszerzania wiedzy. Agnes wychowywana w domu pełnym miłości zostaje rzucona na głęboką wodę i musi sobie radzić wśród ludzi, którzy nie liczą się z jej zdaniem oraz nie wspierają własnym autorytetem w pracy, którą wykonuje, a w której jest to niezbędne. Młodej kobiecie nie tylko brakuje pewności siebie, ale także umiejętności radzenia sobie w trudnych relacjach ze swoimi pracodawcami, jak również podopiecznymi. Miałam wrażenie, że ciężko jest się odnaleźć Agnes w nowym otoczeniu i zrozumieć zasady, które nim kierują. Ale w końcu nie ma się czemu dziwić, wszak do tej pory była chowana w pewnym stopniu pod kloszem i nie miała gdzie nabyć umiejętności, które ułatwiłyby jej odnalezienie się w nowej sytuacji. Jednak dzięki temu główna bohaterka wiele się uczy i staje się dojrzalszą osobą, która jest bardziej świadoma tego co czuje i jakie chce życie prowadzić.
Autorka ukazuje nam portrety kobiet, które muszą umiejętnie lawirować pomiędzy obowiązującymi normami, a tym co chcą osiągnąć i jak pragną żyć. Często ich działania i wybory, mimo powodzenia okazują się owocne w zaskakujące dla nich skutki, które niekoniecznie je zadowalają. Czasem muszą nauczyć się żyć w nowych warunkach, a innym razem los sprawia, że ich życie się odmienia na lepsze.
Dla mnie lektura Agnes Grey była podróżą do nieznanego świata i obyczajów, które nie obowiązują już w naszych czasach (a przynajmniej nie w takim stopniu jak wtedy). Myślę, że to właśnie dlatego nie odłożyłam tej powieści na bok, tak jak kilku współczesnych powieści dotyczących życia w dzisiejszych czasach. I mimo to, że często irytowała mnie poprawna postawa głównej bohaterki to jednak traktowałam to jako coś co było wynikiem wychowania, które odbierały młode kobiety w tamtych czasach. Co dokładnie jest takiego irytującego w samej Agnes? Otóż to, ze tak na prawdę nie potrafiła zaakceptować własnych uczuć i zawalczyć o coś na czym jej zależało (za wyjątkiem samodzielności, do czego w sumie została w nijaki sposób zmuszona przez sytuacje życiową). Miałam wrażenie, że główna bohaterka jest emocjonalną i życiową łamagą, bo wciąż zastanawiała się nad tym co jest poprawne, a co nie; co jest dobre a co złe; a dbanie o własne podstawowe potrzeby psychiczne traktowała jako coś nagannego. Miałam wrażenie, że Agnes jest masochistką, która w pewien sposób sama skazuje się na cierpienie, a przynajmniej pogłębia je bardziej niż jest to konieczne. Jednakże zdawałam sobie sprawę, że wtedy wiele kobiet było wychowywane tak, żeby nie zwracały na siebie uwagi, a poświęcały się innym - to było mile widziane w tamtych czasach i mam wrażenie, że taka postawa do dziś jest mile widziana. Myślę, że ta powieść przez postawę tytułowej bohaterki tym bardziej zasługuje na uwagę, bo zmusza do refleksji i sprawia, że kobieta przestaje mieć ochotę na bycie istotą bez wyrazu (a przynajmniej tak było w moim wypadku). Dzięki temu, że autorka postawiła w kontraście do Agnes kilka kobiet o niezbyt przyjemnych charakterach, to wiedziałam też jakich cech nie chcę się nabawić.
Cóż zatem mogę powiedzieć?
Polecam - tym bardziej, że dzięki tej powieści jeszcze bardziej mam ochotę być pewną siebie i świadomą swoich potrzeb kobietą:)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

"Kiki van Beethoven" E - E Schmitt; krótka opinia

Muzyka jest dla mnie integralną częścią mojego życia. Dzięki niej przetrwałam wiele trudnych doświadczeń i nauczyłam się przeżywać wiele emocji. Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą, że muzyka i książki były bardzo ważnym elementem w moim wychowaniu co przekłada się na moje obecne upodobania i zwyczaje. Dlatego też od momentu, kiedy na polskim rynku ukazała się Kiki van Beethoven autorstwa Erica - Emmanuela Schmitta miałam poczucie, że muszę przeczytać tą książkę. Tym bardziej, że uśmiechała się do mnie z witryn księgarni i blogów z recenzjami książek. Dlatego też, kiedy zobaczyłam ją na półce w bibliotece od razu po nią sięgnęłam. 

Niepozornych rozmiarów powieść jest o tym jaką rolę odgrywa w naszym życiu muzyka i co się stanie jeżeli się na nią zamkniemy - jeśli zbudujemy wokół siebie mur obojętności i braku wrażliwości na coś co do tej pory było dla nas ważne. 

Na stronie Wydawcy możemy przeczytać opis:
Jeśli istotą twojego życia jest muzyka, co się stanie, gdy wokół ciebie zapadnie cisza? Czy poradzisz sobie z życiem, jego codziennym rytmem? Jak długo będziesz trwać w drętwocie, zanim zorientujesz się, że coś jest nie tak? Że od dawna nic nie czujesz.
Dla Kiki początkiem zmian stała się zapomniana melodia. Wraz z nią wróciły bolesne wspomnienia, ale i coś jeszcze. Nadzieja. I wiara w to, że znowu można poczuć głód życia.
Kiki van Beethoven to bardzo osobista książka Erica-Emmanuela Schmitta, w której z właściwą sobie wrażliwością autor opisuje niezwykły związek sztuki i naszych najsilniejszych emocji. 

No właśnie. Co jeśli wokół Ciebie zapadnie cisza? A ty nie zdasz sobie nawet sprawy, że przestałeś słyszeć muzykę, która przemawiała do Ciebie każdą nutą i wywoływała niesamowite emocje? Osobiście nie wyobrażam sobie, że w moim życiu muzyka mogłaby przestać być obecna -, że mogłaby przestać mnie wzruszać i przywracać do życia czy też pozwalać uwalniać się emocjom. Niestety czasem w skutek naszych doświadczeń nieświadomie zamykamy się na piękno, którego przekaźnikiem jest muzyka. Zdarza się, że nie mamy wpływu na powstrzymanie wzrastającego wokół nas muru obojętności. Jednak Kiki van Beethoven pokazuje, że czasem takie zamknięcie się na muzykę dobrze nam robi i sprawia, że odbieramy ją dużo bardziej i znacznie wyraźniej w momencie, kiedy otworzymy się na nią na nowo. Schmitt niepostrzeżenie staje się dla mnie bardzo ważnym autorem, ze względu na to, że w swoich powieściach niesie przesłanie, które jak najbardziej do mnie dociera i skłania do przemyśleń. Fakt, że przeczytałam dopiero dwie Jego powieści nie zmienia tego, że te dwie książki powyższego autora stały się dla mnie jednymi z najważniejszych, jakie do tej pory przeczytałam. Mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po kolejne powieści Schmitta. Moje spotkania z tym powieściopisarzem były jak dotąd bardzo udane, dlatego zachęcam Was do sięgnięcia po jego książki, jeżeli go jeszcze nie znacie. Chociażby w celu znalezienia inspiracji. Ja ją znalazłam:) - a już na pewno zrobiłam kolejny krok do lepszej znajomości muzyki klasycznej, bo zaczęłam bliżej poznawać się z Beethovenem.
A Wy jakie macie doświadczenia z muzyką? Lubicie odkrywać nowych artystów lub w tych, których znacie odnajdujecie wciąż coś nowego? Znacie twórczość pana Schmitta?

piątek, 14 grudnia 2012

Wyniki konkursu:)

No to teraz notka, na którą czekało parę osób:) Czyli wynik konkursu z poniedziałku:)
Przypomnę tylko, że w zamian za odpowiedź na pytanie dlaczego warto słuchać audiobooki? Miałam dla zwycięzcy "Opowieści niesamowite"  Edgara Allana Poe. Muszę przyznać, że miałam ogromny problem z wyborem właściwej odpowiedzi, bo każda miała coś w sobie i na swój sposób mnie urzekła:). Ale wyboru dokonać trzeba było...
No dobra, ale dość tych wstępów, audiobook wędruję do osoby z nickiem: alicja.z.wonderlandu. 
Mój wybór padł na Alicję ze względu na to, że to o czym napisało odnosiło się w pewnym sensie do mnie samej. Jak wiecie jeszcze nie tak dawno zionęłam nienawiścią do nowoczesnych form książki, a teraz odkryłam (przynajmniej w audiobookach) swego rodzaju magię:). 
Do zapoznania się z komentarzami konkursowymi zapraszam do notki z poniedziałku czyli tu: http://mojportret.blogspot.com/2012/12/zapraszam-na-konkurs.html

A i proszę o maila osobę, która zwyciężyła, a dostanie ode mnie wiadomość z kodem promocyjnym:)

czwartek, 13 grudnia 2012

Kilka słów ze spotkania grupy literackiej Feniks:)

Pamiętacie może jak pisałam o warsztatach, na których stworzyliśmy wspólny wiersz?
Nie?
To zapraszam na notkę >>>TU<<<
Otóż, w naszym mieście jest grupka osób, którą tworzą poeci amatorzy i ci którzy parają się grafomańskim pisaniem tekstów (tu mam na myśli przede wszystkim siebie, bo nie wiem czy w grupie ktoś jeszcze zajmuje się pisaniem prozy;p). Takie spotkania odbywają się raz na miesiąc, a wczoraj przypadał dzień takiego spotkania:). 
Motywem przewodnim naszych tekstów i warsztatów był koniec świata;). Miesiąc wcześniej stwierdziliśmy, że warto pomyśleć o tematycznym spotkaniu, a że 21.12 ma być podobno apokalipsa, albo coś w tym stylu, to ta tematyka przyszła nam do głów jako jedna z pierwszych. 
Na spotkaniu poza nowym wspólnym wierszem podzieliliśmy się tekstami (chociaż ja nie wzięłam swojego - łajza ze mnie i tyle:/), 
Wynik naszej burzy mózgów (myślę, że można to tak nazwać;)) prezentuje się następująco:

Na kilka dni przed końcem świata 

Nieuchronnie zbliża się czas
uciekając odliczam wskazówki
zegara
mimo to dogania mnie lęk przed bólem
a śmierć jest moim pokarmem
codziennym 
bezwiednie staje się towarem
na którym można zarobić
podejmując walkę tracę wszystkich
wokół siebie
i już tylko
spojrzenie kończące się samotnie
zrzucając maski wszyscy jesteśmy równi
wyścig szczurów dobiegł końca
nikt nie jest ostatni
odpadające maski spadają w przepaść



I tu pojawia się pytanie co autor miał na myśli? ;p
Jak widać naszemu tworzeniu towarzyszył twórczy bałagan, ciastka i picie:). Było też dużo śmiechu i żartów, co zupełnie nie pasowało do tematu spotkania;p. Powstało też sporo zdjęć, ze spotkania, ale jak jesteście ciekawi zapraszam na bloga Feniksahttp://feniks-w-kawie.blogspot.com/
Podobno ma się ukazać notka o spotkaniu + dodatkowe zdjęcia:)

Na koniec życzyłyśmy sobie szczęśliwego końca świata, a i tak nie mogłyśmy się za bardzo rozstać;p
To chyba przeznaczenie;)
A i w myśl słów: kupą mości panowie - kupy nikt nie ruszy stwierdziłyśmy, że jak umierać to w kupie - przynajmniej będzie raźniej.  
Zapowiadają się kolejne spotkania i mam zamiar w nich uczestniczyć. Zastanawiam się tylko ile oni ze mną wy3mają (albo ja z nimi;p). Ale mam nadzieję, że będziemy żyć w zgodzie i zgraniu:). o ile wcześniej świat się nie skończy;p
Na koniec chciałam Was jeszcze zapytać czy chcecie kolejne takie notki?

P.S. Jakby ktoś był ciekaw zdjęć ze spotkania zapraszam na bloga Feniksa: 
http://feniks-w-kawie.blogspot.com/
Już są zdjęcia;))

środa, 12 grudnia 2012

K. Wilson "Rodzina na pokaz" - moja opinia

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce Rodzina na pokaz autorstwa Kevin'a Wilsona. Byłam bardzo ciekawa tej książki, ponieważ zaintrygował mnie opis z okładki. 



Od Wydawcy:

Pełna ciętego humoru, niezwykle oryginalna i wzruszająca powieść o ludziach rozdartych między tym, co najbardziej kochają.

To, co państwo Fang nazywają sztuką, dla ich dzieci jest prawdziwym utrapieniem. Camille i Caleb uważają się za artystów. Tworzona przez nich „sztuka” okazała się jednak na tyle chaotyczna i nieprzewidywalna, że pozbawiła ich dzieci poczucia normalności i bezpieczeństwa. Annie i Buster od najmłodszych lat uczestniczyli w urągających zdrowemu rozsądkowi przedstawieniach. Szalone dzieciństwo sprawiło, że jako dorośli nie radzą sobie z życiem. Problemy zawodowe i osobiste zmuszają w końcu Annie i Bustera do powrotu pod rodzinny dach. Oboje zostają wciągnięci w przygotowania do finałowego, najbardziej spektakularnego ze wszystkich popisu Camille i Caleba. Artystyczne ambicje rodziców szybko doprowadzają do konfliktu. Fangowie wreszcie będą musieli zdecydować, co jest dla nich ważniejsze: rodzina czy sztuka. 

Ode mnie:

Kiedy przeczytałam opis tej książki wiedziałam, że muszę ją mieć. Mój pedagogiczny umysł był ciekawy tego jak autor przedstawi wpływ miłości rodziców do sztuki na ich relacje z dziećmi.  Czytając tą powieść nie mogłam powstrzymać się  od sięgania po moją wiedzę dotyczącą wpływu wychowania w rodzinie dysfunkcyjnej na dorosłe życie dzieci, które w niej się wychowywały. W końcu na studiach poświęcałam temu zagadnieniu bardzo dużo uwagi. W wielu moich referatach opisywałam problem tzw. DDD z wielu perspektyw, o tym też pisałam pracę magisterską i później dyplomową, a także wspominałam o powyższym problemie w mojej publikacji naukowej. Chyba własnie dlatego mam jakiś sentyment do powieści podejmujących wątek, który chociażby trochę zakrawa o dysfunkcje w rodzinie.
Muszę przyznać, że autor bardzo dobrze przygotował się pod względem merytorycznym do książki. Jeżeli ktoś ma podstawową wiedzę o cechach "dorosłych dzieci" dostrzeże to na pewno. W powieści mamy rodzinę, w której rodzice nie potrafią zapewnić dzieciom poczucia bezpieczeństwa i stabilności przez co je krzywdzą i sprawiają, że długo nie będą potrafili poradzić sobie w dorosłym życiu. W końcu Sztuka, jeśli tylko się ją pokocha, warta jest każdego poświęcenia i bólu. Jeśli trzeba skrzywdzić kogoś w imię sztuki, nie należy się wahać. Jeśli tylko efekt okaże się wystarczająco piękny, dziwny i zapadający w pamięć, poświęcenie się nie liczy. Sztuka jest tego warta. (K. Wilson "Rodzina na pokaz", Prószyński i S-ka 1012, s. 259)
W powieści poznajemy Annie i Bustera już w dorosłym życiu, ale Wilson wplata w fabułę retrospekcje z dzieciństwa dwójki głównych bohaterów, dzięki czemu jesteśmy w stanie sobie wyobrazić to co się wtedy działo i jaki wpływ na nich wywarło. Artystyczne ambicje rodziców sprawiają, że Annie i Buster nie potrafią odnaleźć się w dorosłym życiu - zastanawiają się co jest normalne, a co jest wynikiem odebranego przez nich wychowania. Szukają własnego miejsca, stabilności i swojej tożsamości. To jak sobie radzą będziecie musieli sprawdzić sami. Jednak mogę Wam zdradzić, że radzą sobie na tyle na ile potrafią i w spierają się nawzajem - a to jest bardzo ważne. Takim punktem zwrotnym w ich życiu (przynajmniej wg. mnie) jest największy projekt Camille i Caleba Fangów. To własnie on sprawia, że rodzice będą musieli wybrać między dziećmi a sztuką. Nie zdradzę Wam jakiego wyboru dokonają, bo będzie to spojler, więc będziecie musieli sięgnąć po książkę, jeżeli chcecie zaspokoić swoją ciekawość.
Na koniec powiem Wam tylko tyle, że warto sięgnąć po tą powieść, ponieważ zmusza do zadania sobie wielu pytań. Na przykład o to ile jesteśmy w stanie poświęcić dla pasji? Czy warto decydować się na takie poświęcenia? Czy sztuka na prawdę jest warta każdego bólu i poświęcenia? 
Dla mnie Rodzina na pokaz okazała się bardzo ważną powieścią, co mnie nieco zaskoczyło, tym bardziej, że nie spodziewałam się tego po tej publikacji. Ale podobno największe zaskoczenia przychodzą w najmniej spodziewanych chwilach - w sumie w innym wypadku nie byłyby zaskoczeniami;p. 
Ja do tej powieści zapewne jeszcze wrócę. Chociażby po to, żeby spojrzeć na fabułę z innej perspektywy, przez pryzmat zakończenia, które już znam. 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Zapraszam na konkurs:)

Grudzień jest miesiącem, w którym ludzie obdarowują się prezentami. Sprzyja temu nie tylko data 6.12, ale też Wigilia. I mnie nadarzyła się okazja, żeby obdarować jednego/jedną z Was czymś, o czym ostatnio zdarza mi się pisać. A mianowicie audiobookiem.  Mam dla Was Opowieści niesamowite autorstwa Edgara Allana Poe. 

Muszę przyznać, że sama przyczajam się na tego audiobooka, bo odpowiada mi nie tylko autor, ale również lektor:)
Co trzeba zrobić?
To proste. Trzeba tylko odpowiedzieć na pytanie dlaczego warto słuchać audiobooki?
Tylko jest haczyk. 
Macie mnie zaskoczyć - formą odpowiedzi, argumentami, albo czymkolwiek innym. Zwycięzcą będzie ten, kto wykaże się największą pomysłowością:) 

Jak dostaniecie audiobooka?
Z racji tego, że fundatorem nagrody jest serwis Audeo, dostaniecie na maila kod na darmowego audiobooka razem z instrukcją jak z niego skorzystać:)

Jeżeli macie konto na Facebooku będzie mi miło jak mnie polubicie: >>>KLIK<<<. Nie jest to warunek konieczny, ale to ułatwi Wam śledzenie wyników konkursu.
Macie czas do 13.12 br. (czwartek) do północy. Wyniki ogłoszę prawdopodobnie w piątek:). 
Zatem do dzieła i czekam na Wasze odpowiedzi. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić:)
Odpowiedzi zostawiajcie pod notką:)
Powodzenia!

piątek, 7 grudnia 2012

Królewicz Śnieżek. Baśniowe stereotypy płci A. Suchowierska, W. Eichelberger - krótka opinia.

Któż z nas nie zna baśni Andersena, albo Czerwonego Kapturka czy Śpiącej Królewny? Chyba nie ma nikogo z mojego pokolenia, kto nie kojarzyłby tych baśni i nie miał swojej ulubionej. Ja jakoś nigdy nie przywiązywałam większej uwagi do przesłania, jakie niosą do momentu kiedy znajomy psycholog polecił mi Bajki rozebrane. Jak odnaleźć się w swojej baśni autorstwa K. Miller i T. Cichockiej. Muszę przyznać, że ta książka mnie urzekła i sprawiła, że spojrzałam zupełnie inaczej na baśnie i zaczęłam szukać publikacji o podobnej tematyce. 
Przy jednej z wizyt trafiłam na pozycję pt. Królewicz Śnieżek. Baśniowe stereotypy płci W. Eichelbergera i A. Suchowierskiej.

(obrazek z: www.lubimyczytac.pl)

Tak jak Bajki rozebrane są o tym jak baśnie mogą charakteryzować nas samych - naszą przeszłość i teraźniejszość, tak Królewicz śnieżek pokazuje jak kształtują one pewne cechy i zachowania u konkretnej płci. Otóż pani Suchowierska przez prosty zabieg zamiany płci u bohaterów baśni pokazuje nam, że pewne cechy przypisywane kobietom lub mężczyznom nadają nowy charakter płci przeciwnej o ile się je zamieni (hmm...nie wiem czy jesteście mnie w stanie zrozumieć w tym momencie, ale nie wiem jak inaczej to wyrazić).
Może nie jest to jakaś bardzo ambitna naukowa książka, ale trzeba przyznać, że ja uświadomiłam sobie wiele rzeczy, o których niby wiedziałam, ale jednak nie do końca;p. Królewicz Śnieżek rzuca nowe światło na baśnie i staje się niezłą inspiracją do dyskusji. A przy tym wszystkim napisany jest z dystansem do siebie i humorem. Mnie chyba najbardziej rozwaliła scena, w której Królewna Ninja budzi Śpiącego Królewicza poprzez oglądanie jego sztyletu - kiedy tylko królewna zaczęła go oglądać królewicz nagle się budzi i odkrywa, że ma sztylet. Muszę jeszcze dodać, że na obecność księżniczki reaguje w sposób co najmniej bojaźliwy. Normalnie padłam jak to czytałam;p
W tym miesiącu ze Stalowymi Czytaczami umówiliśmy się na dyskutowanie o książkach, które w ostatnim czasie wywołały u nas największe emocje, albo nas przynajmniej zaciekawiły. Tak luźno i niezobowiązująco z racji tego, że wielu z nas będzie żyło w tym miesiącu innymi rzeczami niż książki;p. Poza tym będziemy mieć nieco spraw organizacyjnych. Ja już znalazłam swoją książkę na spotkanie:). Wiem, że się spodoba i może być iskierką do bardzo ciekawej rozmowy przy piwie;). 
Dziś krótko, ale o tej publikacji nie trzeba wiele pisać, po nią po prostu należy sięgnąć:)

P.S. Jeżeli chcecie być na bieżąco zapraszam do polubienia mojej FanPage:
https://www.facebook.com/pages/M%C3%B3j-Portret/136063976509773

środa, 5 grudnia 2012

C. R. Zafon "Pałac Północy" - recenzja audiobooka

Moi znajomi doskonale wiedzą, że jakiś czas temu byłam osobą, która zionęła nienawiścią do nowoczesnych form książek niczym Smok Wawelski ogniem. Jednakże jakiś czas temu zaczęły się pojawiać małe szczeliny w moich dość konserwatywnych poglądach dotyczących czytania książek. W jednej z chwil moich słabości napisała do mnie Pani Ewa z portalu Audeo.pl z propozycją współpracy. Szczerze mówiąc, w pierwszej chwili pomyślałam sobie: "ku*wa przecież ja nie lubię audiobooków"; ale po chwili zaczęłam przeglądać to co mają w swojej ofercie, a moje oczy zaczynały przypominać pięciozłotówki, ponieważ znalazłam kilka pozycji, z którymi chciałam się zapoznać (z wieloma z nich nadal chcę;p). Spędziłam na oglądaniu audiobooków tak ok. godziny i w końcu zdecydowałam się na jedną książkę słuchaną, która miała szanse mi się spodobać. Poza dobrym tytułem ważne dla mnie było to, żeby również lektor mi pasował - odpowiednim głosem i też, żeby to był człowiek, którego darzę sympatią. Dlatego też wybrałam Pałac północy C. R. Zafona w interpretacji Piotra Fronczewskiego. Znałam już autora książki i lubię barwę głosu tego aktora, zatem stwierdziłam, że zaryzykuję i zgodzę się na współpracę;p. Pomyślałam, że przy okazji zobaczę czy audiobooki znajdą swoje miejsce w moim życiu...i o dziwo znalazły;) Ale o tym później;p


(obrazek z lubimyczytac.pl)

C.R. Zafona nie trzeba specjalnie nikomu przedstawiać. Jego książki znają już chyba wszyscy i nawet jeśli ktoś nie sięgnął po jedną z nich, to zapewne kojarzy tego pisarza.
Pałac Północy to jedna z książek dla młodzieży, z cyklu Trylogia mgły. Są to książki, które nie mają ze sobą powiązanych bohaterów, ani też fabuły, zatem można je czytać w dowolnej kolejności:). 
Zafon przenosi nas do Kalkuty 1932 roku. Poznajemy Bena, który wychował się w sierocińcu. Po skończeniu 16 lat jak każdy wychowanek musi się usamodzielnić. W dniu pożegnalnej imprezy Ben poznaje swoją siostrę Sheere i zabiera ją do Pałacu Północy na spotkanie tajnego stowarzyszenia, które założył z przyjaciółmi. Kiedy dziewczyna opowiada tragiczną historię swojej rodziny, członkowie stowarzyszenia postanawiają jej pomóc, w odnalezieniu domu, który pojawia się w jej opowieści. Wtedy jeszcze nie wiedzą, że oto właśnie trafili na trop jednej z najmroczniejszych tajemnic Kalkuty. Płonący pociąg, dworzec widmo oraz ognista zjawa - to tylko część makabrycznej łamigłówki, którą przyjdzie im rozwiązać. Coś co miało się okazać niecodzienną przygodą w pewnym momencie zamienia się w śmiertelnie niebezpieczne wyzwanie. 
Moim zdaniem Zafon stworzył niesamowitą opowieść o przyjaźni, miłości i oddaniu, którą włożył w ramy mrocznej, tajemniczej i trzymającej w napięciu opowieści. Pałac Północy zwykle słuchałam jak gdzieś szłam, dlatego nie zawsze zwracałam uwagę na ludzi wokół, a moi znajomi często zwracali mi uwagę, że ich nie poznaję;p. Jednak czemuż tu się dziwić, skoro byłam w zupełnie innym świecie, który ledwo pozwalał mi na czujność przy przechodzeniu przez ulicę? Oj tak, tajemnicza aura i zwroty akcji nie pozwalały mi na zbytnie rozpraszanie się światem zewnętrznym, bo w moim przypadku aduiobooki mają to do siebie, że chwila mojej nieuwagi sprawia, że zaraz gubię się w akcji i fabule;p. Dlatego też sporo czasu zajęło mi przyzwyczajenie znajomych, do tego, że jak mam słuchawki na uszach nie zawsze jestem w stanie ogarnąć otaczającą mnie rzeczywistość. 
Szczerze mówiąc powieść w tradycyjnej wersji (czyt. papierowej) zapewne pochłonęłabym w jakieś 2 - 3 dni, o ile nic nie wprowadziłoby chaosu do mojego naturalnego rytmu życia. Dlatego Pałac północy zajął mi sporo czasu. Ta książka zwykle towarzyszyła mi na zakupach czy też spacerach. Często miałam wrażenie, że ludzie dziwnie się na mnie patrzą, ale to chyba dlatego, że miałam skupiony wyraz twarzy, tak jakbym np. poszła na wykład, a nie po zakupy;p. No, ale to jest już ich sprawa;)
Pałac północy jest utrzymany w podobnej atmosferze, jak ta w Światłach Września. Mamy tajemniczą zjawę, morał i opowieść, która trzyma w napięciu i sprawia, że nie mamy ochoty się od niej odrywać. Autor wyczarował niesamowity świat od którego nie chce się odrywać i do którego chce się wracać:). Nie żałuję chwil spędzonych z bohaterami tej powieści, tym bardziej, że wypełnili wiele chwil, w których musiałam oderwać się od papierowej powieści. Pan Fronczewski sprawił, że na audiobooki patrzę teraz przychylniejszym okiem i na pewno będę po nie sięgać (na pewno po starannym wyborze;p). 
Wiem, że tak jak ja wolicie papierowe książki, ale może warto się otworzyć na nowe formy książek? U mnie audiobooki znalazły swoją niszę w moim życiu. Nie wiem czy przekonam się do czytników, ale książki audio nawet polubiłam. Wiem to dziwnie brzmi w moim przypadku i sama przez chwile zastanawiałam się czy przypadkiem nie porwali mnie kosmici, którzy wyprali mi mózg, ale jednak uznałam, że to mało prawdopodobne. Dlatego też zachęcam do spojrzenia łaskawszym okiem na książki słuchane i e-booki (szczególnie te pierwsze;p), bo może jednak znajdą swoje miejsce w Waszym życiu i się z nimi polubicie - jeśli miałoby tak być, to szkoda odmawiać sobie przyjemności z nowych doświadczeń:)


Pałac północy wysłuchałam dzięki uprzejmości serwisu:

niedziela, 2 grudnia 2012

Owoce ostatnich tygodni.

Ostatnie tygodnie były dla mnie dość intensywny - wciąż przybywało nowych wydarzeń, starych - nowych doświadczeń i świeżych znajomości.
Ale tak w telegraficznym skrócie w listopadzie:

  • przybyło mi płyt...w tym mojego ulubionego skrzypka:



  • zwiększyłam objętość mojej domowej biblioteczki:
  • wróciłam do biura Centrum Wolontariatu i Inicjatyw Obywatelskich, co wiąże się również z koortynowaniem akcją nakrętka:

Muszę przyznać, że nie udało się zabrać wszystkiego przy jednym transporcie, ale taki:
widok jest mimo wszystko krzepiący...muszę przyznać, że obiecałam sobie, że nigdy nie zapuszczę tego magazynu;p. 
  • Podjęłam nową współpracę i książki towarzyszą mi teraz w dwóch formach - audio i papierowej:

  • Okazałam się człowiekiem słabej woli i po raz kolejny obiecałam sobie, że pójdę do biblioteki tylko oddać książki, a oczywiście wyszłam z pełnym naręczem:

Ciekawa jestem czy przeczytam je wszystkie;p
  • Ostatnie tygodnie okazały się też czasem, kiedy dzięki jednej z blogerek odkryłam  (dla mnie) coś nowego, a mianowicie Mozart Opera Rock, która szczególnie zauroczyła mnie kawałkiem Le Bien qui fait mal.

Tak sobie myślę, że był to dobry miesiąc, bo oprócz wyżej wymienionych rzeczy towarzyszyli mi również wspaniali ludzie, którzy zainspirowali mnie do kreatywnego działania, przełamywania swoich barier i walki o swoje. Dlatego też spodziewam się, że najbliższy czas będzie dla mnie okresem realizacji własnych projektów, kolejnych inspiracji oraz zacieśniania najnowszych znajomości;p. Najważniejsze jest to, że stałam się ostatnio silniejsza i odważniejsza:) Ale to akurat jest temat na inną notkę.
A Wam co przyniosły ostatnie tygodnie?

sobota, 1 grudnia 2012

"Trzy mądre małpy" Ł. Grass - wzmianka o pierwszym (podobno) audiobooku sportowym w Polsce

Pałac północy się słucha, Katarzyna Wielka Gra o władzę się czyta, ale zanim pojawi się jakaś recenzja, wody w rzece jeszcze trochę upłynie. 
Dlatego też dla tych z Was, którzy czekają na bardziej książkowy temat mam notkę o nowym audiobooku, który ostatnio się ukazał. 
Mam tu na myśli Trzy mądre małpy  autorstwa Łukasza Grassa.

Z informacji, które mam wynika, że jest to pierwszy polski sportowy audiobook, który jest dedykowany nie tylko sportowcom. Trzy mądre małpy ma być książką inspirującą do działania i skłaniającą do zmian...do podniesienia zadka z kanapy i rozpoczęcia aktywności. Szczerze mówiąc sama mam ochotę bliżej przyjrzeć się tej pozycji, która być może po części przełamie mój niechcemisizm;p. Generalnie z tego co zrozumiałam ten audiobook jest szczególnie dla tych osób, które ze sportem nie mają nic wspólnego, a które myślą nad tym, żeby zacząć coś zmieniać. Kurczę...czemu od jakiegoś czasu mam poczucie, że jest on własnie dla mnie? hmm...
Na koniec jeszcze dodam, że audiobook czyta Bartłomiej Topa, i można go dostać (audiobook, nie pana Bartłomieja;p) na stronie Audeo i audiobook.pl 
Wiem, że o tym było już głośno na blogach, ale może wśród Was jest ktoś zainteresowany, kto jeszcze o tym nie wie;).
Ok ja to wszystko mam dla Was na dziś. 
Wyglądajcie niebawem recenzji;)

piątek, 30 listopada 2012

Akcja nakrętka;p

Wolontariat to coś co raz na jakiś czas dość intensywnie mnie zajmuje - przysparza stresów, siwych włosów i nowych zmarszczek...ale tak na prawdę później pamięta się tylko uśmiechy, życzliwych ludzi i wspaniałe doświadczenia.
Dzisiaj mieliśmy transport nakrętek do punktu skupu, do którego przygotowywaliśmy się co najmniej tydzień. Trzeba było umówić transport, załatwić ludzi do pomocy (co okazało się najtrudniejsze), przywiesić na bramie informację z prośbą o przeparkowanie samochodów tak, żeby żadnemu nic się nie stało i załatwić jeszcze kilka spraw. 
Wczoraj przez ponad godzinę z kolegą zwoziłam nakrętki z biura do magazynu. Po drodze rozmawialiśmy o wszystkim: o tym co robimy, co studiowaliśmy, o naszych wspólnych znajomych, wolontariacie i kulturze. W między czasie śmialiśmy się i żartowaliśmy...osobiście nie odczułam, że to nasze pierwsze spotkanie. Znałam Go dosłownie kilka chwil (dzięki koleżance, która mi Go podesłała do pomocy;p), a rozmawiałam z Nim jak z dobrym kolegą. Muszę przyznać, że często w kontaktach z nowymi znajomymi czuję się skrępowana - nie wiem jak się zachować i co mówić. A tu wszystko przyszło naturalnie. Może dlatego, że D. jest bardzo sympatycznym i otwartym człowiekiem...to bardzo pomaga;p. 
Natomiast dzisiaj był najbardziej stresujący dzień. Bałam się, że o czymś zapomniałam, coś pominęłam, albo, że coś pójdzie nie tak. Jednak w większości dzień minął nam na przerzucaniu nakrętek z magazynu na samochód. Poznałam mamę i siostrę dziewczyny, której pomagamy - to dwie niesamowite kobiety:). Bardzo pracowite, silnie i pozytywnie myślące:). Patrycja często podnosiła mnie na duchu przez ten tydzień, kiedy stresowałam się tym, że coś idzie nie tak jakbym tego chciała. Bardzo pomagały mi rozmowy z Nią. Zatem Pati jak to czytasz to dziękuję za wsparcie:) - wiele to dla mnie znaczy. 
Muszę przyznać, że taki:
widok przyprawia mnie o skurcz w żołądku i włącza zwątpienie - tym bardziej jeżeli jest tylko garstka ludzi do pracy. Jednak trzeba to przyznać - wzajemnie wspieraliśmy się w trudach i narzekaliśmy na bolące kręgosłupy;p...szczerze mówiąc mnie maruda włącza się niemiłosiernie jak jest mi źle;p. 
Jednak dziękuję usłyszane z ust mamy Joli (dziewczyny, dla której prowadzimy akcję) było bezcenne. W takich chwilach nie myśli się o zmęczeniu i bólu w krzyżu;p. 
Muszę przyznać, że mam poczucie, iż wykonaliśmy kawał dobrej roboty.
Taak...mimo wszystko pomaganie sprawia, że w mojej krwi płynie więcej endorfin niż normalnie;p, a zmarszczki, stres i nowe siwe włosy to nic. No, ale co nie zmienia faktu, że w tym tygodniu w najbardziej krytycznym momencie ratowałam się tak:
Jakoś trzeba było;p
Ale najważniejsze jest to, że dla Joli przekazaliśmy dziś ponad 6600 zł:)

czwartek, 29 listopada 2012

Dziś nieco o Szlachetnej Paczce

Dzisiaj nie będzie o książkach...dzisiaj będzie o pomaganiu:)
Dwa lata temu wzięłam udział w akcji Szlachetna Paczka i kiedy w zeszłym tygodniu dostałam telefon ze Stowarzyszenia Wiosna, które koordynuje całą akcja zdziwiłam się, że dzwonią do mnie po takim czasie. Rozmawiałam z Panem, który zapytał się o wrażenia z akcji po czym spytał, o to czy chciałabym zostać ambasadorką Szlachetnej Paczki. Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie ta propozycja - wszakże z tą akcją miałam do czynienia tylko raz i od tego czasu wiele wody zdążyło upłynąć w rzece. Ale się zgodziłam:), a zrobiłam to dlatego, że mam niesamowite wspomnienia z tamtego czasu. 
Nigdy nie zapomnę spotkania z darczyńcą w magazynie - niesamowitą kobietą, która nie tylko nam zaufała, ale zrobiła nieziemską paczkę. Przyniosła wszystko co umieściliśmy w wywiadzie z rodziną (w tym nową pralkę i jeszcze załatwiła dzieciakom laptopa, który miał im pomóc w odrabianiu lekcji). W tym czasie w magazynie byliśmy wszyscy i po wyjściu darczyńcy przez długą chwilę staliśmy w grupie po prostu się uśmiechając. Urywając się z zajęć nastawiałam się na odbiór paczki i szybki powrót na zajęcia (tak -  poświęciłam studencką przerwę na obiad na Szlachetną Paczkę;p). Jednak jak tylko otrząsnęliśmy się z szoku spontanicznie przebraliśmy naszego lidera w strój św. Mikołaja i pojechaliśmy zrobić naszej (naszej? mojej;p) rodzinie niespodziankę - w nadziei na to, że zastaniemy ich w domu. Po drodze uknuliśmy cwany plan, że pralkę zostawimy na półpiętrze resztę rzeczy wtargaliśmy na czwarte piętro i spotkaliśmy się z niesamowicie radosnym powitaniem...a później były już tylko łzy...łzy radości i wzruszenia:). To jak dzieciaki popłakały się w momencie, w którym zobaczyły laptopa sprawiło, że i my popłakaliśmy się razem z nimi;p. A kiedy pierwsze emocje opadły nasz Mikołaj zapytał dzieci o to czy mama była grzeczna? Dzieci trochę zdziwione odpowiedziały, że tak, na co Mikołaj powiedział, że w takim razie jest prezent i dla mamy:). Kiedy ta kobieta zobaczyła, że w końcu będzie mogła normalnie zrobić pranie (przy 4 dzieci i dwójce dorosłych trochę tego jest) jeszcze bardziej się wzruszyła i uroniła więcej łez, co udzieliło się i nam. Wiedzieliśmy, że dobrze wybraliśmy rodzinę i warto było pomóc - tym bardziej, że starsze dzieciaki później pomogły nam przy akcji Nakrętka;p. Zresztą przy robieniu wywiadów to było widać, że ta rodzina na prawdę potrzebuje wsparcia i nikt nie przejawia postawy roszczeniowej. Z koleżanką, z którą robiłam wywiady w rodzinach zawsze dyskutowałyśmy i dzieliłyśmy się wrażeniami, a później jeszcze w grupie konsultowaliśmy to czy oby na pewno nasze wybory są trafne - dyskusje potrafiły być burzliwe;p

Wciąż pamiętam ile dała mi ta akcja, ile moich kompleksów zwalczyłam oraz z iloma słabościami (moimi oczywiście) musiałam się zmierzyć. Pamiętam też, że na każdym etapie ekipa wolontariuszy ze Szlachetnej wspierała się nawzajem i to było dla mnie bardzo cenne. 
Sama nie wiem dlaczego nie zgłosiłam się w tym roku do Szlachetnej Paczki...ale wiem, że i tak jest szansa, żebym mogła pomóc. 
Jakie mamy możliwości oprócz wolontariatu na rzecz Szlachetnej Paczki?

 Zrób paczkę – sam, z rodziną, ze znajomymi, z kim tylko chcesz – przekaż prezent dla rodziny w potrzebie. Masz szansę przygotować trafiony prezent i sprawić radość wybranej osobie lub rodzinie.
 Wyślij SMS o treści PACZKA na numer 75 465 (koszt: 5 PLN + VAT) – nawet nie wiesz jak wiele dobrego robisz!
 Wesprzyj SZLACHETNĄ PACZKĘ darowizną. Każda wpłata daje nam szansę na zorganizowanie pomocy dla kolejnej rodziny. By pomagać, potrzebujemy przynajmniej tylu wpłat, ile rodzin otrzyma pomoc w tym roku. Twoja decyzja, pozwoli nam działać. Jesteśmy idealistami, a dzięki Tobie, zmienimy ten świat na lepsze…
Wpłać darowiznę na rzecz SZLACHETNEJ PACZKI przelewem na konto
nr 22 1020 2892 0000 5802 0469 5146
tytuł przelewu: Darowizna – SZLACHETNA PACZKA
Stowarzyszenie WIOSNA ul. Starowiślna 21/3, 31 – 038 Kraków
lub przez naszą stronę internetową www.szlachetnapaczka.pl

Na koniec mogę Wam jedynie napisać, że jestem przekonana, że żadna złotówka przekazana na rzecz Stowarzyszenia Wiosna i Szlachetnej Paczki nie zostanie zmarnowana. A to dlatego, że pamiętam jak bardzo byliśmy zaangażowani w tą akcję dwa lata temu. Dlatego jeżeli tylko możesz pomóc nie zwlekaj:)

środa, 28 listopada 2012

Gregory Funaro "Rzeźbiarz"

Może niektórzy z Was wiedzą, że z racji zawodu lubię sięgać po kryminały - a jak już są w nich seryjni zabójcy to tym bardziej mi w to graj. Właśnie jestem po lekturze Rzeźbiarza autorstwa Gregoryego Funaro.

Rzeźbiarz - Gregory Funaro
(obrazek z: lubimyczytac.pl)

Od Wydawcy:

Mrożąca krew w żyłach historia seryjnego mordercy, dla którego zabijanie jest naprawdę sztuką.

Za życia byli ułomni. Po śmierci stali się doskonałymi dziełami sztuki – ich ciała przemieniły się w repliki najsłynniejszych rzeźb Michała Anioła. Tylko Rzeźbiarz potrafi wydobyć z nich prawdziwe piękno i sprawić, by świat docenił jego dar. 

Agent specjalny FBI, Sam Markham, wytropił już wielu seryjnych zabójców, ale ten przeciwnik jest wyjątkowy: skrupulatny, metodyczny i bezwzględniejszy od jakiegokolwiek ze zbrodniarzy, z którymi Markham miał do czynienia. Jedyny trop to dedykacja umieszczona na pierwszym „posągu”. Jej adresatką jest Cathy Hildebrant, historyk sztuki, która podobnie jak Sam obawia się, że to dopiero początek morderczej serii. 

W spokojnym miasteczku w stanie Rhode Island Rzeźbiarz przygotowuje swoje najnowsze makabryczne dzieło i czeka, aż Cathy wpadnie w jego ręce, przekonany, że dopiero wtedy świat zrozumie w pełni jego przesłanie. Markham może ją uratować, ale musi przeniknąć do chorego, wypaczonego umysłu psychopaty nim przerażająca rzeźba zostanie ukończona

Ode mnie:

Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się koncepcja pisarza jeżeli chodzi o nakreślenie sylwetki mordercy. Inteligentny i sprytny mężczyzna,  został wykreowany na kogoś w stylu maszyny do zabijania utalentowanej artystycznie. O ile w ogóle wykonywanie rzeźb z ludzi można nazwać wyrazem artystycznych uzdolnień. Zabójca w niniejszej powieści to według mnie najbardziej wyrazista postać, przy której reszta bohaterów wypada bardzo blado i niewyraźnie. Zresztą odniosłam wrażenie, że  Gregory Funaro nie przywiązał szczególnej uwagi do rozwoju postaci w swojej powieści koncentrując się bardziej na akcji oraz konstruowaniu zagadki. Mimo, że papierowi bohaterowie obniżyli (moim zdaniem) wartość powieści, to przeczytałam powyższą książkę z przyjemnością. Czytając Rzeźbiarza czasem wstrzymywałam oddech w oczekiwaniu na rozwój pewnych wydarzeń, co sprawiło, że na kilka chwil zapominałam o stresie związanym z moimi obowiązkami. A o to przecież chodziło - żeby kryminał trzymał w napięciu i stanowił dobrą zagadkę, która pozwoli na zapomnienie o własnej rzeczywistości. Dlatego też potrafiłam wybaczyć wszelakie niedociągnięcia u bohaterów oraz to, iż niektóre sytuacje były jak dla mnie mocno naciągane. Uważam, że całą historię uratowała oryginalność motywu zabójstw i fakt, że autor niemalże do końca trzymał tożsamość mordercy w ukryciu. No i zostawił też otwarty wątek, który mnie zaintrygował oraz sprawił, że będę chciała sięgnąć po kolejne części z serii, którą zapoczątkował Rzeźbiarz.
Podsumowując:
Mimo minusów powieść Gregoryego Funaro dostarczyła mi kilku godzin ciekawego zajęcia, a już na pewno oderwał mnie od stresów tego tygodnia. W moim przypadku zajęcie myśli czym innym okazywało się zbawienne. Dlatego też nie żałuję, że sięgnęłam po tą powieść i zapewne kiedyś w wolnym czasie do niej wrócę... Zatem jeżeli macie ochotę na jakiś niezbyt skomplikowany, ale w miarę ciekawy kryminał polecam:). 

niedziela, 25 listopada 2012

Wynik poszukiwania bardziej wampirzych wampirów niż Edward;p

W związku z pojawieniem się w kinach ostatniej części sagi Zmierzch razem ze znajomymi zaczęliśmy biadolić, że spotkać w literaturze/filmie porządnego wampira jest niemalże cudem. Wszędzie pełno jest Edwardów, Stefanów i innych  pseudowampirów, które np. świecą się w słońcu. Niestety nie można o nich powiedzieć, że mają coś wspólnego, z mrocznymi i tajemniczymi wampirami, których bardzo mi brakuje. W dzisiejszych czasach wampiry wcale nie są wampirze i raczej śmieszą niż straszą; aczkolwiek udało nam się znaleźć trochę perełek. 

1. Hrabia Dracula B. Stokera, o którym pisałam >>>TU<<<. jest tą postacią, która nam (mnie i przynajmniej jednej koleżance) się spodobała. Mroczny, tajemniczy i przerażający bohater książki sprawił, że dygałam się pójść po ciemku do łazienki jak była mgła;p. A ci co czytali to wiedzą dlaczego;)). Książka ma swoje minusy, jednak mimo wszystko to najlepsza powieść o wampirach, którą czytałam ever;p

2. Miasteczko Salem S. Kinga
O tym też już pisałam >>>KLIK<<<
Kinga nie trzeba za specjalnie nikomu przedstawiać. Każdy kto jest molem książkowym zapewne przynajmniej słyszał o tym kultowym już pisarzu. Pamiętam jak pierwszym razem czytałam tą powieść bałam się nawet tego jak gałęzie stukały w moje okno; a na parapecie miałam różaniec i książeczkę - tak profilaktycznie;p. Ale wtedy młodą siksą byłam, więc mogę sobie to wybaczyć;p

3. Koleżanki poleciły mi Wywiad z wampirem autorstwa A. Rice - tam podobno wampir jest wampirzy i nic mu nie brakuje. Zatem zamierzam sięgnąć;p.

Z filmów, to mnie bardzo spodobał się Dracula 2000, który w dużej mierze nawiązuje do Draculi z pkt. 1. mojej notki, więc sam w sobie był mroczny:). A jeszcze dodać jednego z moich ulubionych aktorów w roli głównej, to moja fascynacja tym obrazem była gwarantowana/

Dlatego też jak ktoś z Was spragniony jest porządnych wampirów to polecam powyższe pozycje. Natomiast jeżeli znacie jakieś inne wampiry, o których właśnie napisałam to proszę zostawcie info w komentarzach, bo chętnie się im przyjrzę:)

czwartek, 22 listopada 2012

Stosik:)

Szykuje mi się dość intensywny weekend i obawiam się, że nie będę w stanie wstawić Wam żadnej konkretnej notki. Dlatego też postanowiłam pochwalić się stosikiem, który uzbierał mi się przez ostatnie tygodnie:

Część z nich mam z wymiany, część sama sobie kupiłam, a dwa to egzemplarze recenzenckie;)

Zatem od góry:

  1. Emily Griffin Coś niebieskiego
  2. R.P. Evans Obiecaj mi  >>>KLIK<<<
  3. Gregory Funaro Rzeźbiarz
  4. J. Irving Świat według Garpa
  5. Ch. Bronte Jane Eyre
  6. A. Bronte Agnes Grey
  7. E. Stachniak Katarzyna Wielka. Gra o władzę.
  8. L.Chanaey, Coco Chanel Życie intymne
  9. M.Fitoussi Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno >>>KLIK<<<
Mam wrażenie, że książki coraz szybciej mi przybywają;p

środa, 21 listopada 2012

"Obiecaj mi" R.P. Evans - subiektywna opinia

Nie da się ukryć, że moje życie przyspieszyło. Każdego dnia zmagam się z wyzwaniami i obowiązkami (raz mniej, a innym razem bardziej wymagającymi) dlatego każda chwila z książką jest dla mnie możliwością nabrania oddechu i wypoczynku. Chciałam zatem coś lekkiego, ale z sensem, więc znów sięgnęłam po książkę Richarda Paula Evansa, tym razem było to Obiecaj mi.
Obiecaj mi - Richard Paul Evans
(obrazek z lubimyczytac.pl)

Od Wydawcy:
„W zamkniętych na klucz i ukrytych w szafie szkatułkach przechowuję dwa naszyjniki. Są podarunkami od dwóch mężczyzn. Oba naszyjniki są piękne i cenne, nie noszę jednak żadnego z nich - jednego z powodu złamanej obietnicy, drugiego z powodu obietnicy dotrzymanej”.
 
Tamtego roku Beth przestała wierzyć w szczęśliwy los. Jej życie rozsypało się jak domek z kart: musiała zmierzyć się ze zdradą i opuszczeniem. W chwili próby zawiódł ją najbliższy człowiek, łamiąc wszystkie obietnice, które do tej pory składał. 

Wtedy właśnie pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei. Wiedział, jak pomóc, co zrobić, by Beth znów zaczęła się uśmiechać, znał odpowiedzi na dręczące ją pytania. On też złożył obietnicę. Czy będzie w stanie jej dotrzymać? Kim naprawdę jest Matthew i skąd tyle wie na temat Beth i jej rodziny?

Ode mnie:
Muszę przyznać, że Evansa polubiłam już od pierwszego wejrzenia - to znaczy od przeczytania Stokrotek w śniegu, które mnie wzruszyły niesamowicie, chociaż momentami wydały mi się naiwne. Już wtedy polubiłam styl tego pisarza, który ma lekkie pióro i nie wieje kiczem pisząc w bardzo przystępny sposób o trudnych sprawach. 
Dlatego też Obiecaj mi była logicznym wyborem, który dokonał się w następstwie pierwszego (jakże obiecującego) spotkania z twórczością tegoż autora. Powyższa powieść została napisana tak, że można pochłonąć ją w jeden wieczór. Muszę jednak wspomnieć, że potrafi to być wyciskacz łez - tak było to w moim przypadku.. Ponadto razem z główną bohaterką przeżywałam to co jej się przydarzało, chociaż momentami jej zachowanie wzbudzało we mnie sprzeciw i wydawało mi się dość mocno kontrowersyjne. Jednak zawsze kiedy mam poczucie, że dany bohater zachowuje się nie tak jak trzeba (przynajmniej w moich oczach) zadaję sobie pytanie o to jak ja zachowałabym się w takiej sytuacji. Wtedy przeważnie zaczynam patrzeć na danego bohatera nieco łagodniejszym okiem. 
Przydatną uwagą może być to, że język i krótkie rozdziały sprzyjają czytaniu tej pozycji, w komunikacji miejskiej - a to czasem bywa plusem, bo dzięki temu trudniej przegapić przystanek. Ja mam akurat wersje kieszonkową powieści, więc nawet nie zabiera dużo miejsca w torebce:). Jest to też idealna propozycja dla tych, którzy szukają czegoś krótkiego, lekkiego i przyjemnego w czytaniu na weekend:)).
Myślę, że gdybym napisała więcej mogłabym zepsuć Wam przyjemność czytania tej książki. Po nią trzeba po prostu sięgnąć - o ile ma się ochotę na tego typu literaturę. Ja  z czystym sumieniem polecam na chłodny wieczór do ciepłej herbaty, albo innego napoju odpowiedniego do tej pory roku. 

Ja już wiem, że sięgnę po kolejny tytuł tego autora i wiem, iż to będzie dobry wybór;). 

Etykiety

"Gra o tron" (10) [przygotuj się na wielkie wyjście] (2) 30dniwege (4) 52 książki (214) 52 książki 2016 (39) 52 książki 2017 (1) 52potrawy 2015 (7) AA (2) agroturystyka (1) akcja (1) akcja Nakrętka (1) akcje (2) akcje czytelnicze (1) akcje kulturowe (1) Allverne (1) Allverne Nature's Essences (1) Anew (3) Anew Revitalist (2) Anne Bronte (1) antykoncepcja (1) Aromatella (1) aromaterapia (17) asertywność (1) audiobooki (6) Aussie (3) autobiografia/biografia (2) Avon (37) B.app (4) babeczki (2) Baikal Herbals (1) bajki (1) bajki dla dzieci i dorosłych (1) Bakalland (1) Balneokosmetyki (1) balsam do rąk (1) balsam do włosów (2) Bandi (1) BarryM (3) Barwa (2) Barwy Harmonii (1) Basilur (1) baśnie (1) Batiste (1) batony (1) bądź offline (1) BeBeuty (1) BeGlossy (5) Belgia (18) belgijskie przysmaki (4) belgijskie słodycze (5) belgijskie smakołyki (3) Bell (4) beutybox (3) Bielenda (3) BingoSpa (11) biografie (1) Biosilk (4) Biovax (6) biżuteria (1) błyszczyki (2) Bomb Cosmetics (3) Boże Narodzenie (3) brow bar (1) Bruksela (15) buble (6) buble kosmetyczne (8) buble książkowe (2) buty (1) Buziak Style (1) C.R. Zafon (3) Calvin Klein (1) Carmex (2) Cettua (1) Charlotta Link (1) Charlotte Bronte (1) chcę mieć (2) Chiny (1) chleby (1) Chocolissimo (2) choinka (1) chwile ulotne (3) ciasta (5) ciekawe pomoce naukowe (1) ciekawostki (1) cienie (4) cienie do powiek (5) cienie w kamieniu (2) cienie w kremie (1) ciocią być (1) codzienno (1) codzienność (91) codzienność psychologia społeczna (1) Combos (1) coś dobrego (9) coś na długie wieczory (3) coś słodkiego (7) couching (2) Crispy Waffles (1) cukinia (1) cykl o wolontariacie (7) czarna komedia (3) czas wolny (56) czekolada (8) czekolada do picia (4) czerwiec (1) czytanie (15) czytelnicze podsumowania (19) czytnik e-booków (1) Debby (1) Decubal (1) Decunal basic (1) demakijaż (6) depilacja (3) Dermacos (1) deser (6) deser na ciepłe dni (1) dipy (1) dla dorosłych (1) dla dzieci (10) do książki;) (1) dobre bo polskie (2) dobrostan zwierząt (1) dodatki (1) dodatki do domu (2) dodatki do potraw (1) domowa piekarnia (1) domowe Spa (3) domowe sposoby na przeziębienie/chorobę (2) Dove (2) Dr Konopka's (4) Dr. Konopka's (1) dramat (2) dynia (3) dysgrafia (1) Dziady (1) dzieciństwo (2) dziecko (1) Dzień Ojca (3) e-book (9) E. A. Poe (1) E.L.F (3) eliksir do włosów (2) Elisabeth Arden (4) Elseve (1) emulsja po opalaniu (1) Enilome Hertly Beuty (1) Eric - Emmanuel Schmitt (7) erotyka (2) Etja (1) etyka (3) etyka a to co jemy (1) Eveline (25) Evree (2) Fa (2) fantastyka (12) Farmona (3) feminizm (1) Feniks (1) Festiwal Conrada (1) festiwale (3) filiżanki (1) film (2) film azjatycki (1) filmowe podsumowania (6) filmowy weekend (2) fiszki (2) Floslek (15) FM (4) FM Group (3) Garnier (7) garść linków (10) Gliss Kur (3) Golden Rose (1) gotowanie (2) Green Pharmacy (12) Gregory Funaro (1) grupa literacka (1) gry planszowe (1) Grycan (2) Halloween (1) handel ludźmi (2) haul (4) Head&Shoulders (1) Hean (5) herbaty (1) higiena osobista (2) Himalaya Herbals (1) Holika Holika (1) home decor (2) homoseksualizm (2) hormony (1) horror (2) impreza (3) Inglot (1) inicjatywy kulturalne i społeczne (4) inspiracja (5) inspiracje (9) inspiracje dla nauczycieli (1) inspiracje dla rodziców (1) inspiracje na prezenty (1) inspirujący ludzie (2) Isana (1) ITS SKIN (2) Iwostin (4) ja w kuchni;] (3) jak radzić sobie ze stresem (5) jak sobie radzić ze stresem (2) jak zacząć nowe życie? (1) James Dashner (1) Jarosław Wasik (2) jedz jabłka (2) jedzenie (2) jesienna pielęgnacja (4) jesień (5) Joanna (1) kakao (2) kalendarium (1) Kallos (2) Kamil Janicki (1) kartka z kalendarza (52) kartka z kalendarza. (1) kawa (1) Kącik czytelniczy (1) kącik kulinarny (21) kącik samouka (1) Kindle (1) kino (1) klasyka (5) klasyka którą warto znać (3) kobieta w kulturze (2) koktajle (1) Kolastyna (2) kolorówka (6) kominek (2) koncerty (1) konkurs (1) konkursy (4) kontrowersyjne (1) konturowanie twarzy (1) korektor do brwi (1) korektory rozświetlające (1) kosmetyki (17) kosmetyki dla mężczyzn (3) kosmetyki dla wegan i wegetarian (1) kosmetyki do golenia (2) kosmetyki do kąpieli (2) kosmetyki do makijażu (14) kosmetyki do twarzy (5) kosmetyki do ust (2) kosmetyki do włosów (1) kosmetyki kolorowe (14) kosmetyki koreańskie (6) kosmetyki organiczne (1) kosmetyki po goleniu (1) kosmetyki rosyjskie (2) kosmetyki używane na wyjeździe (4) kosmetyki wegańskie (2) Kraków (1) krążki chlebowe (1) krem d rąk (1) krem do ciała (1) krem do opalania (1) krem do rąk (3) krem do twarzy (6) krem na dzień (2) krem o twarzy (1) krem pod oczy (2) kremy bb (1) Kringle Candle (6) Kroniki wampirów (1) kryminalistyka (1) kryminał (16) kryminały (2) kryminologia (2) książka dla smakoszy (1) książka na lato (2) książka na wakacje (1) książki (34) książki dla dzieci (16) książki dla młodzieży (8) książki edukacyjne (1) książki historyczne (4) książki kreatywne (1) książki kucharskie (2) książki motywacyjne (1) książki na jesień (1) książki na zimę (1) książki o których nie zapomnisz (1) książki polskich autorów godne polecenia (1) kuchenne inspiracje (2) kuchnia (1) kuchnia dla studentów (1) kuchnia dla studentów. (1) kuchnia dla zabieganych (2) kuchnia polska (1) kuchnia włoska (1) kultura (10) kultura polska (13) kupuj lokalnie (1) kuracja do włosów (1) L'biotica (2) L'Oreal (2) lakiery do paznokci (5) lampki (1) lato (1) Libster Blog Awards (1) Lioele (1) Lipton (1) Lirene (3) lista życzeń (2) literatura (12) literatura amerykańska (6) literatura erotyczna (4) literatura faktu (8) literatura francuska (3) literatura grozy (2) literatura historyczna (7) literatura hiszpańska (3) literatura izraelska (1) literatura japońska (1) literatura klasyczna (2) literatura kobieca (5) literatura koreańska (3) literatura młodzieżowa (17) literatura niemiecka (1) literatura obyczajowa (1) literatura piękna (10) literatura polska (38) literatura portugalska (1) literatura skandynawska (8) literatura światowa (18) literatura wojenna (3) literatura współczesna (73) literatura współczesna. (2) literatura współeczesna. (2) literatura XIX w. (17) Livioon (3) Loesje (1) Lotus (1) Lovley (1) Luxury Paris (9) łatwe przepisy (22) Łazienki Królewskie (1) Łuk Tryumfalny (1) Make - Up Trendy (1) make-up (3) Makeup Revolution (2) makijaż (8) maluszek (1) manga (1) Marek Grechuta (2) maseczki do twarzy (10) maska do włosów (8) masła do ciała (6) materiały do nauki języka niemieckiego (2) materiały do nauki matematyki (1) materiały do zajęć z dziećmi (1) MaxFactor (3) Maybelline (3) metoda nauki języka obcego (1) męskim okiem (3) mgiełka do ciała (2) mgiełki do ciała (1) Michał Bajor (6) miejsca relaksacyjne (1) miesiąc w zdjęciach (10) mieszanki bakaliowe (1) Międzynarodowy Festiwal Kryminału (1) migawki z życia (3) Miodowy Kłos (1) mleczko do ciała (2) mleko roślinne (1) młodzieżowa (1) moda (1) Models Own (1) moim zdaniem (1) moja dziupla (1) moje ulubione książki (42) motywacyjnie (1) Mount Blanc (1) możesz pomóc (1) Muza (1) muzyka (12) muzyka która mnie relaksuje (8) muzyka niszowa (4) na faktach (2) na obiad (3) na śniadanie (3) Nabla (1) nadzieja (1) nagrody (1) Natura Syberica (1) nauka języka angielskiego (2) nauka języka niemieckiego (2) nauka języka obcego (3) niania (5) nie polecam (1) nie samą książką człowiek żyje (1) niecodzienność (21) Nike (1) Nivea (10) No36 (1) NoniCare (1) nostalgicznie (1) notki o słodyczach (1) notki pomocowe (2) nowoczesne formy książek (2) nowości (6) nowości kosmetyczne (1) nowości na które czekam (1) nowy etap (3) o filmach (1) o Islamie (2) o jedzeniu (1) o Kościele (1) obejrzane spektakle (1) ocalić od zapomnienia (1) ochrona przeciwsłoneczna (1) oczyszczanie twarzy (4) odżywki do paznokci (5) odżywki do włosów (6) Oeparol (1) ogłoszenia parafialne (10) okołodziecięce (5) olej arganowy (1) olej kokosowy (2) olej migdałowy (1) olej pielęgnacyjny (1) olejek do ciała (2) olejek do twarzy (3) olejek do włosów (9) olejek łopianowy (6) olejek macadamia (1) olejki do twarzy (2) olejki zapachowe (4) olejowanie włosów (1) Olga Rudnicka (4) One Lovely Blog Award (1) opieka nad dzieckiem (1) oponki (1) Organic Shop (2) Organic Therapy (2) Organique (1) Oriflame (5) Oriflame. (1) Oscar Wilde (1) ozdoby świąteczne (1) Pachnąca Szafa (2) paczka:) (1) Paese (1) paletki cieni (1) paletki ze Sleeka (3) palety cieni (1) Palmers (1) Palmolive (2) Pantene (3) Pantene Pro - V (1) Pantne (1) pasja (14) pasja. (1) pasty do kanapek (1) paznokcie (3) pedagogika (3) peeling do ciała (4) peeling do skóry głowy (1) peeling do twarzy (5) perełki muzyczne i taneczne (2) Perfecta (1) Pharmaceris (3) pianka do golenia (1) pieczenie (2) pielęgnacja (5) pielęgnacja ciała (36) pielęgnacja dłoni (9) pielęgnacja paznokci (1) pielęgnacja pędzli (1) pielęgnacja rąk (6) pielęgnacja skóry wokół oczu (1) pielęgnacja specjalna (34) pielęgnacja stóp (1) pielęgnacja szyi i dekoltu (1) pielęgnacja twarzy (82) pielęgnacja ust (3) pielęgnacja włosów (42) pielęgnacja zimowa (5) piosenka artystyczna (1) Plaisirs Nature (Yves Rocher) (1) Planet Spa (2) plany (2) plany czytelnicze (1) plastry do twarzy (2) plastry na niedoskonałości (1) plastry na nos (2) Playboy (1) płyn micelarny (2) pochód książek męczących (1) początek (1) początki:) (3) podaj dalej (1) podkład (4) podkład do twarzy (1) podkłady (2) podróże małe i duże (8) podsumowania (7) podsumowania czytelnicze (1) podsumowania miesiąca (8) podsumowanie miesiąca (18) podsumowanie roku (1) Poetycka Dolina (1) poezja (3) poezja śpiewana (2) pokonaj stres (3) polecane książki na jesień i zimę (1) Polska (2) połącz kropki (1) pomadki do ust (2) pomaganie (4) popularnonaukowe (1) poradniki (4) poranna pielęgnacja (2) powieść wiktoriańska (1) powieść współczesna (2) praca (3) Pretty (2) prezent na Dzień Matki (1) prezenty (1) prezenty dla mamy (1) prezenty dla siostry (1) prezenty dla taty (2) projekt denko (4) projekt ślub (3) promocje (1) proste przepisy (13) prosto z natury (1) przegląd miesiąca w zdjęciach (5) przekąski (4) przekąski do pracy lub szkoły (1) przekąski na podróż (1) przemysłowa hodowla zwierząt (2) przemyśl to! (2) przemyślenia (6) przepis na wieczór (1) przepisy (30) Przepisy Babci Agafii (1) przepisy inspirowane "Grą o tron" (1) przepisy inspirowane książkami (1) przygotowania do ślubu (1) przyjemność (2) przysmaki (1) przystawki (1) psychologia (8) publikacje naukowe (1) R. P. Evans (3) Radical (1) recenzja filmu (1) recenzja kosmetyków (5) recenzja książek (5) recenzje filmów (3) recenzje filmów. Jonny Deep (1) recenzje gadżetów (1) recenzje gościnne (1) recenzje kosmetykow (1) recenzje kosmetyków (145) recenzje kosmetyków. (1) recenzje książek (279) recenzje książki (3) recenzje mangi/komiksów (3) recenzje olejków zapachowych (1) recenzje płyt (4) recenzje seriali (2) recenzje świeczek/wosków zapachowych (13) refleksyjnie (1) Regenerum (1) Regent House (2) relaks (7) relax (3) reportaże (3) Resibo (4) Revlon (2) Rimmel (2) Rival de Loop (2) rodzina (1) romans (3) romans historyczny (4) rosyjskie kosmetyki (2) rozdanie (1) rozwój zawodowy (2) ruch (1) Rzeszów (1) s-f (1) sala weselna (1) sałatka (2) samorozwój (2) Sandomierz (1) Sarah - Kate Lynch (1) Scottish Fine Soaps Company (1) Scrummy (1) sentymentalnie (8) seriale (1) serum do paznokci (1) serum do rzęs (2) serum do twarzy (3) serum do włosów (1) seryjni mordercy (2) Sesa (2) ShinyBox (2) silent disco (1) Skin Love (1) Skin79 (6) Sleek (6) słodycze (7) słodycze świata (2) słodycze wegańskie (1) słone przekąski (1) smaki (1) smaki dzieciństwa (3) snuff moves (1) Soap & Glory (3) Soap&Glory (2) sosy (1) spacerniak kulturowy (6) specjalna pielęgnacja (2) sport (1) sposób na... (3) spotkania blogerek (1) spotkania promujące książki (1) spotkanie blogerek (1) stalking (2) Stalowa Wola (4) Stalowi Czytacze (2) stalowowolskie spotkanie blogerów (1) Stara Mydlarnia (4) Stephen King (4) stosik (45) stosik biblioteczny (4) styl życia (11) Sylveco (3) szaliki (1) szampon do pędzli (1) szampony (4) Szlachetna Paczka (5) szminki (2) szukanie pracy (1) szybie przekąski (1) szybkie przepisy (18) ślub (1) ślub konkordatowy (1) Świat Książki (1) światełka (1) świeczki/woski zapachowe (23) Święta (6) święta. (1) tagi (9) tania kuchnia (1) targi książki (1) tarta (1) tbr (3) teatr (3) Teekane (1) tematy społeczne (1) terapia sztuką (2) terroryzm (1) Tess Gerritsen (3) The Balm (2) thriller/sensacja/kryminał (33) Tisane (2) tłusty czwartek (2) Tołpa (2) toniki do twarzy (1) tradycja (4) tradycja polska (4) trening antystresowy (1) trudne sprawy (1) trudności z pisaniem i nauką pisania (1) tusze do rzęs (1) tydzień w zdjęciach (24) Uczta Lodu i Ognia (1) ulga po opalaniu (1) Ultra Doux (2) ulubieńcy kosmetyczni (9) ulubieńcy miesiąca (8) ulubieńcy niekosmetyczni (6) ulubiona muzyka (2) ulubione (4) ulubione kosmetyki (4) ulubione książki (36) ulubione przekąski (1) ulubione przepisy (3) ulubione słodycze (1) ulubione zapachy (4) Unique (1) Urban Decay (1) Uriage (1) urlop (1) uśmiech (1) uzależnienia. psychologia (1) Vichy (1) Victoria's Secret (2) wakacje (1) walka z wągrami (1) wampiry (5) Warszawa (3) warsztaty (1) warsztaty kreatywnego pisania (1) weekend z książką (8) weganizm (4) wege (14) wegetarianizm (12) wieczorna pielęgnacja (2) Wielkanoc (1) wierzenia (2) wieś (2) wizyta u ginekologa (2) wolontariat (24) wspieraj lokalną gospodarkę (1) wspomnienia (1) współpraca (2) wychowanie dziecka (3) wydarzenia (8) wydawnictwa (1) wyjazd (2) wyniki konkursu (2) wyniki rozdania (1) wyróżnienia (1) wyzwania (2) wzmacnianie włosów (1) wzruszające (1) Yanke Candle (1) Yankee Candle (17) Yasumi (1) Yves Rocher (4) z baśnią w tle (1) zabawy dla dzieci (1) zakupy (3) zakupy kosmetyczne (4) zakupy ubraniowe (1) zamknięte klatki (1) zapachy (18) zapachy dla domu (2) zapachy dla kobiet (12) zapachy dla mężczyzn (2) zapachy na jesień (1) zapachy na lato (5) zapachy na wiosnę (3) zapachy od Avon (5) zapachy od Calvin Klein (1) zapachy uniwersalne (1) zapiski okularnicy (1) zapowiedzi recenzji (1) zapuszczanie włosów (1) zarządzanie stresem (2) zdjęcia (3) zdobycze kosmetyczne (1) zdrowe słodycze (1) zdrowie (5) zdrowie kobiety (7) zestawy kosmetyków (1) Ziaja (6) zimowa pielęgnacja (4) zmiany (2) Zoeva (1) zrozumieć kobietę (3) zrób sobie stop klatkę (2) zupy (2) zupy-krem (2) zwyczaje polskie (2) żel do twarzy (3) żel pod prysznic (2) żele do mycia twarzy (3) żele do mycia/produkty do kąpieli (3) żelki (1) życie (4) życie na emigracji (2) życzenia (8)